Gorzki smak wygranej, czyli Po Kolejce.

Nowy sezon, nowe pomysły, tylko my ciągle Ci sami. Od tego sezonu, w myśl jakże polskiej zasady „nie znam się, więc muszę się wypowiedzieć” będziemy zanudzać was swoimi przemyśleniami o naszej ligowej piłce kopanej. Zapraszam do lektury.


Konia z rzędem temu, kto przewidział, co wydarzy się w pierwszej kolejce PKO BP Ekstraklasy. Rzut oka na aktualną tabelę, i gdyby nie fakt, że Lechia Gdańsk sezon zaczyna -5 punktami to strefa spadkowa składałaby się z trójki pucharowiczów, na czele z Mistrzem Polski.

Jeśli ktoś piątkowe popołudnie zaczął z Ekstraklasą, to jestem wręcz przekonany, że wieczór kończył albo z butelką, albo garścią antydepresantów. Nie wyobrażam sobie co czuć musieli kibice zgromadzeni na stadionie w Białymstoku kiedy ich ukochana Jagiellonia, trzecia siła ubiegłego sezonu brała w łeb od beniaminka. Pal licho brała w łeb. To była zbrodnia w biały dzień. Zespół z Niecieczy przyjechał na Podlasie i z marszu pokazał, że Betclic 1. Liga wychowuje jak żadna inna liga. Podopieczni Marcina Brosza w takim samym składzie, w jakim zajmowali drugie miejsce na drugim szczeblu rozgrywkowym, zaaplikowali Jadze czwórkę, a mogli zdecydowanie więcej. Goście oddali w tym meczu aż 18 strzałów na bramkę młodego Abramowicza. Inna sprawa, że Sławek ostatni raz z siatki piłkę pięć razy wyjmować musiał, no nie tak dawno. Bo w letnim sparingu z Widzewem. Swoją drogą, wtedy schylać musiał się aż siedmiokrotnie. Że też nikt po tamtym meczu nie wpadł na pomysł, że w Białymstoku się źle dzieje. Ale wiadomo, najlepszy dyrektor sportowy, najlepszy trener no i oczywiście zatrzymali Pululu. Pytanie tylko, kiedy kibice z Białegostoku zmienią zdanie o swoich idolach. Pierwsza, poważna rysa na wizerunkach została zrobiona.

Jak już przy rysach jesteśmy, to Rysami absurdu był piątkowy mecz numer dwa. Najpierw wszyscy kibice zgromadzeni przed telewizorami dowiedzieli się, że „Inwestowanie wiąże się z ryzykiem!”. By po kwadransie dostać drugą porcję wiedzy, pod hasłem „Mistrz jest nagi!”. Wprawdzie Lech pierwszą część meczu kończył z wynikiem niemal remisowm, posiadaniem piłki rzędu 75% czy ilością strzałów na poziomie rywali. Tylko co tego, jak po przerwie doszło tragedii. Dobrze, że był to mecz przyjaźni na trybunach, bo w innym wypadku kibice Kolejorza zgromadzeni w Kotle mogliby zauważyć, co dzieje się na murawie i zareagować w doskonale znanym w Poznaniu stylu. Na wysokości murawy o przyjaźni nie był mowy. Tam Luka Elsner udzielał srogiej lekcji starszemu koledze. Lekcji, którą Niels Fredriksen może zatytułować w dzienniczku „Jak bez litości wykorzystywać słabość rywala. Krok po Kroku!”. Wynik końcowy 4:1, na długo zapadnie w pamięci kibiców Pasów. W Poznaniu zaraz mecze Pucharowe więc kolejny blamaż na tym polu może przykryć porażkę z najstarszym klubem w Polsce.

Kiedy wydawało się, ze w sobotę wszystko wróciło już do normy. Bo przecież normą jest wygrana Widzewa na własnym stadionie nad Zagłębiem Lubin. Na stadion w Płocku wybiegły drużyny Wisły Płock oraz Korony Kielce. Wybiegły i co? No i nikt nie zrobił tego, co zrobić miał. Przed meczem Nafciarze raczej skazywani bylo na porażkę. Scyzoryki z nowym właścicielem i dużymi nadziejami miały przejechać się po Wiśle. Jedynym Kielczaninem, który tego dnia się przejechał, był wyłącznie kapitan zespołu Nono. To właśnie on przejechał się po nodze Łukasza Sekulskiego, za co już w siódmej minucie spotkania dostał od sędziego Kosa wolne popołudnie. Wprawdzie niemal do końca pierwszej połowy Korona dzielnie się broniła, jednak w samej końcówce Jakub Budnicki postanowił kontynuować rozdawanie prezentów i najpierw nie trafił w piłkę, co sprawiło, że dopadł do niej Dani Pacheco, by po chwili wyciąć Hiszpana jak tulipana na dzień matki. Tym samym Wisła dostała rzut karny, obrońca dostał kartkę, a trener Mariusz Misiura nadzieję na niezwykle udany debiut w Ekstraklasie. Wyrok z jedenastu metrów wykonał kapitan nafciarzy Łukasz Sekulski. Do przerwy 1:0 i już wtedy dało się słyszeć głosy, które wręcz wołały CZEMU TAK MAŁO! Po zmianie stron Budnicki ewidentnie zatęsknił za swoim kapitanem, bo już w 51 minucie postanowił dołączyć do niego pod prysznicem. W sytuacji kiedy Łukasz Sekulski biegł do piłki, do której i tak nie miał prawa dojść, były stoper GKSu Tychy postanowił dać mu argument do upadku, a sędziemu z Gdańska okazję do usunięcia go z murawy. Obaj chętnie ze sposobności skorzystali i tak Łukasz Sekulski w 52. minucie meczu miał na swoim koncie więcej rywali wyrzuconych z boiska niż goli. Kapitan Wisły, zanim opuścił murawę, zdołał wprawdzie dorzucić drugiego gola, jednak ja po tym meczu bardziej zapamiętam go jako tego, którego rywali za wszelką cenę chcieli powstrzymać. Wisła wygrała na inaugurację 2:0 i … i zadowoleni są piłkarze, trenerzy, działacze, no prawie wszyscy. Nie zadowoleni są tylko niektórzy kibice. Tych dzielę na dwie grupy:

  • Ci z Kielc, którzy twierdzą, że wiadomo, Wisła wygrała tylko dlatego, że grała w przewadze, a w ogóle to taki był plan, i nie dziękujcie za prezent.
  • Ci z Płocka, którzy twierdzą, że grając 11 na 9 to wstyd wygrać TYLKO 2:0, ze w takim meczu to i 5:0 by było za mało.

Obu tym grupom chciałem obiecać, że w ich imieniu złoże na ręce trenera Misiury petycję, aby każdy kolejny mecz, w którym rywal otrzymuje czerwoną kartkę, przerywać i usuwać odpowiednią ilość naszych graczy! Bo przecież gra w przewadze i wygrana to jakaś hańba czy ujma! Za honorowe zwycięstwa w równowadze zapewne nikt nie przyzna Nafciarzom punktów dodatkowych, ale koniec końców najważniejsze to być moralnym wygranym!

Sobotnie spotkania w ESA minęły już bez niespodzianek. Mało tego, Raków Częstochowa nadal był tym samym Rakowem, który znamy i pamiętamy. Skromne 1:0 w Katowicach w meczu z tamtejszym GKS-em. Nikt nie marzył chyba o niczym innym w tej szalonej kolejce.

W niedzielę sielanka! Najpierw do kotleta Górnik Zabrze ogrywa Lechię Gdańsk. Chwilę później Mateusz Stolarki ogrywa Dawida Szwarge w bitwie zwanej potocznej zemstą za drona! Kiedy wydawało się już, że tu musi być dobrze, że przecież nie można zrobić trzech sensacji w jednej kolejce. Pogoń Szczecin powiedziała, trzymajcie mi piwo i w Radomiu przyjęła od Radomiaka pięć bramek, odpowiadając zaledwie jednym trafieniem. Niestety nie pomogło nawet posiadanie Huja w składzie. João Henriques ograł Roberta Kolendowicza. Capita Capemba ograł chyba wszystkich dostępnych na boisku piłkarzy Pogoni. Jak Grzesik ograł nawet prawa fizyki i z kąta niemal zerowego zmieścił piłkę w bramce Cojocaru. Kamil Grosicki był tak tym byciem ogrywanym zirytowany, że po ostatniej bramce gospodarzy wręcz prosił sędziego Piotra Lasyka, aby ten przerwał to ponure dla Portowców widowisko i pozwolił im udać się do szatni, cicho szlochać w rękawy. Nie chcę być złym prorokiem, ale obserwując szczecińskie uniwersum, obawiam się, że prezes Haditaghi długo nie wytrzyma i to właśnie na stadionie imienia Floriana Krygiera może dojść do pierwszej w tym sezonie zmiany szkoleniowca.

Kończąc ten przydługi wywód, śmiem pokusić się o dwa wnioski.

  1. Największym wygranym pierwszej kolejki PKO BP Ekstraklasy jest Legia Warszawa, która zdołała uniknąć kompromitacji. Patrząc na to, co robiły u progu sezonu zespoły z czołówki rozgrywek minionych, ta wydawał się nieunikniona.
  2. Każda ta spektakularna wygrana ma słodko-gorzki smak. Z jednej strony kibice zwycięzców mogą cieszyć sie wynikami. Z drugiej zaś, w kontekście rozgrywek europejskich, które startują lada dzień, zostaliśmy odarci ze złudzeń jeszcze przed pierwszym gwizdkiem.
Kopnij dalej

Ten post ma jeden komentarz

  1. renegat

    paradoksalnie niewiele o transferach, a okienko przeciez trwa…
    .
    wedlug mnie wynik Jagi jest zrozumialy, jesli wezmie sie pod uwage liczbe zmian dokonanych w skladzie po sezonie i w obecnym okienku. potrzebuja czasu na zgranie, a w dodatku przegrali nawet sparing z Widzewem 7-1. swoja droga kiedys bylem na meczu Petry z Jagiellonia w 2 lidze, w ktorym rowniez wygralismy 7-1. ale nie zapominajmy, ze w przyszlej kolejce gramy z Rakowem, a jedno z ostatnich naszych spotkan z nimi na wyjezdzie skonczylo sie wynikiem wlasnie 7-1 dla Rakowa. takze ten mecz pokaze na jakim etapie budowy druzyny jestesmy. na pewno naszym atutem jest fakt, ze rdzen druzyny a nawet zdecydowana wiekszosc pilkarzy pierwszej jedenastki pozostala bez zmian.
    .
    Lech zawodzil juz w koncowce poprzedniego sezonu, wlasciwie zdobyli tytul na wielkim farcie. ale nie skreslajmy ich, powinni dojsc do odpowiednej formy.
    .
    Pogon to najwieksza sensacja. zgadzam sie, ze pozycja Kolendowicza jest nikla. zwlaszcza, ze jako trener wczesniej zadnych sukcesow nie mial. to, ze chwala go tuzy polskiego dziennikarstwa, to tyle co prawie nic. swoja droga ten Radomiak ma naprawde reke do transferow, ci gracze sprawdzaja sie w polskiej lidze, przewyzszaja polskich pilkarzy ogolnym wyszkoleniem, zwlaszcza technicznym (nawet Grzes(k)inho) i do tego maja sporo doswiadczenia. ktoz wie, moze Radomiak to czarny kon rozgrywek? plus Górnik Zabrze i moze Cracovia. liga naprawde jest bardzo wyrownana.
    .
    ja licze, ze wladze klubu stana na wysokosci zadania i kupia napastnika, ktory da sygnal kibicom, ze nasze aspiracje na obecny sezon pozwalaja myslec powaznie o utrzymaniu. ktos z dwojki Stanclik – Zjawinski musi do nas trafic. jednakze na podsumowanie okienka transferowego bedzie jeszcze czas…

Dodaj komentarz