Pożegnania nigdy nie są łatwe. Szczególnie te, kiedy odchodzi ktoś, na czyje odejście nie byliśmy gotowi. Tym trudniej, jeżeli nikt nie daje tej osobie szansy, żeby pożegnać się z klubem i kibicami godnie. Chociaż zasłużył na to jak mało kto. Dziś oficjalnie obowiązki Prezesa Wisły Płock przestał pełnić Piotr Sadczuk. Jego miejsce zajął dotychczasowy wiceprezes, Maciej Wiącek. I już tą zmianę widać…
Może jestem sentymentalny… Nawet na pewno… Może została jeszcze we mnie jakaś iskierka tego piłkarskiego romantyzmu który przez ostatnie lata polska piłka klubowa i ludzie z nią związani systematycznie we mnie, i wielu innych kibicach zabijają. Ale dzisiejsze wydarzenia sprawiły, że coś we mnie pękło. To co zobaczyłem dziś, a o czym słucham od dawna, przerosło moje wyobrażenia.
Piotr Sadczuk, czyli człowiek który wyciągnął Wisłę Płock z potężnego bagna w jakim zostawił klub ratuszowy nominat Tomasz Marzec, został pożegnany jak szeregowy pracownik. Mało tego, do dziś pamiętam pożegnanie chociażby Michała Łady, który dostał kwiaty, pamiątkową koszulkę i usłyszał publiczne DZIĘKUJEMY! Dziś tego nie było. Dziś Klub który kocham miłością bezgraniczną i nieodwzajemnioną, pokazał najgorsze oblicze. Oblicze bez krzty klasy i dobrego smaku. Dziś zobaczyliśmy twarz Wisły Płock, jaką będziemy oglądać przez najbliższe tygodnie, a może nawet miesiące.
Pora jednak przejść do meritum tego tekstu. Pora napisać zwyczajne proste DZIĘKUJEMY PREZESIE !! DZIĘKUJEMY PANIE PIOTRZE!
Za to, że kiedy trafił Pan do Wisły, przychodził Pan do klubu jako pierwszy i wychodził jako ostatni. Kiedy to niektórzy odpowiedzialni za zastany przez Pana stan Wisły, przychodzili o 11, a wychodzili o 13.
Za to, że jako człowiek z Lublina, zostawił Pan tam rodzinę i przyszedł do Płocka ratować dla Pana totalnie obcy klub!
Za to, że przez 3 lata nie tylko stał się Pan prezesem jakiego Wisła potrzebowała, a stał się Pan też Nafciarzem. Człowiekiem jednym z nas!
Dla mnie jest to dowód, że Wisła zawsze była i będzie najważniejsza. Bez względu na to kto zasiada na stanowisku prezesa, póki kieruje naszym okrętem dobrze.
A Pan to robił jak prawdziwy kapitan. Nie obyło się bez sztormów i mielizn. Jednak kierunek zawsze był dobry, choć czasem trasa kręta. Kierunek udawało się utrzymać, nawet wtedy, gdy inni bujali okrętem.
Nie będę banalnie dziękował za awans, finanse i inne sukcesy. Za to dziękować będą wszyscy. Ja dziękuje za to, że zawsze miał Pan dla nas dziennikarzy czas. Za to, że jak Pan nie mógł lub nie chciał czegoś powiedzieć, to nie powiedział. Najważniejsze, nie skłamał.
Chciałem też podziękować, że wprowadził Pan Wisłę Płock w XXI wiek. W tym wymiarze prozaicznym. Cyfryzacja, obieg dokumentów, zarządzanie. Za rzeczy których mi jako kibice nie widzimy, a które stały się ważnym elementem życia klubu.
Dziękuję za normalność. Za to, że takie codzienne życiu z Wisłą Płock wyglądało tak, jak powinno wyglądać życie kibica. Że umiał Pan wyjść do nas kibiców. Rozmawiać jak z równymi sobie. Umiał Pan przyznać się do błędów, ale też bronić decyzji które uważał Pan za słuszne, pomimo odmiennych zdań kibiców.
Kończąc to przydługi i rzewne pożegnanie chciałem jeszcze raz napisać zwyczajne proste:
DZIĘKUJĘ!
Podpisano wierny kibic, dziennikarz, kolega MICHAŁ SPORCZYK

Mój klub, moje serce, moja Wisła Płock
Oprócz tego mąż, ojciec i bimbrownik!

