Jime: „Mariusz Misiura dał mi zaufanie, którego potrzebowałem.”

Jime, wywiad, Betclic 1. Liga, Wisła Płock, Sebastian Wiciński

fot. Sebastian Wiciński

Czasem zdarza się tak, że piłkarz po zmianie klubu nie jest w stanie prezentować poziomu, który pokazywał wcześniej, lub którego od niego oczekiwano. Może się jednak zdarzyć tak, że zawodnikowi coś przeskoczy i w sposób z pozoru losowy, nieuzasadniony zostaje czołowym piłkarzem drużyny. Jime jest przykładem, że przy takich piłkarzach czasem warto się zatrzymać, wziąć głęboki oddech, poszukać przyczyn problemu i dać drugą szansę, zaufać jeszcze raz. Zapraszamy na rozmowę z Jorge Jimenezem.

Urodziłeś się pod Madrytem, grałeś w Betisie. Który hiszpański klub jest najbliższy twojemu sercu?

Moją ulubioną drużyną jest Real Madryt, kibicuję także drużynie Santa Ana, która wywodzi się z dzielnicy, w której się urodziłem.

Grałeś na czwartym i trzecim poziomie rozgrywkowym w Hiszpanii. Jakie były twoje odczucia przy zmianie ligi i jakie są główne różnice pomiędzy tamtymi ligami a naszą?

To co jest tutaj jest bardzo różne od tego co jest w Hiszpanii. Myślę, że poziom jest podobny. Tutaj gra się bardziej fizycznie. W Polsce aspekty organizacyjne są znacznie lepsze, stadiony, kibice i cała reszta.

Był taki moment, że widzisz duże stadiony, kibiców i myślisz sobie „kurczę, naprawdę jestem piłkarzem”?

Przede wszystkim taka otoczka jest bardzo emocjonująca i sprawia, że jeszcze bardziej chcesz zagrać. Nigdy nie mialem myśli w stylu „kurczę, wyjdę na boisko, dookoła jest dużo ludzi”, to po prostu mnie motywuje.

A był taki moment, w którym dotarło do twojej świadomości, że naprawdę jesteś piłkarzem?

Tak, to było uczucie „WOW”. Grając tutaj czujesz się piłkarzem o wiele bardziej niż grając na trzecim poziomie w Hiszpanii. Tutaj jest znacznie więcej ludzi, którzy nas wspierają.

Jak to jest możliwe, że kiedy grałeś na trzecim i czwartym poziomie w Hiszpanii Wisła Cię znalazła?

To zasługa Bartka [Sielewskiego – przyp. red.]. Zobaczył mnie przez pośrednika. Pośrednik widział mój mecz w Hiszpanii, dał o mnie znać Bartkowi, Bartek zobaczył jak gram i stwierdził, że chce, żeby ten chłopak przeszedł do Wisły, więc to jego zasługa.

Myślę, że jeszcze kiedy grałeś w Hiszpanii to Wisła z twojego punktu widzenia była raczej losowym klubem. Jakie były główne powody, dla których zdecydowałeś się dołączyć do Wisły?

Chciałem wyjechać z Hiszpanii, grać poza krajem. Pojawiły się oferty z Wisły i z Grecji. Miałem lepsze odczucia odnośnie Polski, potem pokazano mi klub, spodobał mi się, więc przyszedłem tutaj.

Jak to się stało, że miałeś jakieś odczucia związane z Polską?

Polska mi się podoba. Fakt, że jest daleko od Hipszanii, ale samolotem leci się tylko trzy, cztery godziny. Liga też krok po kroku rośnie. Do tego miałem bardzo dobre referencje z Polski.

Jime piłkarz Wisła Płock

Kiedy oglądam vlogi na naszym kanale youtubowym odnoszę wrażenie, że jesteś bardzo dobrze zintegrowany z resztą drużyny. Było Tobie ciężko zaadaptować się w Wiśle? Kiedy przychodziłeś, byłeś jedynym hiszpańskojęzycznym piłkarzem.

Tak, to kosztowało mnie dużo. Wszyscy z drużyny pochodzili z innych krajów, rozmawiali w innych językach. Pomimo tego, że są bardzo dobrymi ludźmi, było mi ciężko, to też były moje pierwsze doświadczenia poza moim krajem. Na szczęście mamy bardzo dobrą szatnię, są tu bardzo dobrzy ludzie. W tym roku dołączyli też Dani Pacheco i Ivan, którzy bardzo mi pomogli w integracji.

Jak to się stało, że Edi Edmundsson mówi po hiszpańsku?

Mieszkał w Hiszpanii przez dwa albo trzy lata, nauczył się języka i świetnie mówi po hiszpańsku.

Podczas sparingu ze Zniczem słyszałem, że komunikuje się z Wami po hiszpańsku…

Zawsze! On mówi bardzo dobrze po hiszpańsku.

Jest Tobie ciężko żyć w Polsce będąc tak daleko od twojej rodziny i domu? Czujesz, że poświęcasz ważną część twojego życia, aby grać w piłkę?

Tak, bardzo tęsknię za rodziną i znajomymi. Na szczęście mieszkam ze swoją dziewczyną, co dużo ułatwia i bardzo się cieszę, że mogę z nią tu być. Z jednej strony to trudne, ale z drugiej strony jestem na codzień ze swoją dziewczyną, oboje jesteśmy zadowoleni, jestem bardzo szczęśliwy.

W tym sezonie jesteś najlepszym strzelcem ekipy, myślę, że podczas poprzedniego sezonu niewiele osób by to przewidziało. Jak to się stało, że z przeciętnego piłkarza naszej drużyny stałeś się jej najlepszym strzelcem i jednym z najlepszych piłkarzy całej ligi?

Myślę, że to kwestia wielu czynników. Powiedziałbym, że chyba zaufanie było najważniejsze. Kiedy osoba czuje duże zaufanie bardziej się otwiera i wtedy może wychodzić jej wiele rzeczy, wtedy jest jej moment. Trener i drużyna dali mi dużo tego zaufania. Ważna też jest codzienność, żyję ze swoją drugą połówką, jestem zadowolony, jestem szczęśliwy co jest dużą zmianą w porównaniu do poprzedniego roku, kiedy mieszkałem sam i wszystko było bardziej skomplikowane. Myślę, że rzeczy potrzebują czasu. Możliwe, że w przyszłym roku stanie się to samo, ale z innym piłkarzem. Może być tak, że jest teraz w drużynie ktoś, komu w tym roku nie idzie zbyt dobrze, ale w przyszłym będzie miał świetne liczby.

Więc potrzebujemy jakiegoś sposobu, żeby sprowadzić tutaj całą twoją rodzinę.

Tak! Byłoby świetnie, ale nie wiem czy by chcieli się tutaj przeprowadzić [śmiech]. Tak na serio to naprawdę często przyjeżdżają, przede wszystkim mój tata, żeby mnie zobaczyć. To też dodaje mi dużo siły.

Kiedy podczas zeszłego sezonu grałeś trochę poniżej oczekiwań (przynajmniej według opinii ogółu), miałeś moment w którym chciałeś wrócić do Hiszpanii, do rodziny?

Nie, nigdy nie chciałem wracać, nawet jeśli ktoś uważa, że było mnie stać na więcej. Był moment, który był dla mnie ciężki, ze względu na adaptację, mieszkałem sam i rzeczywiście był taki moment w którym pomyślałem sobie „to jest cięższe niż myślałem”, ale nigdy nie chciałem wrócić, to było dla mnie jasne, że chce się sprawdzić poza Hiszpanią. Rzeczy potrzebują czasu. Jestem bardzo zadowolony, że w tym sezonie do tej pory dobrze idzie, mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej.

Jakim typem trenera jest Mariusz Misiura?

To jest trener bliski, troskliwy o piłkarzy. To też bardzo dobra osoba. Kiedy przekazuje tobie to zaufanie to w końcu to zaprocentuje, taka wiara pomaga.

Czyli możemy powiedzieć, że obecny trener dał Tobie to zaufanie, które było kluczowe, abyś mógł się rozwijać?

Dokładnie tak.

W porównaniu do zeszłego sezonu zmieniło się coś w atmosferze w szatni, co może dawać nadzieję na awans w tym roku?

W tamtym roku również mieliśmy dobrą grupę, ale w tym roku naprawdę wszyscy się dogadują każdy z każdym, nie ma żadnego problemu pomiędzy kimkolwiek. Bardzo wierzę w drużynę, wierzę, że awans jest w naszym zasięgu, chociaż to też futbol i nigdy nic nie wiadomo. Uważam, że w tym roku mamy bardzo fajną grupę, bardzo dobrych piłkarzy wewnątrz drużyny, więc czemu nie?

Od kilku meczów grasz trochę wyżej. Czujesz się dobrze na nowej pozycji? 

Tak, czuję się komfortowo. Co prawda na tej pozycji nie mam aż tylu kontaktów z piłką, ale za to jestem bliżej bramki i czuję, że będąc bliżej bramki mogę pomóc drużynie zdobywając bramkę, asystując lub robiąc inne rzeczy.

Bramka przeciwko Termalice była najpiękniejszym golem w Twojej karierze?

Myślę, że tak, ale to też dlatego, że była tu wtedy moja rodzina, to był dla mnie wyjątkowy moment. To był jeden z najlepszych momentów, właśnie dlatego, że miałem obok rodzinę.

Dlaczego grasz z numerem 18?

W tym roku chciałem zmienić numer, ale wróciłem do klubu trochę później, kiedy już nie można było zmieniać numerów. Nie chciałem grać z 18, pod tym względem miałem pecha w tym roku.

Gdyby to zależało od Ciebie z jakim numerem chciałbyś grać?

Bardzo lubię numer 10, to mój ulubiony numer.

Próbowałeś jakiegoś polskiego jedzenia?

Zupy, rosół, zupa z burakiem, pomidorowa. Próbowałem także pierogów, bardzo je lubię.

Jakie były twoje pierwsze odczucia na temat życia w Płocku? 

Dobre, co prawda to nie jest zbyt duże miasto. Pochodzę z Madrytu, to bardzo duże miasto, więc są pewne różnice, ale też jestem spokojną osobą, moja dziewczyna również. Naprawdę jest nam tutaj dobrze.

Trener Misiura kilka lat temu pracował w Realu Madryt. Myślisz, że to pomoga mu zrozumieć Hiszpanów i tworzyć z nimi relacje?

Przede wszystkim trener dużo podróżował, spędził dużo czasu poza Polską. Zawsze się mówi, że kiedy ktoś podróżuje jego umysł się otwiera. Myślę więc, że nie tylko w stosunku do Hiszpanów, ale też do wszystkich innych osób jest uważny i stara się wszystkich zrozumieć, to dosyć otwarta osoba i myślę, że podróże mu w tym pomogły.

Chcesz przekazać coś kibicom?

Tak, chcę podziękować za wsparcie, które otrzymujemy na codzień. Proszę też, żeby ciągle przychodzili na mecze, bo to nam bardzo pomaga, zawsze lubimy słyszeć jak kibice nas ożywiają podczas każdego meczu. Awans do Ekstraklasy będzie również ich zasługą.

Kopnij dalej

Ten post ma jeden komentarz

  1. zksP

    Naprawdę, bardzo fajny wywiad, taki bez parcia na tematy stricte piłkarskie, pytania bardzo ciekawe i przemyślane. Dawno nie było już wywiadów, aż człowiek zapomniał jak regularnie się kiedyś pojawiały.
    /
    Jime wiadomo, że wyjątkowo sympatyczny człowiek i trudno go nie lubić. Na pewno wprowadza w szatni trochę takiego pozytywnego podejścia. Super, że niebiosa wysłuchały moich próśb i gra z przodu. On idealnie pasuje do prostej, szybkiej gry – przyjęcie i szybka decyzja o zwodzie lub strzale. Ma do tego technikę (pokazał już w Siedlcach, że lepiej „tańczy z piłką” niż Sekulski, czy Krawczyk), ma precyzję strzału. Przy rozgrywaniu jego wybory wg mnie nie są optymalne, nie zawsze ma tę wizję. Jakbym miał go o coś pytać, to standardowo zapytałbym o to jak to jest urodzić się w Hiszpanii, aż tu nagle wyjść na trening/mecz przy temperaturze 0 albo -5. Ilość słońca to też jest spora różnica. Czytając zastanawiałem się też na ile jego rodzina ogląda jego mecze (w Hiszpanii to przecież częste, a piłka to sport całych rodzin), ale skoro wpadli na stadion, to zakładam że nie tylko tak przy okazji…

Dodaj komentarz