Plan na ten pojedynek był prosty. Wygrać i utrzymać marzenia o bezpośrednim awansie. Przed pierwszym gwizdkiem sędziego Rzucidło z Warszawy nadeszły dobre wiadomości dla Górnika. Niestety ostatecznie w tym pojedynku nie było jednego rannego tylko dwóch poległych. Remis 2:2 oznacza nie tylko brak szans Nafciarzy na bezpośredni awans, ale też brak szans na baraże dla Łęcznian.
Rzut oka na składy. Trener Mariusz Misiura lubi zaskoczyć. Tym razem na ławce rezerwowych wylądował Jorge Jimenez, a jego miejsce zajął… No właśnie, w wyjściowej jedenastce zobaczyliśmy nazwisko Amin Al-Hamawi. Przed rozpoczęciem meczu zastanawiałem się nad tym, czy oznacza to przesunięcie Ibana Salvadora do trójki pomocników, czy jednak grę na bardziej ofensywne dwie „10”.
Na pierwszą groźną akcję w wykonaniu Nafciarzy nie musieliśmy długo czekać. Dobra piłka od Daniego Pacheco do Łukasza Sekulskiego. Nasz kapitan przytomnie rozrzucił piłkę na lewą stronę, a tam Bojan Nastić bez zastanowienia huknął na bramkę Pindrocha. Bramkarz gospodarzy z trudem zdołał sparować to uderzenie. Chwilę później w doskonałej sytuacji, po podaniu Daniego Pacheco znalazł się Dominik Kun. Niestety nasz wahadłowy nie zdołał oddać strzału i skończyło się jedynie na strachu w szeregach Zielono-Czarnych. W odpowiedzi groźny strzał Spacila zza pola karnego w efektowny sposób obronił Gradecki. Nafciarze nie zwalniali tempa. W 16. minucie w wybornej wręcz sytuacji znalazł się Marcus Haglind-Sangre. Niestety uderzenie Szweda w sobie tylko wiadomy sposób obronił Pindroch.
W 23. minucie podopieczni Mariusza Misiury wreszcie przypieczętowali swoją przewagę. Bardzo dobre dorzucenie piłki do Amina Al-Hamawiego. Szwed z Irackim paszportem przytomnie odegrał do stojącego najbliżej Sekulskiego i nasz kapitan, na dwa tempa umieścił piłkę w bramce.
Nafciarze nie ostawali w poszukiwaniu drugiego gola w tym meczu. Niestety nie przynosiło to efektu.
Efekt natomiast przyniosła indywidualna akcja Fryderyka Janaszka. Młodzieżowiec Górnika Łęczna najpierw minął Marcusa, później Daniego Pacheco. Na jego drodze stanął jeszcze Andrias Edmundsson. Skrzydłowy Dumy Lubelszczyzny jednak nic sobie z tego nie zrobił i uderzeniem zza pola karnego pokonał bezradnego Gradeckiego.
Chwilę później uderzał Orlik, na nasze szczęście obok bramki. Nafciarze potrzebowali chwili, aby otrząsnąć się po straconej bramce. W 41. minucie żółtą kartką za faul taktyczny ukarany został Edmundsson. Jeszcze przed przerwą to gospodarze mieli okazję na objęcie prowadzenia. Dobre podanie Kreyziu do Spacila, ten przytomnie odegrał na przedpole bramki Gradeckiego. Na nasze szczęście Kamil Orlik w piłkę nie trafił, a zamykający Janaszek nie zdołał oddać strzału. Nie minęła minuta, a ponownie w natarciu byli gospodarze. Błąd indywidualny jednego z Nafciarzy na gola mógł zamienić Orlik. Tym razem nasz bramkarz jednak był górą w tym pojedynku. W odpowiedzi dobra akcja Nafciarzy zakończona strzałem Łukasza Sekulskiego. Kolejny raz jednak górą Pindroch. Powtórki pokazały, że nawet gdyby piłka zatrzepotała w siatce, to i tak VAR dopatrzyłby się zapewne pozycji spalonej naszego kapitana. Swoją drogą to, że tego spalonego nie zobaczył sędzia liniowy, nie świadczy o nim najlepiej.
Kilka chwil później sędzia Piotr Rzucidło zakończył pierwszą połowę tego spotkania.
Na drugą część spotkania obie ekipy wyszły bez zmian personalnych. Już po dwóch minutach Nafciarze byli kolejny raz blisko ponownego wyjścia na prowadzenie. Najpierw świetnie dryblingiem minął rywala Nastić, chwilę później świetne dośrodkowanie Bośniaka wprost na głowę Sekulskiego. Niestety kapitan Wisły nie zdołał wstrzelić się w bramkę. Po minucie jednak mieliśmy kolejnego gola dla Nafciarzy. Jego autorem Dominik Kun. W całej tej sytuacji to nie gol, a asysta Ibana Salvadora była najładniejsza. Dwie minuty później pierwsza zmiana w ekipie Mariusza Misiury. Amina Al-Hamawiego zastąpił Jorge Jimenez. Sekundy później Dominik Kun stanął przed szansą na swoją drugą bramkę w tym spotkaniu. Niestety nasz wahadłowy najpierw, zamiast popędzić samotnie na bramkę Pindrocha, zwolnił całą akcję. Następnie, aby dopełnić dzieła, podał do Łukasza Sekulskiego wyjątkowo niecelnie. Wiślacy, mając świadomość, że jednobramkowe prowadzenie może się szybko zużyć, szukali kolejnych bramek. Swoje szanse mieli, chociażby Sekulski czy Nastić, niestety obaj nie zdołali podwyższyć wyniku. W 61 minucie żółtą kartką, za faul na Spacilu ukarany został Sangre. Pięć minut później kolejne zmiany w szeregach Nafciarzy. Murawę opuścili Bojan Nastić oraz Dominik Kun. W ich miejsce, na placu gry zameldowali się Kevin Custović oraz Krystian Pomorski. Wraz z upływem czasu to gospodarze coraz mocniej dochodzili do głosu. Po Nafciarzach widać było trudny prowadzenia gry przez 75 minut. Coraz częściej w naszych poczynaniach ofensywnych brakowało dokładności i dynamiki. W 82. minucie potężne uderzenie Bednarczyka z trudem zatrzymał Gradecki. Nie minęła minuta, a Bednarczyk ponownie poszukał uderzenia zza pola karnego. Tym razem jednak niecelnie. Podopieczni Mariusza Misiury w końcówce regulaminowego czasu gry wręcz rozpaczliwie bronili skromnego jednobramkowego prowadzenia. Mogło się to zemścić. Swoich okazji nie wykorzystali, chociażby Ogaga czy DeAmo. W 88. minucie ostatnie zmiany w szeregach nafciarzy. Boisko opuścili Łukasz Sekulski i Iban Salvador. W ich miejsce na murawie pojawili się Dawida Barnowski oraz Piotr Krawczyk.
Sędzia Rzucidło przedłużył drugą część meczu o 5 minut. Niestety wystarczyło to gospodarzom na doprowadzenie do wyrównania. Wszystko za sprawą trafienia Przemysława Banaszaka. Chwilę później fenomenalną sytuację miał Piotr Krawczyk, niestety w sytuacji sam na sam górą był Pindroch.
Niestety Nafciarze ostatecznie jedynie zremisowali z Górnikiem Łęczna i tym samym pożegnali się z bezpośrednim awansem do Ekstraklasy.
Górnik Łęczna 2-2 Wisła Płock
Fryderyk Janaszek 33, Przemysław Banaszak 90 – Łukasz Sekulski 23, Dominik Kun 50
Górnik: 1. Branislav Pindroch – 21. Jakub Bednarczyk, 95. Marko Roginić, 6. Jonathan de Amo, 3. Marcin Grabowski (90, 27. Marcel Masár) – 17. Branislav Spáčil (73, 23. David Ogaga), 8. Egzon Kryeziu (84, 16. Paweł Żyra), 10. Adam Deja, 22. Kamil Orlik (85, 7. Solo Traoré), 11. Fryderyk Janaszek (84, 77. Michał Litwa) – 19. Przemysław Banaszak.
Wisła: 99. Bartłomiej Gradecki – 91. Gleb Kuczko, 44. Marcus Haglind-Sangré, 25. Nemanja Mijušković, 19. Andrias Edmundsson, 5. Bojan Nastić (67, 2. Kevin Čustović) – 66. Iban Salvador (88, 7. Dawid Barnowski), 8. Dani Pacheco, 14. Dominik Kun (67, 6. Krystian Pomorski) – 10. Amin Al-Hamawi (53, 18. Jime), 20. Łukasz Sekulski (89, 22. Piotr Krawczyk).
żółte kartki: Grabowski, Deja – Edmundsson, Haglind-Sangré.
sędziował: Piotr Rzucidło (Warszawa)

Mój klub, moje serce, moja Wisła Płock
Oprócz tego mąż, ojciec i bimbrownik!


przez zwykla indolencje naszych pilkarzy teraz pytanie czy zagramy chociaz u siebie obydwa mecze? oczywiscie mozemy zagrac na maksa z Miedzia u siebie, zeby grac na wlasnym stadionie… ale tereaz pytanie co lepsze, co wazniejsze? wygrac z Miedzia, miec przewage psychologiczna nad rywalem, ale slabiej trenowac w przygotowaniach do kulminacyjnego punktu sezonu i dwumeczu (jesli myslimy o awansie), czy myslec o przygotowaniu druzyny do tych barazy. doswiadczenie empiryczne z obecnego sezonu pokazuje, ze w tak silnych ligach jak angielska czy wloska, w finale pucharu zwyciezyl 'fortel’. takze teoretycznie nie miejsce a 'fortel’ zwyciezy, chociaz oczywiscie lepiej grac u siebie. Wisła Kraków mimo wszystko wciaz wielkim faworytem baraży… wciąż nie moge uwierzyc, ze takie leszcze jak Termalika czy Arka sa przed nami. przeciez to amatorzy. ale wygrali tabele. ot paradoks i gana! dla naszego 'wielkego’ trenera.