Wszyscy z utęsknieniem wspominamy sezon 2017/18, kiedy drużyna pod wodzą Jerzego Brzęczka była o włos od zakwalifikowania się do eliminacji europejskich pucharów. Tamten sezon miał wielu bohaterów, jednym z nich był Nico Varela, z którym przeprowadziliśmy rozmowę o jego aktualnym życiu, wspomnieniach z czasów gry w Wiśle, rozstaniu z naszym klubem oraz o tym co się stało potem. Zapraszamy.
FD: Czym się teraz zajmujesz?
Nico: Właśnie skończyłem grać w drużynie z 5. ligi hiszpańskiej. Zadzwonili do mnie, żebym zagrał w ostatnich sześciu meczach i udało nam się awansować do 4. ligi.
I robisz coś związanego ze szkoleniem młodzieży?
Tak, założyłem firmę – centrum sportowe. Mam tam swoją szkółkę, robimy też treningi indywidualne dla dzieci. Mamy też boiska do padla oraz punkt, w którym sprzedajemy barbacoa.
Ciągle grasz w piłkę, ale już nie na profesjonalnym poziomie, tak jak wcześniej. Nie tęsknisz czasem za profesjonalną piłką?
Odkąd wróciłem z Armenii do Murcji z moją rodziną, to nie. Ligi, w których teraz gram, są amatorskie. Co prawda moja drużyna trenowała rano, ale większość drużyn z naszej ligi trenuje wieczorami, a ich piłkarze normalnie pracują.
Jakie są Twoje najlepsze wspomnienia z Wisły?
W klubie przeżyłem wiele momentów, które sprawiły mi radość. Pierwszy sezon był niemalże historyczny dla klubu. Ostatecznie nie udało nam się zakwalifikować do eliminacji Ligi Europy. Pamiętam mecz przeciwko Jagiellonii. Chcieliśmy osiągnąć dobry wynik, ale ostatecznie przegraliśmy i nie udało nam się zakwalifikować do eliminacji. Myślę, że pierwszy rok był fantastyczny, zagrałem prawie we wszystkich meczach. Mam wiele wspomnień z czasów gry w klubie, wielu przyjaciół. Klub pozostaje w moim sercu.
Nie wiem, czy wiesz, ale mecz przeciwko Jagiellonii jest już dla nas słynny, między innymi ze względu na duży błąd arbitra. Ty i inni obcokrajowcy grający w naszej drużynie mieliście świadomość tego błędu?
Tak, oczywiście. Pamiętam, że wtedy interweniował VAR. Myślę, że ta sytuacja zapadła w pamięci wszystkim, zarówno Polakom, obcokrajowcom, jak i klubowi. Obcokrajowcy byli bardzo zżyci z Polakami, więc Polacy szybko przekazywali nam wszystkie informacje odnośnie tego, co się dzieje w lidze. Uważamy, że to był kolosalny błąd arbitra.

Wygrany 2:0 mecz przeciwko Legii w grudniu 2017 roku, w którym strzeliłeś gola, był naszym pierwszym wygranym meczem przeciwko Legii na jej stadionie.
Tak, pamiętam tamten mecz i to, że to zwycięstwo było historyczne dla klubu. Jestem świadomy, że jestem częścią tego zwycięstwa i że zapisałem się w historii klubu, wygrywając wtedy przeciwko Legii, jednemu z najlepszych klubów w Polsce, tak więc jest to dla mnie bardzo miłe wspomnienie. Mam też w pamięci jednego ze spalonych w rundzie mistrzowskiej, którego nie gwizdnięto. Nie wiem, czy go pamiętasz, ale mogę Ci potem wysłać zdjęcie, mam je zapisane w telefonie. Przegraliśmy wtedy 2:3. Koniec końców uważam, że tamten rok był świetny, sprawił mi wiele radości i wiedzieliśmy wtedy, że możemy rywalizować z każdym.

Ciągle masz kontakt z piłkarzami, z którymi grałeś w Wiśle?
Tak, mam bardzo dobrą relację z Jose Kanté, spędziliśmy razem trochę czasu ostatniego lata. Byłem też na ślubie Dominika Furmana w Płocku. Mam też dobry kontakt z Giorgim Merebashvilim, Konradem Michalakiem, Semirem Stiliciem i Kubą Łukowskim. Mam jeszcze dobre relacje z Ricardinho oraz z Calo, który był z nami przez pół roku.
Byłeś w Płocku na ślubie Dominika Furmana?
Tak, był też ze mną Ángel García Cabezali, z którym wtedy graliśmy na Cyprze.
Śledziłeś kariery piłkarzy, z którymi grałeś w Wiśle? Kilku z nich zrobiło naprawdę duże kariery, na przykład Reca grał w kadrze, a Szymański pojechał na mundial.
Tamten rok był dla nas bardzo dobry. Kiedy piłkarze grają solidny sezon, kluby zaczynają się nimi interesować. Pamiętam też, że Szymański poza graniem w reprezentacji był też kapitanem AEK-u Ateny przez dłuższy czas. Śledziłem też karierę trenera Brzęczka. Obserwuję kariery prawie wszystkich piłkarzy z tamtego okresu. Tamten rok był fantastyczny.
Seweryn Kiełpin jest teraz influencerem.
Tak, śledzę go na Instagramie. Uważam, że dobrze sobie radzi w tej roli.
Chciałbyś przyjechać pewnego dnia do Płocka, żeby zobaczyć nowy stadion?
Tak, bardzo bym chciał wrócić do Płocka, żeby zobaczyć stadion. Chciałbym też zagrać w pokazowym meczu, jeszcze raz założyć niebiesko-biało-niebieską koszulkę.

Żałujesz, że nie zostałeś w Wiśle dłużej?
Zobacz, wyjaśnię Ci, jak to wyglądało. Ja chciałem zostać w klubie, ale wystąpiły pewne problemy i nie przedłużono ze mną kontraktu. Kiedy kończyłem grać w Wiśle, przyszedł trener Ojrzyński. On mi powiedział: „Jak to możliwe, że na koniec sezonu jesteś bez kontraktu?”. Podobałem mu się jako piłkarz. Po zakończeniu sezonu rozmawiałem też z ówczesnym prezesem Jackiem Kruszewskim w sprawie przedłużenia kontraktu. Jednocześnie miałem ofertę z Rakowa, który właśnie awansował do Ekstraklasy.
Czyli trener chciał Cię mieć w drużynie?
Tak, w pewnym momencie powiedział mi, że chce mnie mieć w drużynie. W tamtym momencie Łukasz Masłowski odchodził i byliśmy bez dyrektora sportowego, więc to prezes podejmował decyzje. Tak więc miałem tę ofertę z Rakowa, ale postanowiłem, że poczekam jeszcze na Wisłę, bo chciałem przedłużyć kontrakt. Nie odrzuciłem oferty od Rakowa, ale powiedziałem im, żeby na mnie poczekali. Miałem zamiar kontynuować karierę w Płocku. To było moje miasto, mój klub, w którym czułem się kochany, byłem tam szczęśliwy. Prezes powiedział mi, że przedłuży ze mną kontrakt. Liga się skończyła, czekałem tydzień na przedłużenie kontraktu i prezes po tygodniu powiedział, że mnie nie przedłużą. Zadzwoniłem wtedy do Rakowa, ale powiedzieli, że mają już podpisanego piłkarza na moją pozycję. Koniec końców ani nie zostałem w Wiśle, ani nie przeszedłem do Rakowa. Byłem zawiedziony, bo moim zamiarem było kontynuowanie gry w Wiśle. Ani przez chwilę nie chciałem odchodzić, chciałem zostać w Płocku na kolejne lata, ale niestety przydarzyło mi się coś takiego z klubem, który kochałem i ciągle kocham. To nie był problem z kibicami ani z niczym takim. Nie wiem, czy to w końcu trener, czy prezes podjął tę decyzję i zostałem bez klubu. Trener na początku chciał przedłużyć ze mną kontrakt, przed zakończeniem sezonu wezwał mnie do biura i powiedział, że będzie rozmawiał z klubem o przedłużeniu mojego kontraktu. Kiedy liga się skończyła, wszyscy umyli ręce i nie przedłużono kontraktu.
Potem grałeś na różnych poziomach na Cyprze.
Kluby, w których grałem na Cyprze, nie walczyły o nic konkretnego. Każdego lata próbowałem wrócić do Wisły, niestety nigdy się to nie udało. Utrzymywałem jeszcze kontakt z jedną z osób ze środowiska Jerzego Brzęczka, który wtedy trenował Wisłę Kraków. W pewnym momencie skontaktowali się ze mną, bo chcieli, żebym u nich zagrał, ale ostatecznie temat nie został zrealizowany i nie miałem szczęścia wrócić do Polski.
Więc podobało Ci się w Polsce?
Tak, życie w Polsce bardzo mi się podobało, to bezpieczny kraj, dobrze się tam odnalazłem. Wraz z moją rodziną dobrze wspominamy czas spędzony w Polsce.
Po Twoim rozdziale w Wiśle poszedłeś grać do ligi cypryjskiej. Wydawało się mało prawdopodobne, że jeszcze będziesz miał okazję dostać się do europejskich pucharów, ale potem trafiłeś do Armenii i udało Wam się wywalczyć awans do Europy. Jakie to było uczucie?
Drużyny, w których grałem na Cyprze, nie były z topu i, szczerze mówiąc, rywalizowanie przeciwko większym drużynom było trudne. Po grze na Cyprze udało się wywalczyć awans do Europy z Noah FC z Armenii. To miało słodko-gorzki smak, zważywszy na to, że przegraliśmy ligę na dwa mecze przed końcem.
Noah FC zostało założone w 2017 roku, a już rywalizuje w Europie oraz walczy o tytuł mistrzowski w swoim kraju. Jak to możliwe, że klub, który istnieje tak krótko, już jest na takim poziomie?
Kiedy przyszedłem, doszło do zmiany prezesa. Obecny świetnie sobie radzi. Prezes jest biznesmenem i może sobie pozwolić na duże wydatki, więc piłkarze często wybierają grę w tym klubie. Naprawdę dobrze sobie radzi.

Dlaczego Urugwaj wypadł tak słabo na mundialu?
Myślę, że w drużynie był problem z relacją na linii trener–piłkarze i stąd złe wyniki.
Kiedy byłeś nastolatkiem, wraz z rodziną wyprowadziliście się z Urugwaju do Hiszpanii. Ile miałeś wtedy lat?
Miałem wtedy dwanaście lat, przeprowadziliśmy się z powodów zawodowych.
Kilka lat temu w jednym z wywiadów powiedziałeś, że jednym z powodów przeprowadzki był niski poziom bezpieczeństwa w Urugwaju. Uważasz, że sytuacja się zmieniła na przestrzeni lat?
Nie, sytuacja się nie zmieniła. Ciągle jest niebezpiecznie, chociaż teraz w Hiszpanii też obserwuje się wiele zdarzeń podobnych do tych z Urugwaju i Ameryki Południowej. Myślę, że Polska jest jednym z najbezpieczniejszych krajów Europy. Nie przyjmują wszystkich obcokrajowców, którzy popełniają przestępstwa w swoich krajach, a potem sprawiają problemy.
Ile brakuje najbardziej rozwiniętym krajom Ameryki Południowej, aby osiągnąć podobny poziom bezpieczeństwa do tego, który jest w przeciętnym europejskim kraju?
To jest też problem społeczny. Ludzie przyzwyczajają się do tego, jak żyją, i nie poznali jeszcze życia poza swoim własnym krajem, więc nie wiedzą, jak żyje się w Europie czy też jak kiedyś się tutaj żyło. Bo tak jak wspomniałem, teraz jest wielu cudzoziemców, którzy robią złe rzeczy na hiszpańskich ulicach.
Chciałbyś coś dodać od siebie dla kibiców?
Zawsze będziecie w moim sercu. Obym jak najszybciej miał okazję pojechać do Płocka, żeby obejrzeć mecz na nowym stadionie i odwiedzić miejsce, w którym czułem najwięcej ciepła od kibiców. Nigdy nie chciałem odchodzić, chcę, żebyście to wiedzieli.
18, Kibic Wisły Płock.
