fot. Sebastian Wiciński / Wisła Płock S.A.
W ostatnich latach było mało piłkarzy, o których kibice naszego klubu tak często dyskutowali jak o Ibanie. Reprezentant Gwinei Równikowej bez wątpienia jest intrygującą postacią, którą warto poznać. Porozmawialiśmy o tym, jak bardzo komfort psychiczny jest istotny w kontekście dobrej dyspozycji, reprezentacji narodowej oraz o oczekiwaniach i nadziejach związanych z Ekstraklasą. Zapraszamy.
Urodziłeś się w Hiszpanii, spędziłeś tam również większość swojego życia, ale reprezentujesz Gwineę Równikową. Do jakiego stopnia czujesz się Gwinejczykiem? Udało Ci się dowiedzieć czegoś o kulturze tego kraju?
Myślę, że postanowiłem bronić barw narodowych Gwinei Równikowej, bo czułem, że mnie wspierają. Nie uważam, żebym z biegiem lat stawał się bardziej Gwinejczykiem. Zawsze nim byłem, miałem to we krwi od strony dziadka. Nie miałem kontaktu z Gwineą kiedy byłem dzieckiem, nie miałem też dzieciństwa, które pozwoliłoby mi się nauczyć lokalnego języka, bo tak jak mówisz, całe życie spędziłem w Hiszpanii i miałem kontakt głównie z Hiszpanami, czasem ludźmi z innych miejsc, ale nigdy z Afrykańczykami. Myślę, że zawsze byłem Gwinejczykiem, mniej lub bardziej. Gwinejski Hiszpan, czy hiszpański Gwinejczyk – jak kto woli. Fakt, że jestem już w kadrze od dziesięciu lat sprawia, że czuję się bardziej przywiązany do kraju.
Grałeś w wielu drużynach. Która z nich pozostała ci najbliższa?
Myślę, że najbliższa jest mi Fuenlabrada. To był mój ostatni klub w Hiszpanii. Spędziłem tam cztery lata, trzy w Segunda Division i rok w Primera REF [trzeci poziom rozgrywkowy Hiszpanii – przyp. red.]. Myślę, że najbliższa pozostała mi Fuenlabrada, mój syn miał tam swoich pierwszych kolegów, urodziła się tam moja córka, moja żona czuła się tam bardzo komfortowo, więc ja też czułem się tam dobrze. Fuenlabrada jest moim drugim domem.
Kiedy wygasł twój kontrakt z Miedzią chciałeś wrócić do Hiszpanii?
Tak, chciałem wtedy wrócić. Moja żona i dzieci były w Hiszpanii, pierwszy rok spędzony poza Hiszpanią był ciężki. Nie udało też się nam zagrać w barażach, skończyliśmy tuż poza nimi co było dla wszystkich gorzką pigułką do przełknięcia.
Jak oceniasz pierwszą i drugą rundę poprzedniego sezonu w twoim wykonaniu?
Wiem, że moja jesień nie była najlepsza. Wiedziałem, że na początku roku, kiedy przyszedłem nie byłem odpowiednio przygotowany fizycznie, co zdarza się wielu graczom. Tutaj może tego tak nie widać, bo okres wakacyjny jest znacznie krótszy, ale w Hiszpanii jest na odwrót – miesiąc wolnego, który mamy w grudniu w Hiszpanii przypada w lato. Jestem osobą, która lubi cieszyć się latem, raz o siebie dbam lepiej, raz gorzej. Nie wiem, może tamtego lata dbałem o siebie gorzej, nie przyszedłem w dobrej formie fizycznej, jestem tego świadom, ale myślę, że potem szybko ją odzyskałem, ale co z tego jak moja głowa była gdzie indziej. Z klubem mieliśmy spotkania, rozmawialiśmy na temat tego co się ze mną dzieje. Ustaliliśmy, że poczekamy do przerwy w grudniu, zresetuję wtedy głowę i wrócę silniejszy. Pomiędzy rundami nastąpiła duża zmiana.
Czyli to nie tylko czynniki fizyczne były powodem twojej słabszej dyspozycji na jesień, ale też na przykład zdrowie psychiczne?
Tak, ale bardziej bym powiedział, że to stan głowy niż zdrowie psychiczne. Głowa robi wiele rzeczy, zarówno dobrych jak i złych. Kiedy nie czujesz się dobrze głowa to wie – kiedy mam proste podanie i je psuję, to nie dlatego, że nie mam jakości albo ją straciłem. Głowa wtedy była gdzieś indziej, były ku temu powody, które zachowam dla siebie, znam przyczyny dlaczego tak było. Tak jak już mówiłem wcześniej – na spotkaniu porozmawiałem o tym z zarządem, powiedziałem żeby poczekali do grudnia, że zajdzie wtedy zmiana, wyjadę spędzić trochę czasu z żoną i dziećmi, nacieszyć się nimi, odpocząć i wrócę silniejszy.
Czerwona kartka z Miedzią była ciężka do przełknięcia? Czułeś jakieś dodatkowe emocje?
Nie, dla mnie to był zwykły, kolejny mecz, obojętne czy przeciwko Miedzi, ŁKS-owi czy Warcie Poznań, to byłoby to samo. Wszyscy kiedy spotykają swoją byłą drużynę chcą zagrać. Ja nie byłem dodatkowo doładowany czy zmotywowany przed tym meczem. Nie. Dla mnie to był po prostu kolejny mecz i chciałem zagrać. Powtórzę się: głowa wtedy była gdzieś indziej. Wydarzyły się dwie sytuacje, które mi się nie spodobały, mniej lub bardziej sprawiedliwe, już jest to dla mnie obojętne, bo nie wchodzę w decyzję sędziów i nigdy nie będę wchodził. Dla mnie tam była czerwona, zgłosiłem to, za co dostałem kartkę. Potem popełniłem faul od tyłu, próbując przeciąć podanie i zostałem wyrzucony. Nie traktuję tego jako czegoś co zostawiło we mnie jakiś ślad – może u innych tak, ale u mnie nie, przetrwałem tamten i kolejny tydzień.
Trochę się mówiło, że sędziowie już cię znają, wiedzą jak się zachowujesz przez co bardziej cię temperują. Poczułeś się kiedyś niesprawiedliwie potraktowany?
Nie, nie będę mówił o niesprawiedliwości. Zawsze powtarzam, że kiedy gwizdną faul to jest faul, kiedy nie gwizdną faulu to nie ma faulu. Czy to faul, czy nie i tak będę narzekał, myślę, że wszyscy piłkarze tak robią, niektórzy bardziej, niektórzy mniej. Mogę zrozumieć jak ktoś coś o mnie powie, ale ja też uważam, że już taki byłem, jestem i będę i to też mnie zaprowadziło tu gdzie jestem. Myślę, że nie można mówić o niesprawiedliwości, bo cały świat jest ich pełen, wszyscy jesteśmy ludźmi i czasem się mylimy. Sędziowie z pewnością też mają ciężkie momenty, pewnie analizują mecze – tak jak ja. Dla mnie ciężko mówić o niesprawiedliwości jeśli chodzi o gwizdanie fauli. Uważam, że niesprawiedliwością byłoby, gdybyś strzelił gola z czystej pozycji, sędziowie gwizdnęli by spalonego i pomimo VAR-u nie uznaliby ci tego gola – wtedy, rzeczywiście byłoby to niesprawiedliwe. Natomiast faule są ciężkie do oceny, bo coś może być faulem zdaniem sędziego, moim zdaniem też, dla kogoś innego tam nie będzie faulu, a zdaniem jakiegoś bramkarza to będzie czerwona kartka. To ciężkie.
Próbujesz pracować nad twoim zachowaniem, czy już się pogodziłeś z tym jaki jesteś?
Nie, żebym akceptował jaki jestem, ja po prostu nie uważam, żebym robił coś źle, jednym się to spodoba innym nie. Jestem do tego przyzwyczajony, gram w piłkę od piętnastu lat, od piętnastu lat czytam komentarze. Jakiś czas temu widziałem tweeta, w którym było opisane, że kibicowi rywala zawsze jest łatwo obrażać piłkarza kiedy leży na ziemii, ale potem gdy przychodzi do jego klubu ten sam kibic jest pierwszym do narzekania, gdy ten piłkarz zostanie sfaulowany. Są też ludzie, którzy mnie nie lubią i gdy przychodzę do drużyny podtrzymują swoją opinię. I ja to szanuję, mają do tego prawo. Jest takie zdanie, które powtarzałem w Hiszpanii: „Gdy masz mnie w swojej drużynie bardzo mnie lubisz, ale kiedy gram przeciwko mnie nienawidzisz.”.
Szczerze powiedziawszy, to gdy jeszcze grałeś w Miedzi i tu przyjechałeś to też mnie trochę irytowałeś…
Myślę, że tu w Polsce mam dobry przykład. Gdy przyjechałem grać z Miedzią był to mój pierwszy rok w Polsce, nikt mnie jeszcze nie znał. Jak wszyscy wiedzą miałem pewien problem z Sekulem, który wtedy wyleciał z boiska i rozumiem, że byłem wtedy obrażany z trybun – w końcu przyczyniłem się do wyrzucenia kapitana i najlepszego strzelca w drużynie. Naprawdę rozumiałem to, że byłem obrażany, to normalne, gdybym był kibicem też bym tak postąpił. Natomiast gdy przeszedłem do Wisły, to w każdym meczu, w którym schodziłem z boiska dostałem oklaski od tych samych ludzi, którzy wcześniej mnie nie znosili. W każdym razie każdy ma swoją opinię i to dla mnie w porządku, szanuję to.
Który czynnik był kluczowy w poprawie twojej formy na drugą rundę?
Nie umiem powiedzieć o tylko jednym, który byłby najistotniejszy, ale tak jak mówię – myślę, że głowa jest kluczowa. Jeśli myślisz pozytywnie to zostaniesz nagrodzony, a jeśli myślisz negatywnie wynikną z tego złe rzeczy, więc myślę, że to było ważne. W grudniu się odłączyłem, miesiąc wakacji, przygotowałem się na treningi w Turcji i potem Polsce i chciałem pokazać, dlaczego Wisła mnie sprowadziła.
Mam wrażenie, że gdy się rozmawiało o rundzie jesiennej w twoim wykonaniu poruszany był głównie temat braku okresu przygotowawczego. To jednak głowa była istotniejsza?
Tak, często się słyszy, że możesz być w słabej formie, ale na treningach to nadrabiasz i widzisz efekty w meczach. Tak jak właśnie rozmawiamy – wiesz, że w Polsce na przykład są długie podróże i podróż nie jest żadną wymówką. Na przykład do Katowic jedzie się około sześciu godzin. Pomyśl, że siedzisz w busie przez sześć godzin, jesz z myślą o meczu, wrzucasz w siebie węglowodany, a potem być może nie zagrasz nawet minuty, a to przecież odbija się na twoim ciele. To już akurat są kwestie dietetyczne, chodzi mi po prostu o to, że czasem się przygotowywujesz a nawet nie zagrasz. Nieważne jak mocno trenujesz w tygodniu, zawsze przytrafią się dni, w których czujesz się gorzej. Realnie mamy dwa dni, w ciągu których rzeczywiście możesz się przygotować. Jednak to mecze zawsze pomagają najbardziej w podtrzymaniu formy. Nie zamierzam wymyślać wymówek, przyjechałem źle przygotowany fizycznie, w porządku, biorę to na siebie. Jak się okazało problem nie leżał aż tak bardzo w fizyce, albo braku jakości – albo ją masz albo nie. To był dla mnie ciężki czas, ale w porządku, po prostu się wydarzyło, ze wszystkiego można się uczyć.
Wcześniej podobny progres zaliczył Jime, potem ty. Myślisz, że kto w drużynie ma potencjał, by wznieść się na wyższy poziom?
Nie umiem ci powiedzieć… Myślę o piłkarzach w drużynie… [chwila zastanowienia]. Nie mam konkretnej odpowiedzi, myślę, że w tej chwili nie mamy nikogo, kto gra poniżej oczekiwań. Nie ma teraz nikogo, o którym mógłbym powiedzieć, że teraz nie daje rady, ale że pewnie pomoże nam za jakiś czas. Nie przychodzi mi żadne nazwisko do głowy.
Podczas baraży czuło się specjalne napięcie w szatni?
Nie, przynajmniej ja nie czułem. Może umiem minimalnie polski, to trudny język, więc gdy w szatni ktoś mówi po polsku to mam problemy ze zrozumieniem o czym mówi. Ja nigdy nie czułem tej presji. Jeśli już możemy mówić o presji, to bardziej ją odczuwaliśmy przed meczem z Górnikiem Łęczna, ponieważ jeśli byśmy wygrali, a Termalica by przegrała to mielibyśmy szanse awansować bezpośrednio, zostawało do końca tylko kilka meczów, więc musieliśmy wygrać, w tym przypadku nie wyszło. Presja w barażach? Myślę, że wszystkie drużyny ją miały – Polonia, Miedź, Wisła Kraków, ale ja nie czułem w żadnym momencie większej presji, może inni tak.
Jaka atmosfera panuje teraz w drużynie? Jesteście podekscytowani awansem i nie możecie się doczekać, czy bardziej spokój?
Myślę, że każdy z nas, zarówno ci bardziej i mniej doświadczeni czujemy ekscytację – już wszyscy nie możemy się doczekać meczu z Koroną. Chcemy cieszyć się nagrodą za poprzedni rok, który pomimo awansu był bardzo ciężki, zdarzały się rzeczy dobre, ale też gorsze. Kiedy myślimy o tym wszystkim co przeżyliśmy, wycierpieliśmy i ile poświęciliśmy, żeby tutaj być czujemy radość. Pierwszy mecz w Ekstraklasie po dwóch latach w I lidze, w końcu awansowaliśmy, możemy zagrać w Ekstraklasie przed własną publicznością, żeby móc ją cieszyć. Mam nadzieję, że to będzie piękny rok.
Rozmawiałeś już z kolegami, którzy mają doświadczenie w Ekstraklasie? Wiesz czego się spodziewać po występujących w niej zespołach, stadionach?
Tak, rozmawiamy między sobą. Będę szczery – nie widziałem stadionu Korony czy Lecha. Ostatnio dopiero widziałem gdzieś zdjęcia, gdzie pokazane były wszystkie stadiony Ekstraklasy i uważam, że boiska wyglądają bardzo dobrze, atmosfera również wydaje się być dobra, w Polsce kibice zawsze wspierają drużynę, pomagają jej dopingiem. Myślę, że czeka nas piękny rok, gdzie będziemy grać na dobrych boiskach i gościć u nas inne drużyny.
Masz jakiś klub, przeciwko któremu szczególnie chciałbyś zagrać?
Tak. Myślę, że najprościej byłoby powiedzieć, że Legia, ale szczerze to chyba jeszcze bardziej chciałbym zagrać przeciwko Jagielloni, bo mam tam swojego dobrego kumpla – Adriana Diegueza, a mają też czterech innych Hiszpanów. Chciałbym zagrać przeciwko niemu, rozmawialiśmy przez telefon, powiedziałem mu, że wygramy, on mi powiedział to samo, tak więc chciałbym zagrać przeciwko niemu, bo kiedyś już z nim grałem w jednej drużynie, ale nigdy przeciwko. Gdy dwa lata temu wygrali mistrzostwo wysyłał mi filmy ze stadionem, też mi się spodobał, więc powiedziałbym, że najbardziej chciałbym zagrać przeciwko Jagielloni.
Chciałbyś powiedzieć kibicom coś od siebie?
Cieszmy się tym rokiem, który nas czeka, doceńmy to gdzie jesteśmy i pamiętajmy o tym ile nas to kosztowało. To jest piłka, i może się zdarzyć tak, że po pierwszych pięciu kolejkach będziemy mieć zero punktów, ale damy z siebie wszystko, żeby godnie reprezentować klub. Cieszcie się, wspierajcie nas, bądźcie naszym dwunastym zawodnikiem. My będziemy skupieni na strzelaniu goli, kibice na dopingu i po golach będziemy się razem cieszyć. Bez względu na to co się stanie, chcemy aby publiczność była z nas dumna. Żebyśmy się wszyscy nakręcali, jeśli w tym roku mamy dziesięć tysięcy kibiców, to niech w przyszłym będzie dwanaście, piętnaście tysięcy, żeby coraz więcej ludzi przychodziło na stadion i polubiło Wisłę.
18, Kibic Wisły Płock.


akurat sprawa z jego forma w rundzie jesiennej byla dobrze przykryta przez trenera Misiure, ktory caly czas go chronil i twierdzil, ze w kolejnej rundzie Iban pokaze znacznie wiecej. tak wlasnie bylo.
.
co do tezy o zmiennych nastrojach kibicow, to nie do konca sie zgodze. mysle, ze po prostu wszedzie ludzie dostrzegaja zaanagazowanie pilkarza, a tego p. Ibanowi nie mozna odmowic. a ze ma nieco zwariowany styl, to juz wyjasnil, ze to byc moze wlasnie jest jego atut.
.
moze zabraklo banalnego pytania o to na jakiej pozycji na boisku lubi sie najbardziej…