Na godzinę przed meczem poznaliśmy składy obu drużyn. Oto one:
W wyjściowym składzie Wisły nie doszło do żadnych zmian personalnych względem meczu w Zabrzu. Zresztą niespecjalnie mnie to zdziwiło, gdyż na Śląsku wyglądaliśmy naprawdę dobrze, a dodatkowo trener na przedmeczowej konferencji prasowej przed dzisiejszym spotkaniem zdradził, iż trzech piłkarzy wypadło na mecz z Lechem, czyli pole manewru było w pewien sposób ograniczone.
W składzie Lecha rzuca się w oczy brak Mikaela Ishaka od pierwszej minuty. Niektórzy ostrzyli sobie zęby na pojedynek obu kapitanów-dziewiątek, ale już przed meczem wiadomo było, że o ile nie wydarzy się nic niespodziewanego to na taki scenariusz trzeba będzie poczekać przynajmniej do drugiej połowy spotkania.
Pierwsze kilkadziesiąt sekund wyglądało tak, jakbyśmy chcieli strzelić Lechowi gola za wszelką cenę już kilka sekund po pierwszym gwizdku. Grę ze środka zaczęliśmy dalekim zagraniem w kierunku wysoko ustawionego Edmundssona, a gdy straciliśmy piłkę od razu rzuciliśmy się na Lecha bardzo wysokim pressingiem. Po chwii spotkanie zaczęło się stabilizować. W 6. minucie Poznaniacy wykonywali rzut rożny, po którym ranni zostali Łukasz Sekulski i Antonio Milić. Ten drugi zmuszony był zakończyć swój udział w niedzielnym spotkaniu, a w jego miejsce wszedł Mateusz Skrzypczak.
Kilka minut później Wiśle udało się wyprowadzić atak, rezultatem którego był pierwszy celny strzał w tym meczu – uderzał Dominik Kun. Gra ułożyła się tak, że graliśmy to co lubimy i umiemy – Lech miał piłkę przez większość czasu, ale Poznaniakom było bardzo ciężko się przedostać w rejony naszego pola karnego, a gdy już im się to udawało to ich próby nie stanowiły szczególnego zagrożnia. Ciężko jednak powiedzieć coś dobrego o naszej grze w ofensywie – wypady z piłką na połowę Lecha były sporadyczne.
Po około 25 minutach kibice Nafciarzy zaprezentowali oprawę. Sędziowie zdecydowali się o przerwaniu meczu ze względu na ograniczoną widoczność na murawie. Piłkarze zeszli do szatni i po około 10 minutach wrócili na plac gry kontynuować grę.
Pierwsze minuty po powrocie piłkarzy na boisko były dosyć spokojne. W 35 minucie górną piłkę na skrzydle świetnie przyjął Quentin Lecoeuche, ściął do środka i podał do Kuna, który ponownie uderzał ze sprzedpola, ale tym razem został zablokowany.
5 minut później Lech próbował odpowiedzieć strzałem Louisa Palmy z dystansu, jednak strzał poszybował nad poprzeczką. Chwilę później piłkę na skraju pola karnego otrzymał Bengtsson, lecz nie zdołał zrobić z niej pożytku.
Lech spędzał zdecydowaną większość czasu przy piłce. Nie wynikało z tego jednak poważniejsze zagrożenie dla naszego zespołu. My natomiast również nie byliśmy w stanie zagrozić bramce Lecha, po odzyskaniu łatwo traciliśmy piłkę. Lech pod koniec starał się jeszcze zagrozić ze stałych fragmentów, ale nic z tego nie wyszło, a sędzia Myć zawołał piłkarzy na przerwę.
W przerwie do wywiadu w Canal + podszedł Marcin Kamiński. Defensor podczas rozmowy był niezadowolony z naszej postawy na przestrzeni pierwszych 45 minut. Były piłkarz Lecha jako problem Wisły wskazał brak dłuższego przytrzymania piłki. I szczerze powiedziawszy ciężko się z tą diagnozą nie zgodzić.
W pierwszych minutach po przerwie udało się zauważyć poprawę w naszej grze. Po płaskim dośrodkowaniu Wiktora Nowaka do sytuacji doszedł Łukasz Sekulski, jednak jego strzał przeszedł nad poprzeczką. Chwilę później wyprowadziliśmy kontrę, po której Zan Rogelj oddał celny strzał z narożnika pola karnego. Kilka minut później Quentin Lecoeuche wywalczył rzut rożny, po którym bliski oddania groźnego strzału był Giannis Niarchos.
Kilka minut później Lech próbował się zrewanżować. Najpierw w dobrej pozycji znalazł się Luis Palma, ale omyłkowo wybił ją poza plac gry. Po chwili dostał okazję do poprawki: jego strzał minął słupek bramki Rafała Leszczyńskiego, chociaż blisko domknięcia był bliski Joel Pereira. Kilka chwil potem ze sprzedpola próbował jeszcze Jagiełło, ale jego strzał nie sprawił Leszczyńskiemu większych problemów. Poznaniacy znowu przeważali.
W okolicach 60 minuty z boiska zeszli Luis Palma, Agnero, Pacheco i Niarchos, a w ich miejsce pojawili się Ishak, Golizadeh, Salvador oraz Mijusković, 10 minut później za Sekulskiego wszedł Kevin Custović. Lech w dalszym ciągu próbował zagrozić naszej bramce, teraz głównie za sprawą dośrodkowań. W ten sposób do sytuacji doszedł Ishak, chociaż bez wątpienia jeszcze lepszą okazję do zdobycia (również po rzucie rożnym) miał Mońka. Nam w odwecie udało się przeprowadzić akcję prawym skrzydłem, kiedy to po wrzutce Rogeliego z piątego metra niecelnie głową uderzał Salvador. Była to już końcówka meczu. Sędzia doliczył trzy minuty, z dystansu spróbował jeszcze Joel Pereira, ale strzał Portugalczyka okazał się niecelny. Niedługo potem sędzia Myć zakończył spotkanie.
Wisła Płock 0:0 Lech Poznań
Wisła: 12. Rafał Leszczyński – 19. Andrias Edmundsson, 35. Marcin Kamiński, 4. Marcus Haglind-Sangré – 13. Quentin Lecoeuche, 8. Dani Pacheco (64′ 66. Iban Salvador), 14. Dominik Kun, 30. Wiktor Nowak (82′ 6. Krystian Pomorski), 21. Žan Rogelj – 9. Giannis Niarchos (64′ 25. Nemanja Mijušković), 20. Łukasz Sekulski (C) (72′ 2. Kevin Čustović)
Lech: 41. Bartosz Mrozek, 2. Joel Pereira, 7. Yannick Agnero (60′ 9. Mikael Ishak), 14. Leo Bengtsson (87′ 56. Kornel Lisman), 15. Michał Gurgul, 16. Antonio Milić (C) (10′ 72. Mateusz Skrzypczak), 24. Filip Jagiełło, 27. Wojciech Mońka, 43. Antoni Kozubal, 77. Luis Palma (60′ 8. Ali Gholizadeh), 99. Pablo Rodríguez
Trenerzy: Mariusz Misiura – Niels Frederiksen
Żółte kartki: Ishak, Jagiełło
Sędzia: Wojciech Myć
18, Kibic Wisły Płock.


Do tego meczu byłem w grupie osób, która mogłaby powiedzieć, że jak Salvador gra w Twojej drużynie, to go uwielbiasz, a jak w przeciwnej, to nie znosisz. No i po meczu z Lechem ja też już nie znoszę. Jego zachowanie naprawdę przekracza już wszelkie granice, jest żenujące, po prostu nie przystoi sportowcowi. Wiadomo jaka to dyscyplina – jest kontakt i okazja dołożyć coś od siebie, to duża część graczy tak robi, ale poziom pajacowania Ivana wybił poza skalę. Był moment, że wydawało się, że głowa chłodniejsza, ale to był moment. To się źle skończy dla drużyny w którymś momencie, chociaż mam nadzieję, że trener postawi mu sprawę jasno – pajacujesz, nie ma miejsca na placu. Karnie go wysłać na treningi ręcznych żeby się poobijał między facetami, może nabierze dystansu…
Co do meczu – wielka szkoda, że nie potrafiliśmy dłużej utrzymać się przy piłce, bardzo frustrujące były straty po kilku podaniach, a tym bardziej można żałować, że jak już w pobliże pola karnego się dostawaliśmy, to były zaczątki ciekawych sytuacji. Natomiast w obronie – ilość wybloków przy groźnych strzałach naprawdę imponująca.
Pełna zgoda co do Ibana mnie juz też zaczyna wk….c grajek dobry ale głowa nie dojeżdża w przerwie trzeba sprawę postawić jasno albo pajacujesz albo grasz jeżeli nie dotrze to żegnamy się a co do meczu to wynik super gra może nie jest efektowna ale też nie mamy argumentów żeby grać coś innego w przerwie koniecznie napastnik i kreatywny pomocnik obrona to jedyny nasz atut gratulacje za dotychczasowy dorobek trzy punkty z cracovią i możemy spokojnie przygotować się do wiosny
nie wiem o co chodzi wam z tym Ibananem? moze za duzo myslicie o tym/o nim?
.
co do samego spotkania, to typowy mecz taktyczny na remis, nawet zero. bardzo kunktatorskie widowisko z obydwu stron. czy warto bylo mocniej zaatakowac, zaryzykowac? mistrz Gibraltaru pokazal, ze tak… jednak obydwie ekipy wolaly dorzucic do koszyczka po jednym punkcie.
Mecz ok, Iban ma prawo robić swoje. A że komuś się nie podoba, że przeciwnik dostał żółtą kartkę, to może lepiej żeby jeździł na Bułgarską.