Jak oni zaczynali, czyli rzut oka w przeszłość.

Nafciarze mają za sobą dziesięć rozegranych spotkań ligowych. Zerknijmy więc, jak w przeszłości wyglądała sytuacja Wisły Płock po 10 kolejkach w najwyższej klasie rozgrywkowej w kraju. Zapraszam was w małą podróż w przeszłość.

Na początek zobaczmy, jak to wygląda aktualnie. Liga rozegrała wprawdzie już jedenaście kolejek, jednak za Nafciarzami „tylko” 10 spotkań. Mecz przeciwko Cracovii został przełożony ze względu na ulewę jaka przeszła nad Płockiem bezpośrednio przed spotkaniem.

Podopieczni Mariusza Misiury w dziesięciu meczach uzbierali 18 punktów. Złożyło się na to pięć wygranych, trzy remisy i jedynie dwie porażki. Daje to nam aktualnie piątą pozycję w tabeli. Razem z Lechem Poznań, Koroną Kielce oraz wspomnianą już wcześniej Cracovią możemy pochwalić się identycznym dorobkiem punktowym. Co w tej sytuacji wyróżnia naszą drużynę? Najmniejsza w całej lidze liczba straconych goli. Nafciarze jak do tej pory dali się pokonać zaledwie siedmiokrotnie. Podopieczni Mariusza Misiury już trzykrotnie w tym sezonie schodzili z murawy z czystym kontem. Gorzej jest z bramkami strzelonymi. Tych udało nam się zebrać zaledwie 12. Jest to najgorszy wynik z całej czołowej szóstki. Taki sam lub gorszy stan goli strzelonych ma zaledwie pięć drużyn w całej stawce.

Na dziesięć rozegranych spotkań Nafciarze aż sześć z nich grali przed własną publicznością. W meczach przy Łukasiewicza zebraliśmy 13 z 18 punktów. Razem z Radomiakiem Radom jesteśmy pod tym względem najlepszą drużyną w Ekstraklasie. Bilans spotkań na Orlen Stadionie to 4 wygrane, 1 remis i jedna porażka. Co ciekawe 8 z 12 goli zdobyliśmy właśnie na własnym stadionie. Tracąc przy tym zaledwie 3 bramki.

Sezon 2022/23, czyli demony przeszłości

Pora wyruszyć w naszą podróż w przeszłość. Niestety, pierwszym krokiem jest ten w sezon 22/23. Sezon, który w Płocku chcielibyśmy wymazać z historii.

Wtedy podopieczni Pavola Stano po 10 kolejkach mieli na swoim koncie zaledwie o jeden punkt mniej niż aktualnie. Nafciarze z 17 „oczkami” zajmowali 4 lokatę. Bilans spotkań prezentował się również podobnie: 5 wygranych, 2 remisy i 3 porażki. Od tamtej drużyny różni nas jednak bilans bramkowy. Nafciarze pod batutą słowackiego szkoleniowca mieli na swoim koncie 21 goli strzelonych (najwięcej w całej stawce) oraz 12 bramek straconych. Nafciarze potrafili pokonać przy Bułgarskiej Lecha Poznań(3:1). Zdeklasować w Grodzisku Wartę Poznań(4:0) czy taśmowo wygrywać przed własną publicznością.

Jak to się skończyło, pamiętamy wszyscy. Po 34 kolejkach z dorobkiem zaledwie 37 punktów i bilansem bramkowym 41-50 zespół prowadzony już przez Marka Saganowskiego z hukiem spadł do Fortuna 1. Ligi.

Sezon 2021/22, czyli trudne początki

Nafciarze zaczynali ten sezon z Maciejem Bartoszkiem na ławce trenerskiej i nadzieją na spokojne rozgrywki. Niestety początek kampanii nie zwiastował tego spokoju. Zespół Wisły po 10 kolejkach z dorobkiem 10 punktów znajdował się na ostatnim niezagrożonym spadkiem miejscu. Nafciarze zdołali wygrać zaledwie 3 mecz, raz zremisować i zanotowali aż sześć porażek. Podopieczni Macieja Bartoszka dużo goli strzelali, niestety tracili ich równie dużo. Bilans bramkowy 17-17 na nikim chyba nie robił wrażenia. Wisła sezon 21/22 zaczęła od wyjazdowej klątwy. Wszystkie spotkania rozgrywane poza Płockiem kończyły się porażkami Nafciarzy. Przy Łukasiewicza natomiast byliśmy ekipą niepokonaną. To wtedy zrodziła się Twierdza Płock. Pierwszą domową porażkę Nafciarze odnieśli dopiero w 21 kolejce, przegrywając z Piastem Gliwice 0:2.

Początek sezonu był trudny, jednak końcówka to już zupełnie inna melodia. W lutym 2022 roku zwolniono Macieja Bartoszka, a na jego miejsce w marcu zatrudniony został Pavol Stano. Nafciarze ostatecznie z dorobkiem 48 punktów zakończyli sezon na szóstym miejscu. Miał to być dobry prognostyk przed tym co nas miał czekać w przyszłości.

Sezon 2020/21, czyli rok bez historii.

Cóż tu dużo mówić. Sezon zaczynaliśmy z Radosławem Sobolewskim w roli szkoleniowca. Kończyliśmy już Maciejem Bartoszkiem. Wisła przez całą kampanię raczej była ligowym dżemikiem, zahaczając czasami o widmo spadku. Po 10 kolejkach mieliśmy na swoim koncie, podobnie jak rok później 10 punktów. Tym razem dawało nam to jednak 10 lokatę. Co ciekawe mieliśmy zaledwie 1 punkt przewagi nad strefą spadkową. Rok później na tym samym etapie, z identycznym dorobkiem punktowym były to 3 punkty przewagi. Wisła Radosława Sobolewskiego potrafiła w 10 meczach wygrać zaledwie 2 spotkania, cztery zremisować oraz 4 przegrać. Nafciarze zdobyli wówczas 12 bramek, tracąc identycznie jak rok później goli 17. Na naszą korzyść działał wówczas troche terminarz. W pierwszych 10 kolejkach mirzyliśmy się z Lechem Poznań(remis 2:2 w Poznaniu), Legią(porażka 0:1 w Płocku) czy Rakowem(porażka 0:3 w Czestochowie). Do tego były mecze z Pogonią Szczecin(remis 0:0) czy Jagiellonią Białystok(lanie 2:5). Wówczas udało nam się pokonać jedynie Wisłę Kraków (3:0 w Krakowie) oraz Śląsk Wrocław(1:0 przy Łukasiewicza).

Wisła w latach 20/21 lawirowała w ligowej stawce między miejscami 7. a 14. Nigdy wyżej, nigdy niżej. Ot typowy Ligowy Dżemik. Ostatecznie już pod wodzą Macieja Bartoszka Nafciarze wyhamowali na pozycji numer 13 z dorobkiem 33 punktów. Był to sezon gdy z Ekstraklasy spadał zaledwie jeden zespół. Wówczas padło na Podbeskidzie Bielsko-Biała, które z dorobkiem 25 oczek opuściło najwyższą klasę rozgrywkową.

Sezon 2019/20, czyli historyczny lider i nuda

Sezon 19/20 to kontynuacja tradycji wymuszonej rewolucji. Do sezonu zespół przygotowywał trener Leszek Ojrzyński. Niestety już po dwóch meczach zmuszony był on z przyczyn osobistych rozwiązać kontrakt z Wisłą, a Nafciarze kolejny rok z rzędu zostali na starcie sierotami. W trzeciej kolejce zespół poprowadził ówczesny asystent trenera Ojrzyńskiego – Patryk Kniat. Natomiast już w kolejny meczu, przeciwko Legii Warszawa debiutował na naszej ławce Radosław Sobolewski. Tercet trenerów w dziesięciu spotkaniach zdołał uzbierać 16 oczek. Nafciarze 5 spotkań wygrali, 1 zremisowali i czterokrotnie uznawali wyższość rywali. Radosław Sobolewski nie mógł wymarzyć sobie lepszego debiutu jak ten przy Łukasiewicza, kiedy to ograł Legię Warszawa. Wisła w dziesięciu meczach zdołał strzelić 11 goli, tracąc przy tym 17 bramek.

Kampania 19/20 była dla Wisły Płock szczególna pod jednym względem. To o właśnie wtedy, pod wodzą Radosława Sobolewskiego Nafciarze pierwszy raz w historii zasiedli na fotelu lidera najwyższej klasy rozgrywkowej w kraju. Wszystko to było zwieńczeniem fantastycznej serii 5 wygranych z rzędu. Po ostatnim zwycięstwie, w 13. kolejce, nad Jagiellonią Białystok, piłkarze Wisły mogli dumnie nazwać się liderami Ekstraklasy. Liderowanie nie potrwało długo, bo już w następnej kolejce ulegliśmy Śląskowi Wrocław i tyle było z wygodnego tronu. Ostatecznie sezon kończyliśmy na 4 miejscu, w grupie spadkowej, z bezpieczną jedenastopunktową przewagą nad strefą spadkową. Był to ostatni sezon kiedy po rundzie zasadniczej drużyny były dzielone na dwie grupy, i tam toczył się ostateczny bój zarówno o puchary jak i o spadek. Nafciarze w sumie zgromadzili wówczas 51 punktów. Mogli też pochwalić się bilansem bramkowym 45-54.

Sezon 2018/19, czyli plan pięcioletni przerwany po 85 dniach.

W sezon 18/19 wchodziliśmy z ogromnymi apetytami. Wszak poprzednie rozgrywki to jeden z najlepszych sezonów w wykonaniu Nafciarzy i zaledwie jeden mecz od europejskich pucharów. Niestety u progu rozgrywek Nafciarze kolejny raz zostali sierotami. Tym razem, z funkcji trenera pierwszego zespołu zrezygnował Jerzy Brzęczek. Chociaż słowo zrezygnował to pewne nadużycie. Zwyczajnie do Płocka przyjechał ówczesny prezes PZPN i zaproponował naszemu trenerowi funkcję selekcjonera reprezentacji polski. Wiadomo, takiej oferty się nie odrzuca. Ówczesny prezes Wisły Jacek Kruszewski zdecydował się na zatrudnienie w miejsce popularnego „Wuja” trenera nietuzinkowego. Padło na Dariusza Dzwigałę. Były trener reprezentacji młodzieżowych w Płocku kariery nie zrobił. W pierwszych 10 kolejkach uzbierał zawrotne 10 punktów. Wygrał dwa mecze, cztery przegrał i tyleż samo zremisował. Bilans bramek 14 goli strzelonych, 16 straconych. Jedyne, z czego zapamiętamy chyba Darka Dźwigałe, prócz jego wypowiedzi w mediach, to wygrana nad Legią Warszawa przy Łazienkowskiej w szóstej kolejce.

Trener Dzwigała długo w Płocku nie zagrzał miejsca. Po 85 dniach pożegnał się z posadą, a jak później mówił, na budowę drużyny potrzeba 5 lat zaufania. Na nasze szczęście w Płocku zabrakło samobójców, którzy by mu w ten projekt uwierzyli. Po Dzwigale wybór padł na Kibu Vicunie. Szkoleniowca dobrego, ale lekko oderwanego od realiów płockiej piłki. Ostatecznie Hiszpan też wiele czasu w Płocku nie spędził, bo z posadą pożegnał się jeszcze przed końcem sezonu. Po oszałamiających 19 kolejkach i wypracowaniu średniej 0,89 punktu/mecz podziękowano mu za współpracę, a o ratunek dla klubu poproszono Leszka Ojrzyńskiego. Trenerowi Ojrzyńskiemu misja ta się udała, ale myślę, ze każdy z nas pamięta mecz ostatniej kolejki z Zagłębiem Sosnowiec i to drżenie serca gdy piłka grzęzła na naszej poprzeczce po strzale Vamary Sanogo. Do tego ciągłe śledzenie korespondencyjnego pojedynku w Krakowie gdzie nasz bezpośredni rywal w walce o utrzymanie Miedź Legnica grała przeciwko Wiśle Kraków. Ostatecznie Nafciarze swój mecz zremisowali, co nawet w sytuacji wygranej Miedzi nad Wisłą Kraków, dawało nam utrzymanie. Sezon z trzema trenerami kończyliśmy z dorobkiem 41 punktów, w 37 spotkaniach! oraz stosunkiem bramek 50 strzelonych – 58 straconych.

Sezon 2017/18, czyli o krok od marzeń

Kampania 17/18 to pierwsza z serii: osieroceni na starcie. Na dziewięć dni przed pierwszym meczem z zespołem pożegnał się, po 1839 dniach Marcin Kaczmarek. Trener, który z Wisłą przeszedł bardzo długą drogę z otchłani do Ekstraklasy, po roku w najwyższej klasie rozgrywkowej został zwolniony w dość kontrowersyjnych okolicznościach. Sześć dni później jego miejsce na ławce trenerskiej zajął Jerzy Brzęczek i trzeba przyznać włodarzom, że był to strzał w dziesiątkę. Nafciarze sezon wprawdzie zaczęli bez fajerwerków. Po 10 kolejkach byliśmy na 10. miejscu w tabeli z dorobkiem 14 oczek, oraz bilansem 4 wygranych, 2 remisów i 4 porażek. Bramki 11 do 13 z przewagą goli straconych.

Jak się później okazało, maszyna dopiero nabierała rozpędu. Ostatecznie sezon zakończyliśmy na 5 miejscu, z dorobkiem 57 punktów. Do upragnionych pucharów zabrakło nam jedynie 3 oczek. Te, jak wielu z nas pamięta odebrał nam w ostatniej kolejce sędzia Piotr Lasyk. Arbiter ten wyraźnie przyczynił się do naszej porażki w Białymstoku, a co za tym szło, do ostatecznego rozbratu z eliminacjami do wielkiej piłki w wydaniu kontynentalnym. Banda Wuja sezon kończyła z dorobkiem 17 wygranych, 6 remisów i az 14 porażek. Sotusnek bramek Nafciarzy wynosił wówczas 53 gole strzelone, do 45 straconych.

Sezon 2016/17, czyli powrót na salony

Ależ to było wydarzenie w Płocku. Nafciarze po 8 latach wracali do elity. Po ośmiu długich latach tułaczki po niższych ligach, wracali na właściwe sobie miejsce. Za sterami zespołu, pracujący juz piaty sezon w Wiśle trener Marcin Kaczmarek. W składzie tacy piłkarze jak Jose Kante, Dominik Furman, Arkadiusz Reca, Dominik Kun. Dimitar Iliev czy Piotr Wlazło. Apetyty wśród kibiców były ogromne, nadzieje rozpalone do czerwności. Nafciarze sezon zaczęli lepiej niz przyzwoicie. Po 10 kolejkach mieliśmy na swoim koncie 15 oczek, co dawało nam pozycję w górnej połówce tabeli. Bilans bramkowy dodatni, a to zdarzało się niezwykle rzadko. Trzynaście goli strzelonch i tylko 11 straconych. Wisła mogła wówczas pochwalić się piątą najlepszą defensywą w całej stawce. Do tego trener Kaczmaerk i społka mógł pochwalic się chociażby pokonaniem Lecha Poznań przed własną publicznością (1:0).

Ostatecznie sezon końcyliśmy na 4 miejsciu w grupie spadkowej, z dorobkiem 28 punktów. Sama ilość punktów jed mocno myląca, gdyż wówczas przy podziale na grupy, punkty były dzielone na pół. Nafciarze w 37 meczach zdołali odnieść 12 zwycięstw, 11 spotkań zremisować i przegrać czternastokrotnie. Bilans bramek na koniec sezonu wyniósł 49 goli strzelonych, przy 57 straconych.


Jak łatwo zauważyć, trener Mariusz Misiura notuje najlepsze otwarcie w najwyższej klasie rozgrywkowej po 2016 roku. Jak do tej pory nigdy nie udało się nam zdobyc az 18 punktów w 10 spotkaniach. Do tego imponować mozę liczba zaledwie 7 goli straconych. Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że drugi najlepszy wynik to aż o 4 gole stracone więcej.

Mało tego w całym XXI wieku nie udało nam się zanotowac tak udanego stratu w najwyższej klasie rozgrywkowej:

  • sezon 2006/07 – 7 punktów po 10 meczach
  • sezon 2005/06 – 10 punktów po 10 meczach
  • sezon 2004/05 – 14 punktów po 10 meczach
  • sezon 2003/04 – 14 punktów po 10 meczach
  • sezon 2002/03 – 12 punktów po 10 meczach
  • sezon 200/01 – 11 punktów po 10 meczach

Tym bardziej należy docenić zarówno aktualne wyniki, jak i pracę jaka wykonują zarówno cały sztab szkoleniowy jak i piłkarze Wisły! Oby tak dalej!

Kopnij dalej

Dodaj komentarz