Oceniliśmy już piłkarzy wszystkich formacji. Pora więc na coś, czego jeszcze na Nafciarskim nie było, ocenę trenera. Jak przez pół roku prezentował się nasz szkoleniowiec? Jak reagował na boiskowe wydarzenia? O tym wszystkim poniżej.
Najpierw rzućmy okiem na statystyki Nafciarzy jesienią:
| OGÓLNE | |
| Mecze | 19 |
| Gole Strzelone | 33 |
| Gole Stracone | 26 |
| Bramki strzelone/mecz | 1,7 |
| Gole z rzutów karnych | 2 |
| Strzały/mecz | 13,7 |
| Udane dryblingi/mecz | 14,6 |
| Rzuty rożne/mecz | 6,2 |
Pod względem goli strzelonych Nafciarze plasują się na czwartym miejscu razem z Wisłą Kraków.
Niestety patrząc na bramki stracone, jest to dziesiąta lokata. Wisła Płock pod tym względem wygląda zdecydowanie najgorzej z całej ligowej czołówki. Dla porównania lider z Niecieczy stracił zaledwie 15 bramek w 19 meczach. Tyle samo goli stracił zespół wicelidera z Gdyni.
Jak łatwo policzyć, stosunek goli strzelonych, do straconych wynosi w przypadku Nafciarzy +7. W porównaniu do lidera (+27) zespół Mariusza Misiury wypada bardzo blado. W całej ligowej stawce aż sześć zespołów ma wspomniany bilans lepszy od Nafciarzy.
Popatrzmy, jak rozkładały się punkty zdobyte przez Nafciarzy na własnym stadionie i na wyjeździe:
| Dom | Wyjazd | ||
| Punkty | 19 | Punkty | 14 |
| Gole zdobyte | 19 | Gole zdobyte | 14 |
| Gole stracone | 11 | Gole stracone | 15 |
Co cieszy? Na pewno rozstanie się na dobre z wyjazdową klątwą Wisły Płock. Cztery wyjazdowe wygrane podopiecznych Mariusza Misiury jasno dowodzą, ze nie czujemy się tak źle poza własnym stadionem. Co może martwić? Kiepska jak na Nafciarzy dyspozycja na własnym obiekcie. Dziewiętnaście z trzydziestu możliwych punktów zebranych przed własną publicznością nie jest jakimś potężnym wyczynem. Nafciarze przy Łukasiewicza zdobyli komplet punktów w zaledwie 50% spotkań (5 wygranych/10 meczów). Czterokrotnie dzielili się z rywalami punktami, i ponieśli jedną porażkę. Ciekawostka, Wisła zdobyła tyle samo goli co punktów, zarówno na wyjeździe jak i przed własną publicznością. Niestety na wyjeździe Wisła sumarycznie straciła więcej bramek, niż zdobyła. Najczęściej padającym wynikiem w meczach Nafciarzy jesienią był rezultat 2:2. Trzy spotkania, w tym dwa wyjazdowe kończyły się takim wynikiem. Przed własną publicznością jedynie wynik 1:1 powtórzył się dwukrotnie. Pozostałe osiem spotkań kończyło się innymi wynikami.
Najwyższa wygrana Wisły miała miejsce przy Łukasiewicza 34 i był to mecz przeciwko Warcie Poznań w ramach 19. kolejki Betclic 1. ligi (4:0). Najwyższa porażka, to przegrana dwoma golami. Takowa miała miejsce aż czterokrotnie. Raz przed własną publicznością (1:3 Wisła Kraków) i trzykrotnie na wyjeździe (2:4 Termalica Bruk-Bet Nieciecza, 0:2 Arka Gdynia, 0:2 Kotwica Kołobrzeg)
Popatrzmy teraz na to kiedy Nafciarze tracili gole w swoich spotkaniach, a kiedy je zdobywali:
| Gole strzelone | Gole Stracone | ||
| Minuty | Ilość goli zdobytych | Minuta | Ilość goli straconych |
| 0-15 | 1 | 0-15 | 2 |
| 15-30 | 7 | 15-30 | 3 |
| 30-45 | 4 | 30-45 | 4 |
| 45-60 | 7 | 45-60 | 8 |
| 60-75 | 5 | 60-75 | 2 |
| 75-90 | 9 | 75-90 | 7 |
Popatrzmy, jak to wyglądało przed własną publicznością:
| Minuty | Gole zdobyte | Gole Stracone |
| 0-15 | 0 | 0 |
| 15-30 | 4 | 2 |
| 30-45 | 2 | 2 |
| 45-60 | 4 | 4 |
| 60-75 | 3 | 1 |
| 75-90 | 6 | 5 |
Natomiast tak prezentuje się rozkład bramek zdobytych i straconych na wyjeździe:
| Minuty | Gole zdobyte | Gole Stracone |
| 0-15 | 1 | 2 |
| 15-30 | 3 | 1 |
| 30-45 | 2 | 2 |
| 45-60 | 3 | 4 |
| 60-75 | 2 | 1 |
| 75-90 | 3 | 2 |
Nie trzeba być orłem, żeby szybko zauważyć, iż najwięcej bramek podopieczni Mariusza Misiury tracą na początkach pierwszej i drugiej połowy. W sumie to aż 10 z 26 bramek. Najbardziej martwi kiepskie wychodzenie na drugą połowę. W przypadku takiego spotkania jak to przeciwko Kotwicy Kołobrzeg miało to opłakane skutki. W samym meczu przeciwko Górnikowi Łęczna między 45′ a 60′ Nafciarze stracili nie tylko dwa gole, ale też pozwolili rywalom na odwrócenie losów spotkania. Swoją drogą jedynie raz Nafciarze zrobili tzw. „łamaka” na swoją niekorzyść. Odwrócenie losów spotkania nie wyszło podopiecznym Mariusza Misiury nigdy. Analizując gole Nafciarzy, można jednak dopatrzyć się również plusów. Największym z nich, jest niewątpliwie „gra do końca”. Aż 9 z 33 bramek płocczanie zdobyli w ostatnim kwadransie gry. W meczach przeciwko Stali Rzeszów, a przede wszystkim Ruchowi Chorzów były to wręcz gole na wagę punktów, odpowiednie jednego i trzech.
Powyżej wymienione gole były autorstwa graczy wprowadzanych z ławki. Popatrzmy więc ile razy trener Misiura miał „nosa” do zawodników wpuszczanych z ławki.
| Rywal | Nazwisko | Na boisku od | Wydarzenie |
|---|---|---|---|
| Warta Poznań | Jime | 46’ | Gol 54’ (1-1) |
| Warta Poznań | Kukułka | 46’ | Asysta II stopnia 66’ (1-2) |
| Ruch Chorzów | Krawczyk | 61’ | Gol 90’+3’ (3-2) |
| Ruch Chorzów | Kocyła | 61’ | Asysta 90’+3’ (3-2) |
| Stal Stalowa Wola | Pomorski | 82’ | Gol 90’ (3-1) |
| Stal Rzeszów | Sekulski | 58’ | Gol 81’ (1-1) |
| Stal Rzeszów | Pomorski | 78’ | Asysta 81’ (1-1) |
| ŁKS Łódź | Pomorski | 58’ | Gol 60’ (1-0) |
| Znicz Pruszków | Tomczyk | 46’ | Gol 54’ (1-1) |
Licząc w trochę pokrętny sposób, piłkarze rezerwowi zapewnili naszemu szkoleniowcowi 10 z 33 punktów. Waszym zdaniem to dużo? Mało? Moim zdaniem obrazuje to, że trener potrafi reagować na wydarzenia boiskowe. Jednakowoż problemem mogą być czasem wykonawcy woli szkoleniowca.
Spójrzmy teraz na teoretyczny system gry Nafciarzy. Nie od dziś wiadomo, że trener Mariusz Misiura preferuję grę z trójką stoperów, dwójką wahadłowych oraz dwoma napastnikami. Środek pola mają tworzyć gracze kreatywni, ale nie bojący się również walki na murawie. Jeśli chodzi o napastników, idealnym rozwiązaniem jest układ z dwójką zróżnicowanych graczy, jednak na przestrzeni całej rundy jesiennej niejednokrotnie widzieliśmy spotkania, w których trener Nafciarzy decydował się na grę parą silnych i wysokich graczy na szpicy. Grając dwójką wysokich napastników można liczyć na dużą iczbę celnych dośrodkowań. Popatrzmy jak rozkładały się podania w Wiśle Płock:
| PODANIA | |
| Posiadanie piłki | 50.4% |
| % podań celnych | 80,20% |
| % długich podań celnych | 54,30% |
| % celnych dośrodkowań | 34,50% |
Wnioski? Nafciarze nijak nie umieją dośrodkowywać. Teoria dwóch wież w polu karnym rywala to mrzonka, świadczy też o tym ilość goli strzelonych głową przez naszych napastników. O samych stałych fragmentach gry można by napisać książkę. Bazując na samych statystykach, można śmiało przyjąć, że trener Misiura wymaga od swoich piłkarzy prowadzenia gry i kontroli nad boiskowymi wydarzeniami. Co więcej, duży nacisk kładzie na zaangażowanie środkowych obrońców w konstruowanie ataków, oraz piłkarzy w formacji ofensywnej na zaangażowanie w obronę. Świadczą o tym liczby jednych i drugich. Trzech środkowych obrońców z golami na koncie, nic dziwnego, jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, ze wszystkie te bramki padły z akcji, a nie ze stałych fragmentów gry to zaczyna się człowiek zastanawiać jak. Jeśli dodamy do tego czterech stoperów z asystami i dołożymy fakt, że żadna z tych asyst to nie wybicie piłki ze stałego fragmentu gry. To zyskujemy pełen obraz tego, jaką piłkę grać chce Mariusz Misiura. Obrońcy atakują, napastnicy bronią. Szalony pomysł! Może i szalony ale jak widać, skuteczny.
No dobra, liczby liczbami, statystyka statystyką ale miało być subiektywnie…
Czy Mariusz Misiura jest geniuszem czy szaleńcem? Myślę, że po trochu jednym i drugim. Sądzę też, że z wydaniem wyroku trzeba zdecydowanie poczekać. Nie ma nic gorszego w polskiej piłce niż palenie na stosie chorych oczekiwań kibiców wobec trenera, który dopiero zaczyna swoją pracę. Wiem, że media społecznościowe są pełne ekspertów, głównie tych mądrych po fakcie. Jednak bycie trenerem to nie mądrość post factum. Mariusz Misiura zasłużył na zaufanie — zaufanie, o które sam wielokrotnie apelował od początku swojej pracy w Wiśle Płock.
Kto powie, że pół roku to szmat czasu, a trener już powinien zbierać owoce swojej pracy, temu odpowiem: tak! Pod warunkiem, że jesteś Pepem Guardiolą, Jürgenem Kloppem czy Carlo Ancelottim. Wchodzisz do szatni swojego klubu, a tam gracze ze światowego topu. Warunek drugi: dyrektor sportowy nie ma budżetu transferowego opartego o równe „0”, lecz o kwoty ośmio- czy nawet dziewięciocyfrowe. Niestety, realia polskiej piłki są, jakie są — lepisz z tego, co dostaniesz, i starasz się wycisnąć maksimum z potencjału ludzkiego, jaki jest w stanie zapewnić ci klub. W przypadku Mariusza Misiury mówimy jednak o sytuacji raczej komfortowej jak na pierwszoligowe realia. Nie licząc Shumy Nagamatsu, były trener Znicza Pruszków dostał takie „klocki”, jakie chciał. Piłkarzy, jak sam wielokrotnie powtarzał, głodnych sukcesu. Niestety, w przypadku niektórych okazało się, że głód przegrał z pragnieniem. Na dodatek kilku piłkarzy „spragnionych” dostał niejako w spadku. Inna sprawa, że rola szkoleniowca polega także na tym, by sprawić, żeby pragnienia niektórych nie wpływały negatywnie na grę całego zespołu. Na ten temat można by jednak pisać książki. Jedno jest pewne: słabsze wyniki zbiegły się w czasie z wyczynami niektórych zawodników, więc nie trzeba być wielkim logikiem, by połączyć to w całość.
Miało być o trenerze, a zeszło na kilka świętych głów. Tak jak napisałem, trener Misiura dostał na starcie personalnie zespół, jakiego sobie życzył. Od najlepszego bramkarza poprzedniego sezonu, przez generała środka pola w postaci niekwestionowanej gwiazdy, jaką jest Dani Pacheco, po swojego wiernego żołnierza w osobie Krystiana Pomorskiego. Trener założył, że na lewym wahadle będzie grała młodzież, więc Wisła sprowadziła dwóch utalentowanych zawodników na tę pozycję. W skrócie: było w czym wybierać. Jak poszły te wybory?
Początek rundy Nafciarze mieli wyjątkowo udany. Wprawdzie na inaugurację zremisowali z beniaminkiem z Kołobrzegu, ale z meczu na mecz maszyna Mariusza Misiury się rozpędzała. Nawet porażka w Niecieczy nie zachwiała tego trendu. Była to jedna z nielicznych przegranych w ostatnich miesiącach, po której nawet najbardziej krytyczni kibice przyznali, że przegrał lepszy zespół. Winę za stratę punktów jednogłośnie zrzucono na Davida Niepsuja, który przedwcześnie opuścił murawę po dwóch żółtych kartkach. Pięć dni później Nafciarze zrehabilitowali się w dramatycznych okolicznościach, pokonując Ruch Chorzów. Dreszczowiec zakończony zwycięskim golem Piotra Krawczyka w doliczonym czasie gry był jednym z najlepszych meczów na stadionie przy Łukasiewicza w 2024 roku. Niestety, w meczu z Ruchem coś się zacięło — coś, co później stało się ogromną bolączką Wisły, na którą trener Misiura długo nie mógł znaleźć lekarstwa.
Mecz z GKS-em Tychy to pierwsze spotkanie Wisły pod szyldem: „Przewaga to nie wygrana”. Nafciarze w starciu z Tyszanami oddali ponad 20 strzałów na bramkę rywali, czyniąc Marcela Łubika graczem meczu. Młody bramkarz GKS-u zaliczył ponad 11 skutecznych interwencji. Sumaryczny współczynnik xG Wisły w tym meczu wyniósł ponad 2,5. Mówiąc prościej, Wisła statystycznie powinna w tym spotkaniu strzelić około dwóch i pół gola, a zdobyła okrągłe zero. Wyborne sytuacje marnowali w tym spotkaniu Łukasz Sekulski, Andrias Edmundsson czy Maciej Famulak.
Kilka dni później miał miejsce największy błąd trenera Misiury tej jesieni — słynna wypowiedź: „Puchar Polski potraktujemy poważnie”, która do dziś brzmi mi w uszach. Trener powiedział jedno, a piłkarze zdawali się mieć inny plan na wtorkowe popołudnie. Porażka ze słabiutką Wartą Poznań przed własną publicznością to jedno, ale styl, w jakim do niej doszło, to drugie. I właśnie tego kompromitującego stylu kibice długo nie zapomną.
Wprawdzie w lidze przyszła rehabilitacja w postaci zwycięstwa w wyjazdowym pojedynku z ŁKS-em, ale widać było, że coś w drużynie zaczęło się psuć. Mecz przeciwko Polonii Warszawa trochę zamaskował problemy Wisły, jednak rywalizacja ze Zniczem Pruszków ponownie wyciągnęła je na wierzch. Remis na kameralnym stadionie w Pruszkowie Nafciarze mogą uznać za szczęśliwy. Niestety, szczęścia zabrakło w kolejnym meczu.
W spotkaniu z Wisłą Kraków brakowało Daniego Pacheco, ale nie można brakiem jednego gracza usprawiedliwiać takiej porażki, jak ta, która miała miejsce. Niestety, był to dopiero początek problemów Nafciarzy.
Czy trener Misiura mógł w tamtym okresie zrobić coś więcej? Sądzę, że nie miał ku temu większych możliwości. Ktoś powie, że po takich pozaboiskowych wpadkach winni powinni zostać ukarani. Pewnie tak, ale trudno przewidzieć, jak kibice znieśliby brak kilku kluczowych nazwisk w składzie na kolejny mecz.
Mecz z Wisłą Kraków był apogeum problemów Nafciarzy: boiskowych, pozaboiskowych, a także tych związanych z sytuacją z kibicami. Do Gdyni Mariusz Misiura jechał w dołku. Niestety, było to widać gołym okiem. Zespół Wisły wyszedł na stadion przy ulicy Olimpijskiej z zamiarem nieprzegrania meczu, ale zadania tego nie udało się zrealizować. Dopiero tydzień później, przed pustymi trybunami Orlen Stadionu, Nafciarze zdobyli jakiekolwiek punkty. Dokładnie jeden punkt.
Znajdą się tacy, którzy powiedzą, że zasłużyliśmy na więcej. Ja odpowiem, że powinniśmy ten punkt szanować, bo mogło go nie być. Rezultat końcowy rywalizacji z Górnikiem Łęczna nie oddaje całokształtu tego spotkania. Najlepszym dowodem na to, jak szczęśliwy był to punkt, niech będzie fakt, że podopieczni Pavola Stano statystycznie powinni w tym meczu zdobyć prawie cztery gole. Z drugiej strony strzał Adama Dei z rzutu wolnego miał xG 0,13, a jednak znalazł drogę do siatki. Jeszcze ciekawiej prezentuje się, w ujęciu statystycznym, bramka z tego meczu autorstwa Marcusa Haglinda-Sangre. Uderzenie Szweda miało jedynie 3% szans na zamianę w gola. Wiara czyni cuda, bo chyba tylko strzelec wierzył, że to wpadnie. A jednak się udało.
Rozmawiając po meczu z kapitanem Nafciarzy, Łukaszem Sekulskim, odniosłem wrażenie, że tej wiary brakowało ogólnie piłkarzom. O to można mieć pretensje do szkoleniowca. Mógł przecież zdecydować się na większą rotację i wystawić zawodników, którzy mieli w sobie więcej determinacji.
Cz w takiej sytuacji Mariusz Misiura powinien odejść? Faktem jest, że Wisła Płock w rundzie jesiennej grała w kratkę. Dobrym meczom towarzyszyły fatalne wpadki, co budziło frustrację wśród sympatyków Nafciarzy. Nie można zapominać, że Wisła Płock to drużyna z aspiracjami, a nie akademia dla trenerów zdobywających doświadczenie. W tym kontekście presja na wyniki jest zrozumiała. Nawet najbardziej cierpliwi kibice zaczynają się niepokoić, gdy drużyna traci punkty z zespołami teoretycznie słabszymi.
Nie ujmując nic drużynie z Kołobrzegu, trzeba jednak uznać, że należy ją traktować jako przeciwnika, z którym Nafciarze powinni zdobywać punkty bez większych problemów. Mecze z Kotwicą powinny być z gatunku: „3 punkty i jedziemy dalej”. Niestety, jesień pokazała, że ani Wisła nie jest hegemonem, ani nikt nam punktów za darmo nie odda. O rewanżowym spotkaniu w Kołobrzegu napisałem już tyle, że szkoda dalej się rozwodzić. Przegraliśmy jak frajerzy. Ponad 23 strzały w kierunku bramki rywali nie przyniosły nam nawet realnego zagrożenia dla Marka Kozioła. W odpowiedzi gospodarze oddali dwa celne strzały, które zamienili na dwie bramki.
Ten mecz przelał u wielu kibiców czarę goryczy. Podobnie musiało być w szatni. Maciej Gostomski stracił miejsce w bramce na ostatnie spotkanie. Z wyjściową jedenastką pożegnał się również Dawid Kocyła. Jak się okazało, te zmiany wyszły Wiśle na dobre. To był impuls od sztabu szkoleniowego, który zadziałał. Wisła zakończyła jesień okazałym zwycięstwem 4:0 nad Wartą Poznań i w nieco lepszych nastrojach wszyscy rozpoczęliśmy przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia.
Niech jednak to jedno zwycięstwo nie przyćmi tego, co działo się jesienią. Wiślacy grali w kratkę, przeplatając dobre mecze wręcz żałosnymi występami. Przed sztabem szkoleniowym jeszcze bardzo dużo pracy. Uważam jednak, że jeśli nie oni, to kto? Wisła ma trenerów, na jakich zasługuje i jakich potrzebuje! Wierzę, że wiosną zobaczymy dobrze naoliwioną maszynę pędzącą wprost do Ekstraklasy!
I tej właśnie wiary życzę także Wam, Nafciarze!
Żeby nie było, że autor uzurpuje sobie jedyne prawo do oceny, poniżej ocena trenera Mariusza Misury okiem Filipa, naszego redakcyjnego specjalisty od ocen:
Pod koniec maja, kiedy jasne już było, że Dariusz Żuraw nie będzie kontynuował swojej pracy w Wiśle Płock, ruszyła giełda nazwisk. Na początku trochę nieśmiało padało nazwisko byłego szkoleniowca Znicza Pruszków, był trenerem, o którego zabiegało kilka klubów. Ostatecznie jednak to nam udało się wygrać wyścig o podpis Mariusza Misiury. Czy było warto? Pomimo kilku niedociągnięć, uważam, że jak najbardziej. Względem poprzedników jest to duża zmiana na plus, chociażby pod względem komunikacji. Trener mówi otwarcie jaki chcemy grać futbol i dlaczego, tłumaczy obszernie swoje pomysły i wybory, co u wcześniejszych szkoleniowców zdarzało się sporadycznie. Po porażkach trener Misiura często odciąża piłkarzy, biorąc winę na siebie, co też jest warte docenienia. Oczywiście w komunikacji również zdarzały się błędy, często spowodowane ocenianiem spotkania na gorąco, na przykład opinia, że o wyniku meczu z Wisłą Kraków zdecydowały stałe fragmenty, była dosyć kontrowersyjna. Nie jest tajemnicą, że trener miał duży wpływ na transfery. Jeśli więc o transfery chodzi, to myślę, że mogło być lepiej. Iban Salvador to póki co totalna klapa, Piotr Krawczyk do tej pory wygląda bardzo przeciętnie, Maciej Gostomski wyraźnie poniżej oczekiwań, nierówny Bojan Nastić, a ruchy poczynione na wahadłach nie przełożyły się zbytnio na jakość zespołu (chociaż warto też pamiętać, że lewe wahadło jest „zarezerwowane” dla młodzieżowców, co może przekładać się na jakość na tej pozycji). Natomiast były też transfery udane, Andrias „Edi” Edmundsson to piłkarz ze świetnymi warunkami fizycznymi i dużym potencjałem, Dominik Kun, który na boisku wykonuje ogrom pracy, Krystian Pomorski, który potrafi wspomóc zespół czy to z ławki, czy grając od pierwszej minuty. Dani Pacheco, który stał się kluczowym piłkarzem Wisły. Do tego warto odnotować rozwój pewnego Hiszpana. Jime z wiosny, a Pan Piłkarz Jorge „Jime” Jimenez z jesieni to przepaść. A sportowo? Pierwsza połowa rundy na plus, gra była przyzwoita, a wyniki zgodnie z oczekiwaniami. W międzyczasie odpadnięcie z Pucharu Polski z Wartą, szybko się pożegnaliśmy, ale też wszyscy wiemy, jakie mamy priorytety na ten sezon. Potem przyszła pamiętna przerwa reprezentacyjna i mecz ze Zniczem, po którym drużyna wpadła w kryzys. Były to tygodnie bólu. Pod względem estetycznym szczególnie źle wyglądaliśmy w meczu z imienniczką i w Gdyni. Nawet gdy gra wyglądała trochę lepiej tak jak na przykład w Legnicy to i tak nie udawało się wygrać. W końcu nadeszło przełamanie i to w dosyć konkretnym stylu. Kryzys kosztował nas cenne punkty. Pomimo słabszego okresu kończymy rundę na czwartym miejscu, co też pokazuje, że na początku radziliśmy sobie nieźle, skoro nawet po takiej serii ciągle jesteśmy obecni w czołówce. Podsumowując – pomimo pewnych niedociągnięć pozytywnie oceniam pierwsze pół roku pracy trenera Mariusza Misiury w Wiśle Płock. Punkt wyjściowy na wiosnę mamy lepszy niż w tamtym sezonie. Walczmy więc wspólnie do końca o ten upragniony awans, którego w nowym roku życzę sobie, wszystkim Kibicom, Drużynie, Trenerowi i Sztabowi.
Filip domżałowicz
Łapcie też nasze podsumowania poszczególnych formacji:

Mój klub, moje serce, moja Wisła Płock
Oprócz tego mąż, ojciec i bimbrownik!


Regularnie czytam narciarski.pl, oglądam Nafciarski Flash, czytam artykuły o Wiśle w innych lokalnych i ogólnopolskich mediach. I albo coś przeoczyłem, albo nigdzie nikt nie zająknął się o tych „pozaboiskowych problemach piłkarzy”. W tym tekście jest o tym mowa, ale brak jakichkolwiek szczegółów. Więc może ktoś w komentarzach mnie oświeci – o co chodzi, co tam się odwaliło i dlatego była o tym wszędzie taka cisza, również przy opisywaniu powodów gorszej formy Wisły?
wyciagniemy spokojnie ostry wynik rowniez i obecnym skladem. od dawna twierdze, ze ta liga to dno. wystarczy skupic sie na ofensywie i sa adekwatne rezulaty. spojrzmy na Nieciecze. druzyna rodem z jakiegos pola pod Tarnowem, ktora zdominowala lige, pomo wielu bledow i brakow druzyny. twierdze, ze Pan Misiura w pewnym momencie 'chwycil byka za rogi’ i potem bylo tak dobrze, ze nagle stracil watek… wzmocnijmy porzadnie wahadlo, solidnym zawodnikiem a reszte sie zobaczy w praktyce. czy tym Szwedem? jesli faktycznie cos soba reprezentuje, to niech to szybko pokaze.