Jeden błąd zaważył… Jedna zła interwencja we własnym polu karnym i podopieczni Mariusza Misiury zasmakowali goryczy porażki przed własną publicznością. Niestety, po golu z 82 minuty z rzutu karnego autorstwa Afimico Pululu Nafciarze przegrali z Jagiellonią Białystok 0:1.
Przed pierwszym gwizdkiem sędziego Piotra Lasyka, szybki rzut oka na składy, jakie obaj trenerzy wystawili od pierwszej minuty. W Wiśle jedyne co mogło dziwić to brak klasycznej dziewiątki od pierwszej minuty. Oraz kolejny raz brak Giannisa Niarchiosa nawet na ławce rezerwowych. Podobnie jak w przełożonym meczu przeciwko Cracovii, debiut od pierwszej minuty zanotował Zan Rogelj. Na ławce natomiast mogliśmy zobaczyć Deniego Jurica.
Pierwsze minuty spotkania, co chyba nie zaskoczy nikogo, upłynęły nam na wzajemnym badaniu się obu ekip. Pierwszą szansę na dogodną okazję mieli goście. Jednak do piłki dośrodkowanej z rzut wolnego nie zdołał dojść żaden z piłkarzy Jagiellonii i skończyło się na strachu. Autorem pierwszego strzału, dodajmy, że niecelnego był Sergio Lozano. Który po podaniu od Jesusa Imaza posłał piłkę zdecydowanie ponad poprzeczką bramki Rafała Leszczyńskiego. W odpowiedzi na bramkę Abramowicza, po dośrodkowaniu Quentina uderzał Wiktor Nowak. W 12. minucie mogliśmy zobaczyć pierwszy celny strzał w tym spotkaniu. Głową uderzał Imaz. Zrobił to jednak zbyt lekko i Leszczyński nie miał najmniejszych problemów ze skuteczną interwencją. Chwilę później ponownie przed szansą na gola stanął po drugiej stronie boiska Wiktor Nowak. Niestety nie zdołał on przeciąć dobrego dogrania z prawej strony boiska od Marcina Kamińskiego. W pierwszym kwadransie zdecydowanie dobre wrażenie w szeregach Nafciarzy robił Zan Rogelj, który to raz za razem szarpał po prawym skrzydle. W 18 minucie niemal sam na sam z Leszczyńskiem stanął Rallis. Nasz bramkarz wyszedł jednak zwycięsko z tego pojedynku. Gdyby nawet padł w tej sytuacji gol, to sędzia Lasyk odgwizdał pozycję spaloną napastnika gości. W minucie 19 pierwszą kartką w tym meczu ukarany został grający z numerem 4 w Jagiellonii Yuki Kobayashi. Piłke w strefie środkowej ustawili Dani Pacheco oraz Lecoeuche. Do wrzutki wprawdzie doszedł Andriass Edmundsson jednak jego uderzenie było wyjątkowo niecelne. W 28. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Edmundsson. Niestety piłka po uderzeniu Farrera poszybowała nad poprzeczką bramki Abramowicza. Minutę później po drugiej stronie boiska uderzał Lozano. Również nieskutecznie. W 32. minucie bliski asysty był Rafał Leszczyński. Niestety po jego podaniu Iban Salvador nie zdołał umieścić piłki w siatce i skończyło się na rzucie rożnym. W 37 minucie Nafciarze dwukrotnie mogli, a właściwie powinni objąć prowadzenie. Najpierw wprost w Abramowicza uderzył Lecoeuche. Po chwili drugi z naszych wahadłowych zmusił do wysiłku bramkarza gości. Trzeba przyznać, ze obrona strzału Rogeleja to już klasa światowa. Nie minęła minuta, a kolejny raz bliscy zdobycia gola byli Wiślacy. Tym razem głową po rzucie rożnym uderzał Edmundsson. Niestety obok bramki. W 43. minucie Rafał Leszczyński postanowił pokazać, że nie jego gorszy od swojego vis a vi. Najpierw świetnie obronił strzał Imaza, by po chwili jeszcze lepszą interwencją popisać się przy dobitce Lozano. Zdecydowanie obaj bramkarze udowodnili, że są w najwyższej formie. Po równych 45. minutach sędzia Piotr Lasyk zakończył pierwszą połowę spotkania.
Trzeba przyznać, że niezbyt porywające pierwsze 37 minut meczu wynagrodziła nam końcówką pierwszej części. Obie ekipy miały w niej swoje szanse na otwarcie wyniku spotkania. Na nieszczęście obu ekip, tego wieczoru to bramkarze postanowili, na każdym kroku udowadniać swoje ponadprzeciętne umiejętności.
W przerwie trener Adrian Siemieniec zdecydował się na dwie zmiany. Od 45. minuty na boisku pojawili się Taras Romańczuk oraz Bernardo Vital. Na murawie nie zobaczyliśmy natomiast Yuki Kobayashiego oraz Sergio Lozano. Nafciarze natomiast na drugą część meczu wyszli bez zmian personalnych.
W 48. minucie pod naszą bramką Jime faulował Oskara Pietuszewskiego. Do rzutu wolnego z lewej strony boiska podszedł Bartłomiej Wdowik, jednak posłał piłkę wprost w ręce Leszczyńskiego. W odpowiedzi festiwal zablokowanych uderzeń Nafciarzy. Najpierw wprost w nogi obrońcy uderzał Jime, a chwilę później ten sam manewr wykonał Dani Pacheco. Nie minęła minuta, a Nafciarze popisali się bardzo ładną kombinacyjną akcją. Niestety ostatnie podanie autorstwa Marcina Kamińskiego przeciął Andy Palmard i skończył się jedynie na rzucie rożnym. Do 55. minuty swoich sił próbowali jeszcze wspomniany Kamiński oraz Rogelj. Obaj niestety nie byli w stanie pokonać Abramowicza. W 58 minucie dobrze zapowiadający się kontratak gospodarzy zakończył się niecelnym dośrodkowaniem Dominika Kuna. Minutę później, Jime kolejny raz faulował w pobliżu naszego pola karnego jednego z rywali. Piłkę ustawił sobie w tej sytuacji Louka Prip. Na nasze szczęście niewiele wynikło z jego dośrodkowania. W 61. minucie podwójna zmian w zespole Jagi. Boisko opuścili Prim oraz Rallis. Ich miejsce zajęli Afimico Pululu oraz Alejandro Pozo. Trener Mariusz Misiura nie decydował się natomiast na żadne zmiany personalne. W 66. minucie kolejny raz zmuszony do interwencji został Leszczyński, uderzał Pietuszewski. Wraz z upływem czasu nie można było oprzeć się wrażeniu, ze to goście coraz bardziej dominowali na boisku. W 69. minucie pierwsza, wymuszona zmiana w zespole Wisły. Boisko z urazem opuszczał Jorge Jimenez. W jego miejsce na murawie zameldował się Matchoi Dailo. W 73. minucie ostatni zmiana w zespole gości. Murawę opuścił Leon Flach, robiąc tym samym miejsce na placu gry Dawidowi Drachalowi. Dwie minuty później, kolejny tego wieczoru debiut w zespole Mariusza Misiury. Zmęczonego Daniego Pacheco zastąpił Tomas Tavarez. W 79. minucie stało się coś katastrofalnego. Do twej pory świetnie spisujący się Zan Rogelj faulował w naszym polu karnym Jesusa Imaza. Sędzia Piotr Lasyk po konsultacji z VAR nie miał innego wyjścia jak tylko wskazać na wapno. Do piłki ustawionej na 11 metrze podszedł Afimico Pululu i pewnym strzałem pokonał Rafał Leszczyńskiego. Niestety, 80 minut pełnej koncentracji, jeden błąd i Nafciarze mieli tylko 10 minut na odrobienie strat. Chwilę później potrójna zmiana w zespole Nafciarzy. Na murawie zameldowali się Custovic, Kalandadze oraz Pomorski. Boisko opuścili Kun, Lecoeuch oraz Rogelj. Sekundy po wejściu na boisko dwójka Pomorski Custovic mogła doprowadzić do wyrównania. Na nasze nieszczęście wplątał się w to wszystko jeden z defensorów Jagi.
W końcówce spotkania Nafciarze próbowali poszukać jeszcze wyrównania. Niestety pomimo pięciu doliczonych minut ta sztuka im się nie udała i tym samym zespół Mariusza Misiury pierwszy raz w tym sezonie musiał pogodzić się z porażką przed własną publicznością. Wiśle zabrakło w tym spotkaniu napastnika z krwii i kości. Wobec absencji Sekulskiego i Niarchosa oraz problemów zdrowotnych Jurica nie było kim straszyć na boisku. Wiktor Nowak na pozycji numer 0 to zdecydowanie zbyt mało na zespół z Białegostoku.
Wisła Płock 0-1 Jagiellonia Białystok
Afimico Pululu 82 (k)
Wisła: 12. Rafał Leszczyński – 21. Žan Rogelj (84, 6. Krystian Pomorski), 4. Marcus Haglind-Sangré, 35. Marcin Kamiński, 19. Andrias Edmundsson, 13. Quentin Lecoeuche (84, 2. Kevin Čustović) – 14. Dominik Kun (84, 3. Aleksandre Kalandadze), 8. Dani Pacheco (76, 84. Tomás Tavares), 11. Jime (69, 17. Matchoi Djaló) – 30. Wiktor Nowak, 66. Iban Salvador.
Jagiellonia: 50. Sławomir Abramowicz – 15. Norbert Wojtuszek, 70. Andy Pelmard, 4. Yūki Kobayashi (46, 13. Bernardo Vital), 27. Bartłomiej Wdowik – 18. Louka Prip (62, 7. Alejandro Pozo), 31. Leon Flach (73, 8. Dawid Drachal), 21. Sergio Lozano (46, 6. Taras Romanczuk), 80. Oskar Pietuszewski – 11. Jesús Imaz, 9. Dimítris Rállis (62, 10. Afimico Pululu).
żółte kartki: Kobayashi, Pozo.
sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
widzów: 10 121

Mój klub, moje serce, moja Wisła Płock
Oprócz tego mąż, ojciec i bimbrownik!


Gra bez napastnika z jagielonnią to duży wyczyn p.Misiura druga połowa to jakaś tragedia jeszcze 24 punkty do zdobycia bo na nic więcej nas nie stać chociaż to i tak ponad stan
nie badzmy zlosliwi Cezary@ gralismy w koncu z Jagiellonia, ktora jest jedna z najlepszych druzyn w kraju i prezentuje spektakularny futbol. to prawda, ze w Jadze zaszly wielkie zmiany i zajmie im troche czasu, zanim dojda do pelni formy i zaprezentuja swoj styl z ostatnich sezonow. ale na tle tak silnego rywala zaprezentowalismy sie naprawde solidnie. zapewne z Cracovia moglo byc podobnie.
.
trener Misiura wciaz wykonuje swietna prace. mimo wszystko caly czas trzeba podkreslac, ze wykonalismy robote ponad stan. jedyna sprawa, do ktorej moge sie przyczepic to ostatnie okienko transferowe. moglismy dac sygnal wszystkim kibicom, ze stawiamy na mlodego, zdolnego polskiego napastnika, wyrozniajacego sie w nizszej klasie rozgrywkowej, skazanego na sukces z beniaminkiem i byc moze indywidualny w przyszlosci, ale…. nie zrobilismy tego co trzeba. wcale nie twierdze, ze inne napadziory nie odpala, bo moga i taki numer mi zrobic. ale tutaj bardziej chodzi o psychologie sportu i wzbudzenie takim transferem fali entuzjazmu. utrzymanie bedzie, ale mozna bylo i przy dobrze postawionej sprawie, pokusic sie o wyczyn skali Ruchu Chorzow z sezonu 1989/99 czy 1.FC Kaiserslautern z sezonu 1997/98 w Bundeslidze.
fala entuzjazmu przy pozyskaniu Stanclika…
Wszyscy napastnicy kontuzjowani, kogo chłop miał wstawić. Mecz nie był zły, jak na grę z mocną drużyną, trochę szczęścia też zabrakło
rom ozga@ mimo wszystko nie zapominaj, ze jednak najwybitniejszy polski napastnik ostatnich kilku dekad, czyli Robert Lewandowski, zaczal wyrozniac sie na poziomie profesjonalnym w Zniczu Pruszkow. a moze maja tam oko do pilkarzy? albo wszystko jest czystym przypadkiem, lacznie z zyciem tego czy innego osobnika albo co wiecej kariera…