Po poniedziałkowym meczu z Pogonią chyba nikt z nas nie spodziewał się takiego meczu w Lublinie. Nafciarze zagrali dwie kompletnie różne połowy. Po pierwszej powinni przegrywać 4:0. Przegrywali jednak tylko 1:0. Po zmianie stron ekipa Mariusza Misiury potrafiła się jednak podnieść i ostatecznie z Lublina wracamy z jednym punktem. Gola na wagę remisu zdobył dla Nafciarzy Andrias Edmundsson.
Spotkanie w Kozim Grodzie zaczęło się od małej wpadki gospodarzy. Bramkarz Motoru Lublin Ivan Brkić miał na sobie bluzę niemal identyczną jak koszulki wyjazdowe Nafciarzy. Sędzia Damian Sylwestrzak jeszcze w tunelu nakazał mu zmienić strój. Po 10 minutach opóźnienia piłkarze mogli w prawidłowych strojach wysłuchać Mazurka Dąbrowskiego i po chwili zacząć mecz.
Pierwsi do głosu doszli w tym meczu gospodarze. Już w trzeciej minucie, po stałym fragmencie gry mieliśmy dwa strzały na naszą bramkę. Najpierw uderzał Król, po chwili próbował jeszcze Luberecki. Obaj panowie jednak nie wstrzelili się między słupki i skończyło się jedynie na strachu. Co nie udało się za pierwszym razem, wyszło Lublinianom już dwie minuty później m dobre otwierające podanie od Wolskiego do Stolarskiego. Dośrodkowanie i Karol Czubaka pewnym strzałem głową trafił w słupek. Niestety piłka od obramowania spadła pod nogi Fabio Ronaldo. A ten już z najbliższej odległości umieścił futbolówkę w siatce. Zdecydowanie nie takim otwarciu mówił trener Misiura w wywiadzie przed pierwszym gwizdkiem. Nafciarze spróbowali szybko odpowiedzieć, jednak Motor skutecznie przerwał dobrze zapowiadającą się akcję Deniego Jurica. W 10 minucie zapachniało drugim golem dla gospodarzy. Znowu w rolach głównych Ronaldo, Wolski i Czubak. Na nasze szczęście strzał tego ostatniego w porę zatrzymali defensorzy Wisły. W 13. minucie było już 2:0 dla gospodarzy. Wielbłąd Tomasa Tavaresa we własnym polu bramkowy. Portugalczyk posłał świecę niemalże na linię bramkową. Bezradny Leszczyński został jeszcze zablokowany przez Tavaresa i najlepszy strzelec wśród Polaków w Ekstraklasie z najbliższej odległości umieścił piłkę w siatce. Jedyne co mogło nas uratować to VAR. Na nasze szczęście sędziowie z linijką dopatrzyli się pozycji spalonej. Wróciliśmy z baaaaardzo dalekiej podróży. Piłkarze z Lublina nie planowali się poddawać. Po ponad kwadransie gry mogli się pochwalić już 6 strzałami oraz posiadaniem piłki na poziomie 75%. Nafciarze sprawiali wrażenie, jakby lekko zamoczonych. W 20 minut udało nam się wymienić niecałe 30 podań! Nie chcę nawet pisać, ile z nich było celnych. Pierwszą dłuższą wymianę piłki między piłkarzami Wisły mogliśmy zobaczyć dopiero w 23 minucie (sic!). Podopieczni Mateusza Stolarskiego wyszli na ten mecz jak wściekłe bulteriery. Płocczanie nie mieli nawet ułamka sekundy spokoju w rozegraniu. Pierwszą wizytę w polu karnym Brkicia zaliczyliśmy w 26 minucie. Nie była to jednak wizyta długa, a w odpowiedzi kolejna groźna akcja, tym razem autorstwa Filipa Luberackiego. Na nasze szczęście Edmundsson interweniował w porę. Niestety minutę później interwencja Ediego nie była już taka szczęśliwa. Farer blokując strzał Lublinian, interweniował tak pechowo, że piłka przelała mu się po ręku. Decyzja z boiska, rzut karny dla Motoru. Nafciarze kolejny raz mogli liczyć jedynie na pomoc VAR-u. Tym razem niestety powtórki video nas nie uratowały. Do piłki ustawionej na 11 metrze podszedł Bartosz Wolski i … uderzył fatalnie. Rafał Leszczyński wyczekał strzelca i bez najmniejszego problemu złapał uderzenia kapitana Motoru. Wisła w Lublinie za nic przez pierwsze dwa kwadranse nie przypominała drużyny, jaką widzieliśmy w poniedziałek w starciu przeciwko Pogoni Szczecin. W 35. minucie kolejny strzał Motoru. Tym raz zza pola karnego szczęście spróbowała Stolarski. Górą był w tej sytuacji jednak Leszczyński. W 37. minucie kolejny raz serca Nafciarzy zadrżały. Rodriguez z metra trafił wprost w Rafała Leszczyńskiego. Gdyby jednak nawet piłka wpadła do siatki, to sędzia Sylwestrzak odgwizdał wcześniej faul Michała Króla. Dwie minuty później zagotowało się na boisku. Najpierw pomiędzy Pawłem Stolarskim, a Łukaszem Sekulskim niemal nie doszło do bijatyki. Chwilę później mieliśmy już masowe starcie piłkarzy obu drużyn. Sędzia Sylwestrzak szybko opanował sytuację. Zarówno Stolarski jak i Sekulski dostali po żółtej kartce i mogliśmy wrócić do gry w piłkę. Po chwili Rodrigues ponownie uderzał na naszą bramkę. Tym razem wprost do koszyczka Leszczyńskiego.
W 45. minucie pierwszy groźny stały fragment gry dla Wisły. Najpierw dośrodkowanie Tavaresa dociera do Kamińskiego. Strzał naszego stopera zdołał zablokować jednak Najemski. Po chwili uderzał jeszcze Pacheco, ale obok słupka. Nafciarze nabrali trochę wiatru w żagle w końcówce pierwszej połowy. Łukasz Sekulski zdołał nawet oddać celny strzał na bramkę Brkicia. To jednak Motor miał wymarzoną wręcz sytuację do zdobycia gola. Zmarnował ją jednak Fabio Ronaldo. Myślę, że nie będzie on w stanie, w przerwie wyjaśnić jak to się stało, że nie podwyższył prowadzenia swojej drużyny.
Drugie czterdzieści pięć minut Nafciarze zaczęli z trzema zmianami . W miejsce Tomasa Tavares po zmianie stron wyszedł na murawę Nemanja Mijuskovic. Wiktor Nowak zastąpił Daniego Pacheco. Iban Salvador natomiast pojawił się w miejsce Deniego Jurica. Był to jasny sygnał, że to co widzieliśmy w pierwszej połowie było niedopuszczalne. Pozostawało tylko jedno pytanie. Jak te zmiany wpłyną na grę Nafciarzy.Pierwszy pozytyw zmian był taki, że Motor przez początkowe minuty drugiej części gry nie mógł już z taką łatwością przedostawać się w nasze pole karne. W 51 minucie, Edmundsso doczekała się swojej żółtej kartki. Obiektywnie muszę przyznać, że i tak sędzia Sylwestrzak długo ociągał się z tą karą indywidualną dla Farera. Chwilę później Najemski również zapracował sobie za żółtą kartkę. W 58. minucie kolejna zmiana w Wiśle. Murawę opuścił Łukasz Sekulski, a w jego miejsce pojawił się na placu gry Giannis Niarchos. Po kwadransie drugiej części meczu można było śmiało powiedzieć, że jest lepiej niż przed przerwą. Daleko było jednak do tego, żeby mówić o dobrej grze. W 63. minucie groźnie uderzał Sangre, jednak piłka po plecach Niarchosa minęła bramkę Brkicia. Co ciekawe sędzia Sylwestrzak podyktował w tej sytuacji rzut rożny. W 67. minucie kolejna żółta kartka dla zawodnika Motoru. Tym razem karą indywidualną napomniany został Bartoš. Chwilę później kolejny strzał z dystansu autorstwa Nafciarza. Tym razem spróbował Wiktor Nowak. Niestety wysoko ponad bramką gospodarzy. Chwilę później dobre dośrodkowanie Quentina z trudem przecina Brkić. Za plecami bramkarza czaił się już Mijusković, aby wpakować piłkę do siatki. Nafciarze zdecydowanie uszczelnili swoją defensywę. Niestety brakowało nam konkretów pod bramką rywali. W 72. minucie groźna akcja Motoru zakończona niecelnym strzałem Czubaka. Chwilę później na murawie zameldował się Kevin Custović, zmieniając Žana Rogelja. Była to ostatnia zmiana trenera Misiury w tym spotkaniu. Do końca regulaminowego czasu gry pozostawał jeszcze kwadrans. Piętnaście minut wiary w korzystny rezultat. Jak wiadomo, WIARA CZYNI CUDA!! Ten wydarzył się w 77. minucie. Dośrodkowanie Ibana Salvadora, piłkę zgrał przed bramkę Sangre i Andrias Edmundsson z najbliższej odległości pokonał Brkicia. W 83. minucie Motor mógł wrócić na prowadzenie. Na nasze szczęście Scallet nie był w stanie wykorzystać dobrego podania od Karola Czubaka.
Końcówka spotkania to już raczej szarpana gra z obu stron. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się remisem jeden stały fragment gry zadecydował o porażce Wisły. Dostęp najpierw na strzał zamienia Karol Czubak. Tutaj jeszcze Rafał Leszczyński zdołał jeszcze skutecznie interweniować. Niestety wobec dobitki Scalleta był już kompletnie bezradny. Kolejny raz jedynie VAR mógł nas uratować… mógł i uratował… powiedzieć że Nafciarze mieli w tym meczu całą masę szczęścia to jak nic nie powiedzieć. Drużyna Mariusza Misiury z Lublina powinna wracać szlakiem kościołów i w każdym dawać na mszę!
Motor Lublin 1-1 Wisła Płock
Fábio Ronaldo 4 – Andrias Edmundsson 77
Motor: 1. Ivan Brkić – 28. Paweł Stolarski, 39. Marek Bartoš, 18. Arkadiusz Najemski (66, 3. Hervé Matthys), 24. Filip Luberecki – 26. Michał Król (82, 23. Florian Haxha), 6. Sergi Samper (74, 21. Jakub Łabojko), 68. Bartosz Wolski (82, 8. Mathieu Scalet), 7. Ivo Rodrigues, 11. Fábio Ronaldo (66, 19. Bradly van Hoeven) – 9. Karol Czubak.
Wisła: 12. Rafał Leszczyński – 21. Žan Rogelj (73, 2. Kevin Čustović), 4. Marcus Haglind-Sangré, 35. Marcin Kamiński, 19. Andrias Edmundsson, 13. Quentin Lecoeuche – 14. Dominik Kun, 84. Tomás Tavares (46, 25. Nemanja Mijušković), 8. Dani Pacheco (46, 66. Iban Salvador) – 99. Deni Jurić (46, 30. Wiktor Nowak), 20. Łukasz Sekulski (58, 9. Giánnis Niárchos).
żółte kartki: Stolarski, Najemski, Bartoš – Sekulski, Edmundsson, Iban Salvador, Mijušković, Leszczyński.
sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
widzów: 10 926.
W 30. minucie Bartosz Wolski (Motor) nie wykorzystał rzutu karnego (Rafał Leszczyński obronił).
Żółtą kartką został także ukarany rezerwowy zawodnik gości – Fabian Hiszpański.
Mecz zaplanowany na 17:30 rozpoczął się z 10-minutowym opóźnieniem z powodu konieczności zmiany stroju przez bramkarza gospodarzy

Mój klub, moje serce, moja Wisła Płock
Oprócz tego mąż, ojciec i bimbrownik!


Nie wiem co to było ale nigdy więcej nie chcę widzieć takiego syfu widząc pierwszą połowę po prostu zgłupiałem to było jedno wielkie g…..o to że nie przegrywaliśmy 4 bramkami to jakiś cud ja wiem że sekul jest legendą wszystko rozumiem ale wystawianie tego drugiego niby napastnika to jakiś żart może trochę chaotycznie ale naprawdę to był horror
Tam cudów było zdecydowanie więcej 😂
To że do przerwy było tylko 1:0 to jeden z nich.
a jeszcze bardziej brak dojrzalosci. wlasnie oczekiwalem przed meczem takiego testu dojrzalosci dla naszych pilkarzy. niestety nie zdali go w stopniu nawet dopuszczajcym. kiedy mozna sie bylo spodziewac, ze druzyna wejdzie na wyzszy poziom, pokaze swoje miejsce w tabeli, a takze aspiracje jak i pewnosc siebie, dostalismy niespodziewanego gonga.
.
nie chodzi juz o sam wynik, bo ten faktycznie byl takim 'malym cudem’. powinno byc spokojnie co najmniej 5:1. ale jeszcze gorzej, ze pilkarze zachowywali sie bardzo dziecinnie, w ogole nie bylo widac, ze przyjechal do Lublina wicelider. groteskowe bledy w obronie, chaos, dezorganizacja. Motor wchodzil nas jak w maslo. dopiero bodajze w 38 minucie Sekulski poszarpal sie z przeciwnikami i pokazal, ze sa jeszcze jakies poklady meskiej walki w naszej druzynie. od tego momentu nieco sie poprawilo.
.
po przerwie bylo nieco lepiej, zwlaszcza trzeba pochwalic Ibana Salvadora, do ktorego jako jedynego nie mozna miec pretensji. jedyny, ktory zachowal glowe i serce do walki. troche tez staral sie Nowak, ale nie zawsze mu wychodzilo. w 2 polowce Edmundsson, Sangre i Mijuskovic tez juz nieco lepiej.
.
ale ogolnie dramat. trzeba pomyslec nad zatrudnieniem jakiegos psychologa sportowego albo moze nawet psychiatry. wyglada na to, ze odstajemy w mentalu. zawodnicy wchodza na pewien wysoki poziom, aby zaraz skoczyc zaraz z gory i wykrzyczec do 'tatusia’, ze sie boimy, bo za wysoko.