Piłka nożna to nie tylko emocje boiskowe i okienka transferowe. To też żmudna codzienna praca wielu osób, ku chwale klubu. Wszystko to wpływa na tą przyziemną część piłki nożnej – słupki, tabelki, cyferki. Zapraszam Was do podróży przez liczby jakie Wisła Płock wygenerowała za poprzedni sezon w ujęciu raportu Grant Thorntorn.
Na początku ważna uwaga, liczby te to wypadkowa działań poprzedniego prezesa Wisły Płock – Piotra Sadczuka. Pokazuje to mniej więcej w jakiej kondycji finansowej obecnie panujący p.o. prezesa Maciej Wiącek objął stery. Aczkolwiek, warto też pamiętać, że Maciej Wiącek przed objęciem pełni władzy w klubie był w nim w charakterze wiceprezesa, i nie można powiedzieć, że te wyniki które prezentujemy nie są również jego zasługą. Do tego należy na pewno dołożyć jeszcze dwie postacie które odpowiadają za ten stan rzeczy. Mianowicie Tomasza Ostrowskiego, czyli dyrektora finansowego Wisły Płock. Człowieka, który w praktyce brał się za bary z naszym budżetem i panował nad tym, żeby każda cyferka była na swoim miejscu, a koniec końców żeby prezesowskie tabelki świeciły się na zielono. Oraz Mateusza Lenkiewicza, człowieka który większości kojarzy się z rzecznikiem prasowym, ale jest także dyrektorem działu sprzedaży i marketingu i to on odpowiada ze to, ze koszulki są na czas, materiały promocyjne są zawsze top itp. I tutaj warto podkreślić, Wisła Płock to nie jest prezes, to wiele osób które codziennie pracują na sukces, lub biorą odpowiedzialność za porażkę.
Rekordowe przychody Klubu i całej Ekstraklasy
Zacznę od cytatu z raportu „Kluby grające w sezonie 2025/2026 w PKO Bank Polski Ekstraklasie osiągnęły łącznie 1 587 mln zł przychodów. To najwyższy wynik w historii ligi. W porównaniu z poprzednim sezonem wpływy wzrosły o 317 mln zł, czyli o prawie 25%.”. To pokazuje, jak bardzo PKO BP Ekstraklasa się rozwija w stosunku do lat poprzednich. Polska piłka stała się galopującym projektem, który przyciąga coraz więcej środków z przeróżnych źródeł. A jak w tym torcie wygląda Wisła Płock? Musze przyznać, że naprawdę dobrze. Nafciarze z wynikiem 45,87 uplasowali się na 13 miejscu. Wyprzedzając takie kluby jak Piast Gliwice, Koronę Kielce, Radomiak Radom oraz Arkę Gdynia. Swoich danych nie udostępniła już tradycyjnie Termalica Bruk-Bet Nieciecza. Wracając do Wisły, jako beniaminek wypracowaliśmy niemal 3% przychodów z ligi. Patrząc na to, ze tacy hegemoni jak Lech czy Legia, generowali pięciokrotnie wyższe przychody, to uważam, że jesteśmy na bardzo dobrym poziomie. Warto też z tego miejsca odkreślić, że przychody za zeszły sezon są dla Wisły przychodami REKORDOWYMI w ujęciu historycznym. Jak widać, czasem warto dbać o to, żeby te wszystkie mityczne tabelki w Exelu świeciły się na zielono. Co warte też podkreślenia, Nafciarze zanotowali ponad 30 mln skok względem ubiegłego sezonu. To czyni nas pod tym względem piątym klubem w ligowej stawce. Warto też podkreślić, że taki skok to nie jedynie zasługa awansu i przychodów z prac telewizyjnych. Dla porównania Arka która awansowała przecież razem z nami zanotowała jedynie 16 mln zwiększenia przychodów. W tej stawce wyprzedzili nas jedynie pucharowicze z Poznania, Warszawy, Białegostoku i Zabrza.

Ktoś zaraz powie, PRZECIEŻ TO TRANSFER EDIEGO NAS TAK ZBUDOWAŁ! Spieszę z pewnym sprostowaniem. Bez Ediego kwota przychodu klubu wyniosła 38,5 mln zł i dalej plasuje nas na 13 miejscu w ligowej tabeli. A jak już jesteśmy przy transferach, pora spojrzeć na to ile na nowych graczy wydają poszczególne kluby i ile na nich zarabiają.

Jak łatwo zauważyć, najwięcej na transferach zarobiła Legia. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę bilans, przychodów i rozchodów, to sytuacji w stolicy nie wygląda już tak kapitalnie, ale o tym później. Wisła jak widać na tym diagramie, lwią część przychodu transferowego uzyskała ze sprzedaży piłkarzy za granicę. Mowa oczywiście o transferze wychodzącym Andriasa Edmundssona do włoskiej Werony. Zerknijmy jednak, czy kluby ruchami wychodzącymi zarobiły na ruchy przychodzące i ile poszczególne drużyny wydały na piłkarzy w poprzednim sezonie.

No i tutaj widzimy pewną różnicę w tabelkach. Legia która zarobiła ponad 90mln na transferach z klubu, 1/3 tej stawki wydała na nowych piłkarzy. Największą przepaść stworzył tutaj łódzki Widzew, który na ruchach z klubu nie zarobił mln złotych, a na piłkarzy wydał 100mln. Kwotę w Ekstraklasie jak dotąd niewyobrażalną. Chociaż patrząc na zajęte w tabeli miejsce, zdecydowanie też źle ulokowaną. Ale, nie oceniajmy klubu z Łodzi. Wróćmy do Wisły. Nafciarze na transferach zarobili 1,5 mln złotych, czyli po sprzedaniu Ediego i kupieniu nowych zawodników tyle zostało jeszcze na klubowym koncie. Myślę więc, że udało nam się osiągnąć dobry wynik sportowy i jeszcze zarobić na transferach. Czego chcieć można więcej?
Pensje, czyli jak płacić, ale nie przepłacić
Koszty wynagrodzeń to jedna z głównych pozycji w budżetach klubów piłkarskich. Pensje zawodników zależą od wielu czynników, a utrzymanie właściwej relacji płac do przychodów decyduje o stabilności finansowej klubu. Zgodnie z harmonogramem wdrażania regulacji UEFA od sezonu 2025/2026 obowiązywał już w Ekstraklasie mechanizm ograniczający wydatki na wynagrodzenia do 70% przychodów.

W skrócie, każdy kto wystaje ponad niebieską kreską powinien przyszły sezon rozpoczynać z nadzorem finansowym ze strony Komisji Licencyjnej. Tako stanowi podręcznik. Co jednak z tego, skoro nikt się tym nie przejmie, bo nie wierzę, żeby taki Widzew Łódź, chociaż za nic ma te zapisy, doczekał się nadzoru. Co bardzo ważne, powyższe słupki nie uwzględniają dokapitalizowania spółek przez właścicieli. Bo gdyby te brać pod uwagę, to wtedy jedynie Korona Kielce wystaje ponad próg dopuszczalny. Gdyby ktoś się zastanawiał, czemu dokapitalizowanie nie jest brane pod uwagę, to tutaj wyjaśnienie wydaje się być bardzo proste. Ekstraklasa nie uwzględnia wpływów uzależnionych od widzimisię radnego czy doradcy właściciela. W sporządzaniu raportów finansowych są brane pod uwagę stałe i zakontraktowane wpływy do klubów.

Gdybym miał to wyjaśnić na chłopski rozum, to zdecydowanie chodzi tutaj o nauczenie klubów umiejętności zarządzania tym co mają z przychodów pewnych, a oduczenie żebractwa i życia ponad stan. To coś jak dać dziecku kieszonkowe i pozwolić robić zakupy na zeszyt. Nigdy nie nauczymy go rozsądnego zarządzania finansami, a kiedy nas zabraknie, zostanie potężna linia kredytowa do spłaty.
Skoro wiemy już który klub ile środków wydaje na wynagrodzenia, zerknijmy na to, kto ile z tych środków pochłania.

Wisła w sezonie 25/26 na wynagrodzenia przeznaczyła 29,1 mln zł. Z tego na zespół prowadzony wówczas przez Mateusza Lewandowskiego oraz zespoły młodzieżowe poszło nieco ponad 2 mln, natomiast na szeroko rozumianą administrację wydaliśmy jako klub ponad 4 mln. Tutaj wypada postawić dwa pytania: co to jest administracja? czy 4 mln to tak dużo jak na klub Ekstraklasy?
Zacznijmy od tej pierwszej kwestii. W przypadku Wisły Płock administracja to bardzo szeroko rozumiany aspekt. W tym przedziale zalicza się każdy od sprzątaczki, przez dział marketingu, po uposażenie i premie wynikowe zarządu. Jeśli spojrzymy na to w ten sposób, to wychodzi nam ok 340 tyś/miesiąc na utrzymanie tej szeroko rozumianej administracji klubu. Pytanie czy to dużo czy mało pozostawiam już czytelnikowi. Ja się tej oceny nie podejmuję.
Wróćmy do wydatków na zawodników pierwszego zespołu. Jeśli przełożymy to kto komu ile płaci, i jakie ma z tego efekty, to aż 9 z 17 klubów jest poniżej progu „opłacalności”, Zagłębie Lubin wyznacza ten próg niejako, a pozostałe 7 zespołów znalazło się ponad kreską. W tym właśnie Wisła która z wydatkami rzędu 29,1 mln na pierwszy zespół zdołała zdobyć w poprzednich rozgrywkach 46 punktów. W użyciu prostej matematyki, każdy punkt zdobyty na boisku kosztował Nafciarzy 633 tyś. Dla porównania, taka Legia za każdy z 49 punktów w tabeli „zapłaciła” 2,4 mln zł! Lech na każdy z 60 punktów, które dały mu mistrzostwo, wydał 1,3 mln. Sądzę, więc że pomijając już cały rozgardiasz co warto a czego nie, to Nafciarze nie okupili swojego bardzo dobrego 8 miejsca jakimiś horrendalnymi wydatkami.
Temat kosztów prowadzenia akademii w tym raporcie pomijam celowo głównie dlatego, że są to dane podmiotu zewnętrznego w postaci SSM Wisła Płock. A ich zarządzanie wydatkami nie budzi chyba większego zainteresowania, ot czarna dziura na banknoty.
Zostawmy sport, pogadajmy o zarabianiu
Na początek weźmy pod lupę to, co dla wielu jest sola piłki nożnej, czyli dzień meczowy! Zacznijmy od kosztów jego organizacji. Wisła Płock w sezonie 25/26 na organizację spotkań wydała 4 mln zł. Ale.. jak ktoś próbował błędnie interpretować te dane, nie mówimy tutaj wyłącznie o 17 meczach domowych rozegranych przez ekipę Mariusza Misiury. Długo gapiłem się na te liczby i długo mi się to nijak nie zgadzało z tym co całym rokiem słyszeliśmy. Dzień meczowy wychodzi w klubie na zero, z ewentualnym małym plusikiem. A tu wyszło nam, że jesteśmy na 17 meczach 400 tyś stratni. Prz bardzo dobrej jak na nasze warunki miejskie frekwencji, wydawało mi się to lekko niezrozumiałe. Tak więc chwyciłem za telefon, skontaktowałem się z Piotrem Sadczukiem i zapytałem wprost. Odpowiedź, całkiem sensowna, jak na faceta który o cyferkach wie bardzo dużo. Koszty organizacji meczów w sezonie 2025/26 uwzględniają również spotkania barażowe rozegrane pod koniec maja i na starcie czerwca. Dlaczego? Bo tak wpływały faktury, że klub nie chcąc robić sobie bałaganu w papierach księgował je już na kolejny sezon. Na pytanie co z przychodami z tych spotkań, padła równie prosta odpowiedź. Zostały zaksięgowane zgodnie z kalendarzem, czyli na sezon ubiegły. W skrócie, dla tych którzy przez ostatnie zdania lekko drapali się po głowie. Cyferki z wydatków obejmują 19 spotkań, a te z przychodów obejmują meczów 17. Ergo – nie miało prawa się to wyrównać przy naszych zarobkach z dnia meczowego. Szczególnie że oba spotkania barażowe, były zakwalifikowane jako mecze podwyższonego ryzyka.

Wisła Płock przyciągnęła ma Łukasiewicza 34 średnio 9,1 tys. widzów, co daje jej 14. miejsce w lidze, ale przy 15-tysięcznym stadionie wykorzystała tylko 61% dostępnej pojemności, tak więc wynik frekwencyjny jest wyraźnie bardziej związany z niewykorzystanym potencjałem własnego obiektu niż z jego zbyt małą pojemnością.
Najciekawsze wnioski w skrócie:
Wisła Płock:
- 9 094 – średnia widownia;
- 14. miejsce w lidze pod względem średniej frekwencji;
- 15 000 – pojemność stadionu;
- 61% – średnie zapełnienie;
- 15. miejsce pod względem zapełnienia;
- 154 591 – łączna liczba widzów na meczach Ekstraklasy;
- 17 446 nowych kibiców;
- 11. miejsce pod względem liczby nowych kibiców;
- wśród klubów z obiektami o pojemności około 15 tys. miejsc Wisła ma najniższą średnią frekwencję i najniższe zapełnienie;
- frekwencja Wisły stanowi około 67% średniej ligowej;
- Wisła odpowiada za około 3,72% całkowitej frekwencji Ekstraklasy;
No i wszystko ładnie, pięknie, ktoś powie, słabo. Drugi przyjdzie i będzie zachwycony. A ja jako wrodzony maruda, przeanalizowałem te dane z zupełnie innej strony.
| Klub | Mieszkańcy | Śr. frekwencja | Frekwencja jako % mieszkańców |
|---|---|---|---|
| Lech Poznań | 536 151 | 31 065 | 5,79% |
| Górnik Zabrze | 152 461 | 23 888 | 15,67% |
| Legia Warszawa | 1 863 845 | 23 490 | 1,26% |
| Pogoń Szczecin | 386 706 | 18 017 | 4,66% |
| Jagiellonia Białystok | 290 386 | 17 758 | 6,12% |
| Widzew Łódź | 645 693 | 17 243 | 2,67% |
| Lechia Gdańsk | 488 651 | 14 911 | 3,05% |
| Motor Lublin | 328 305 | 12 251 | 3,73% |
| GKS Katowice | 278 885 | 12 038 | 4,32% |
| Cracovia | 809 168 | 11 903 | 1,47% |
| Korona Kielce | 180 537 | 11 731 | 6,50% |
| Arka Gdynia | 240 084 | 10 610 | 4,42% |
| Wisła Płock | 110 015 | 9 094 | 8,27% |
| Radomiak Radom* | 193 777 | 7 913 / 11 706 | 4,08–6,04% |
| Zagłębie Lubin | 67 155 | 6 436 | 9,58% |
| Raków Częstochowa | 203 615 | 5 345 | 2,63% |
| Piast Gliwice | 168 248 | 4 907 | 2,92% |
Teraz zaczyna to wyglądać zdecydowanie inaczej. Teraz patrząc na frekwencję w korelacji do liczby potencjalnych mieszkańców zyskujemy niewyobrażalnie lepsze wyniki. Wisła plasuje się pod tym względem na 3. miejscu w całej ligowej stawce. Wyprzedzają nas wyłącznie Górnik Zabrze i Zagłębie Lubin. Na tej podstawie możemy śmiało stwierdzić, że Płock jako miasto charakteryzuje się bardzo wysokim współczynnikiem zaangażowania lokalnej społeczności. Mimo że Wisła zajmuje 14. miejsce pod względem bezwzględnej średniej frekwencji, proporcja mieszkańców obecnych na stadionie wypada niezwykle korzystnie w porównaniu z największymi miastami w Polsce. W skrócie, marketing robi dobrą robotę, niestety Wisła jest targana przez takie ograniczenia jak chociażby mała potencjalna baza kibicowska. Nawet gdybyśmy spojrzeli na możliwości w promieniu powiedzmy 50 km. od miasta to i tak jest blado. A my jako klub wypadamy bardzo dobrze na tle konkurencji. I tutaj, dwie sprawy mają największe znaczenie, praca jaką wykonuje dział prowadzony przez Mateusza Lenkiewicza, oraz wynik sportowy. Jedno bez drugiego żyć nie będzie.
Organizacja dnia meczowego w przypadku Wisły Płock to przychód rządu około 0,212 mln zł/mecz. Wynika to z prostej matematyki 3,6 mln zł dało nam zorganizowanie 17 spotkań. To daje średnio 23 zł zostawione na stadionie przez kibica. Przy cenie biletów w zakupie internetowym około 35–50 zł, a w kasach stacjonarnych 40–55 zł. I ten dane znacząco mogą niepokoić, bo ostatecznie wykazują, ze wiele z tych osób które na stadionie się pojawiły, nie zasiliły znacząco naszej klubowej kasy. Warto jednak dodać też, że chociażby stadion nie jest własnością klubu, oraz ze Wisła nie zarabia chociażby na cateringu podczas dnia meczowego. Jednak, pora na jeden bardzo ważny wniosek, nie tylko dla Nafciarzy.
Przypadek Wisły Płock jest doskonałym studium przypadku dla menedżerów sportowych. Pokazuje, że mniejsza pula demograficzna nie musi stanowić bariery w budowaniu silnego ośrodka piłkarskiego. Wynik ponad 8% populacji miasta na stadionie to dowód na głębokie zakorzenienie klubu w tożsamości Płocka, skuteczną politykę biletową oraz udane działania zachęcające nowych kibiców (ponad 17 tysięcy „świeżej krwi” w jednym sezonie).
Mniejsze ośrodki nie wygrają z metropoliami w bezwzględnych liczbach sprzedanych karnetów ze względu na twardy sufit demograficzny. Mogą jednak – co Wisła Płock skutecznie udowadnia – wygrywać w kategorii, która dla budowania trwałej marki bywa znacznie cenniejsza: w lojalności i skali zaangażowania swojej własnej społeczności.

Mój klub, moje serce, moja Wisła Płock
Oprócz tego mąż, ojciec i bimbrownik!


no tak, ale mozna rowniez wyciagnac kilka innych wnioskow. jesli odejmiemy transfer Ediego, to wyprzedzamy Arke o jakies 3mln. po co tu czarowac ludzi tabelkami? jedyny plus, ze udalo sie przez to sfinansowac transfery przychodzace. a pamietam, ze byly w klubie watpliwosci co do tej sprzedazy – a przynajmniej niektorzy udwali, ze byly.
.
ta tabela sredniej frekwencji kibicow na tle wielkosci miasta rowniez nijak ma sie do rzeczywistosci. po pierwsze co z miastami, gdzie sa dwa liczace sie kluby jak w Łodzi czy Krakowie? albo jak ocenić Zabrze, gdzie bardziej trzeba brac pod uwage wieksza ilosc miast, miasteczek i wiosek Górnego Śląska, a byc moze nawet teren calej Polski. podobnie jest z Legia czy z Widzewem, ktore maja fanow w calej Polsce. Lech rowniez, co najmniej w Wielkopolsce. to nie bardzo sie przeklada na te statystyki. co z Katowicami, w ktorych nie wszyscy sa kibicami GKS? dlatego frekwencja takiej Legii na tle ogolu sympatykow jest jeszcze mniejsza, promilowa. wtedy pytanie o ceny, trudnosci dojazdu, a takze inne czynniki wplywajace tam na stosunkowo niska frekwencje. dlatego ogolnie ta tabelka jest dla mnie bez wiekszego sensu.
.
autor napisal, ze Widzew zlamal podrecznik licencyjny poprzez znaczne przekroczenie wynagrodzen pilkarzy w stosunku do przychodow. po czym sam wyjasnil, ze w Polsce 'powyższe słupki nie uwzględniają dokapitalizowania spółek przez właścicieli’. jesli nie uwzgledniaja, to o co sie rozchodzi? za co maja karac druzyny, ktory wedle tych przepisow zostaly dokapitalizowane?
.
inna sprawa, ze po raz kolejny do przemyslenia jest otwarcie wiekszej ilosci miejsc w Płocku dla klubow przyjezdnych, jesli i tak te trybuny stoja caly sezon praktycznie puste. na pewno Legia, Widzew, czy Lech maja o wiele wieksze zapotrzebowanie. dla policji to rowniez nie problem – wszedzie kamery na stadionie, premie za nadgodziny. skonczyly sie juz czasy kiedy kibice rozwalaja cale stadiony i miasta. jesli w innych krajach nie maja takich obaw, to dlaczego w Polsce sa?
.
kolejna kwestia, ze wciaz nie ma zadnego realnego projektu budowy Akademii pilkarskiej z prawdziwego zdarzenia w Płocku. a jakby tutaj dodać tabelke ze wzrostem przychodow budzetowych Płocka z ostatnich 5 lat, to ludzie mogliby sie zlapac za glowe. dlaczego obywatele nie maja decydowac o wydatkach z tego powiekszonego znacznie budzetu? a moze dlatego, zeby ukryc jak najwiecej dla 'swoich’?
.
i na koniec po raz kolejny pytam, o co ta wojna kibicow z prezesem? a moze to tylko wojna o 'stolki’? wojna 'brazowych nosków’ o stołki, dodam precyzyjniej. po co angażować w te przepychanki kibiców? a moze inaczej sie nie da w Polsce…