Wisła Płock na rozdrożu?

W czwartek w płockim ratuszu zapadła decyzja, która może okazać się punktem zwrotnym w historii Wisły Płock. Radni niemal jednogłośnie dali prezydentowi Andrzejowi Nowakowskiemu upoważnienie do rozpoczęcia poszukiwań inwestora dla spółki Wisła Płock S.A.. Nie chodzi jeszcze o sprzedaż, nie ma też zgody na utratę miejskiej kontroli nad klubem, ale pierwszy krok w tym kierunku został wykonany.

W uzasadnieniu projektu uchwały nie ma pudrowania rzeczywistości. Padają mocne słowa: „Spółka od wielu lat zmaga się z problemem ujemnych kapitałów własnych”. To oznacza, że Wisła Płock od dawna wydaje więcej, niż zarabia. I nie jest to żadna sensacja dla osób, które choć trochę śledzą finanse klubu. Od lat funkcjonuje on dzięki wsparciu miasta, POKiS-u, a także sponsorów takich jak Orlen, Budmat, R-GOL czy Carlsberg. Bez tego wsparcia po prostu nie byłoby drużyny na poziomie Ekstraklasy.

Problem w tym, że model finansowania oparty głównie na środkach publicznych jest coraz mniej trwały. Wysokie koszty prowadzenia klubu, inflacja, rosnące oczekiwania piłkarzy i trenerów. To wszystko sprawia, że każdy sezon kończy się nerwowym liczeniem grosza, a sportowo wiadomo, że wynik jest nieprzewidywalny. Dwa przegrane mecze i zamiast euforii mamy spadek przychodów z dnia meczowego i sponsorzy patrzący z niepokojem.

Nowa uchwała nie oznacza automatycznej sprzedaży klubu. To uchwała intencyjna, czyli zgoda na rozpoczęcie procesu poszukiwania potencjalnego inwestora. W praktyce prezydent może rozmawiać, szukać ofert, badać rynek, ale każda realna decyzja o sprzedaży udziałów i tak będzie musiała wrócić pod obrady Rady Miasta.

Dlaczego to w ogóle jest potrzebne? Bo miasto ma ograniczone możliwości dalszego finansowania klubu, a jednocześnie chce, by Wisła się rozwijała. Wprowadzenie inwestora mogłoby ustabilizować finanse spółki, umożliwić nowe formy inwestowania w klub (np. akademia, infrastruktura, marketing) i co najważniejsze odciążyć budżet Płocka z konieczności regularnego dokładania do kapitału spółki.

Radni Prawa i Sprawiedliwości poparli ideę szukania inwestora, ale od razu postawili twarde granice. Szef klubu PiS w Radzie Miasta, Szymon Stachowiak, powiedział jasno: „Jeśli ktoś chciałby sprzedać klub, to absolutnie nie ma zgody na utratę własności miejskiej. Przestrzegamy przed scenariuszem z Gliwic”.

I to porównanie nie jest przypadkowe. W Gliwicach, mimo że miasto ma większość udziałów w Piaście, realną kontrolę nad klubem przejął inwestor mniejszościowy. Tam jak to ujął Stachowiak „ogon merda psem”.

Nikt w Płocku nie chce powtórki z tego scenariusza.

Innymi słowy radni zgadzają się na szukanie pieniędzy, ale nie na oddanie sterów. Chcą, żeby Wisła Płock pozostała klubem miejskim, kontrolowanym przez płocczan, a nie zewnętrzny kapitał, który w razie niepowodzenia po prostu się wycofa.

Warto odnotować, że podczas sesji pojawił się również pomysł, by w procesie poszukiwania inwestora uczestniczył zespół złożony z przedstawicieli miasta, radnych i kibiców. To świetny sygnał, bo jeśli cokolwiek ma budować zaufanie do tego procesu, to właśnie otwartość i transparentność. W końcu to kibice od lat utrzymują emocjonalny kręgosłup Wisły. I to oni najbardziej odczują skutki każdej decyzji, czy to dobrej, czy złej.

W praktyce teraz zacznie się etap „rozglądania się po rynku”. Prezydent i urzędnicy będą mogli sondować zainteresowanie wśród potencjalnych inwestorów (lokalnych i krajowych), analizować oferty i modele współpracy, a w razie znalezienia konkretnej propozycji przedstawić ją radnym.

To proces, który może potrwać wiele miesięcy, a nawet dłużej. Zresztą, jak powiedział podczas sesji miejski skarbnik: „Czasem zgłasza się do nas ktoś zainteresowany zakupem udziałów w Wiśle Płock. Po zebraniu ofert i rekomendowaniu rozwiązania ostateczna decyzja należałaby do państwa radnych.”

Czyli nic bez zgody radnych się nie wydarzy. I dobrze.

Na razie nic się nie zmienia. Klub nadal działa w obecnym modelu, miasto nadal jest właścicielem, a sponsorzy w tym Orlen i Budmat, wciąż stanowią kluczowy element budżetu, ale decyzja o szukaniu inwestora to pierwszy realny krok w stronę nowego rozdziału. I oby był to rozdział pisany mądrze, z głową i z poszanowaniem historii tego klubu.

Bo Wisła Płock to nie tylko spółka akcyjna z ujemnym kapitałem. To tożsamość miasta, emocje tysięcy ludzi, a dla wielu to część życia.

Jeśli nowy inwestor ma wejść do gry, niech to będzie ktoś, kto to rozumie. Niech nie przychodzi po szybki zysk, ale z wizją rozwoju sportowego, finansowego i społecznego.

W moim odczuciu miasto zrobiło krok w dobrym kierunku, ale teraz czas na mądrość, czujność i przejrzystość. Bo od tego, kto stanie obok Wisły, zależy, czy będziemy wspominać ten moment jako początek nowego i dobrego rozdziału w historii naszego klubu. 💙🤍💙

Kopnij dalej

Ten post ma 4 komentarzy

  1. renegat

    po pierwsze, nie wiem jak sie odniesc do tego 'artykulu’. czy to ma byc 'artykul’ pozytywny czy negatywny?
    .
    po drugie, bez komentarza. jaki moze byc cel komentowania, jesli poluja na tych ludzi, ktorzy chca rozwijac miasto i mowic/pisac o stanie faktycznym finansow miasta. bez zartow. ludzie tez chca utrzymac swoje rodziny.
    .
    wg mnie 'artykul’ o niczym. na pewno nie o ekonomii.

    1. Daleki jestem od nazywania serii „Żaglem po Wiśle” artykułami, bardziej już felietony. Jest to tak zwany głos trybun. Łukasz niedawno dołączył do naszej ekipy, ma świeże i czasem mocno odmienne od naszego spojrzenie, czym chętnie się dzieli z naszymi czytelnikami.

      1. renegat

        nie neguje tego p. Michale. jednakze warto sie zastanowic, przed napisaniem takiego felietonu, jakie sa glebsze podstawy takich dzialan w sposobie myslenia samorzadowcow? to co tutaj napisano, to jest to, co wiemy od lat, co staje sie dzisiaj 'modne’ w lidze, a takze czego staral sie unikac za wszelka cene przez lata nasz wielki i kochany prezydent miasta. a jakby zadnego z tych istotnych watkow w tym feletionie nie zauwazylem.
        .
        poki co wazniejsza kwestia jest dla mnie, kiedy zlikwiduja w koncu ten hymn Płocka przed meczem. nie jestesmy na rynku tylko na stadionie. zwlaszcza, ze mamy od dawna piekny hymn klubowy, profesjonalna piosenke. trzeba tylko zamienic slowo 'ole Petro’ na 'ole Wisło’ i gotowe. zamiast tego wolimy jakies oksymorony.

  2. Konrad

    Nawet jeśli sprzedadzą część udziałów, to potrwa to z dekadę

Dodaj komentarz