W poprzednim artykule z cyklu: Żaglem po Wiśle, przyjrzeliśmy się kadrze zespołu Wisły Płock. Tym razem chciałbym skupić się na osobie, która w moim odczuciu jest kluczową postacią, stojąca za awansem naszego klubu do Ekstraklasy jak i tym, że po 7 kolejkach, jesteśmy jej liderem. Mowa oczywiście o trenerze naszego klubu, czyli Mariuszu Misiurze. Chociaż sam trener, na ile już go poznaliśmy, podejrzewam, że nie do końca byłby zadowolony, aby go tak gloryfikować.
Tak Panie Mariuszu. Zdajemy sobie sprawę, że za tym sukcesem nie stoi tylko pan, ale również cały sztab, piłkarze i wszyscy pracownicy klubu. Ale jednak…Ktoś musiał to wszystko poukładać, dobrać właściwych ludzi do sztabu, właściwą taktykę bazową dla
zespołu ze wszystkimi jej modyfikacjami i wariantami, dotrzeć do piłkarzy, żeby uwierzyli, że to zadziała i na końcu wprowadzić taką fajną i rodzinną atmosferę, o jakiej się słyszy, mówi i jaką możemy oglądać na vlogach naszej klubowej TV. W piłce nożnej często spotykamy ludzi, którzy wchodzą do szatni z wielkimi deklaracjami
typu: „Od jutra wszystko będzie inaczej!” – mówią, a po kilku tygodniach ma się wrażenie, że jedyną zmianą było hasło do klubowego Wi-Fi. Na szczęście są też ci, którzy zamiast
wielkich słów, stawiają na konkretne działania. W Płocku takim człowiekiem jest Mariusz
Misiura. Nie rzuca się w oczy, nie szuka poklasku, a jednak jego wpływ widać w każdym
zakamarku klubu. Rozmawia z zawodnikami, słucha ich potrzeb, obserwuje najmniejsze
detale treningów i meczów. Analizuje, poprawia, uczy. Krok po kroku wprowadza zmiany,
które przynoszą rezultaty. Efekt? Wisła Płock, drużyna, która jeszcze niedawno grała w 1
Lidze, ze stylem gry, który był określany jako “nijaki”, dziś jest postrzegana jako klub z
charakterem, konsekwentny i trudny do pokonania. To nie przypadek, to wynik pracy
człowieka, który rozumie, że prawdziwe zmiany nie dzieją się z dnia na dzień, lecz
wymagają cierpliwości, strategii i uważności. Misiura pokazuje, że w futbolu nie zawsze liczą się fajerwerki i wielkie deklaracje. Czasem wystarczy spokojnie kłaść cegłę po cegle, by w końcu zbudować coś, co trwa i w moim odczuciu trwać będzie dalej, jeżeli tylko pozwolimy trenerowi pracować i dalej budować to co zamierza. Silną pozycję Wisły Płock na mapie Ekstraklasowej Polski. Klub, który będzie w stanie może już za rok czy dwa, powalczyć o coś więcej niż środek tabeli.
Od boiska do ławki trenerskiej Urodzony w Szczecinie, Mariusz Misiura zaczął swoją przygodę z piłką jak wielu młodych
chłopaków, czyli z marzeniami, ambicją i ciężką pracą. W Pogoni Szczecin rozegrał 11
spotkań w Ekstraklasie, potem przyszły niższe ligi, kontuzje czyli po prostu życie, które w
piłce bywa kapryśne. Ale tam, gdzie inni zatrzymują się na wspomnieniach i nostalgii,
Misiura poszedł krok dalej. Studia, licencje trenerskie, pierwsze doświadczenia w
prowadzeniu drużyn. Jego pierwszy poważny projekt? Pogoń Szczecin Women. Z tego co
się dowiedziałem, tam był wszystkim. Prezesem, trenerem, kierownikiem od spraw
organizacyjnych. Pod jego ręką zespół trzykrotnie dotarł do finału Pucharu Polski kobiet.
Potem przyszedł czas na międzynarodowe doświadczenia. Niemcy, 2. Bundesliga kobiet i
uczestnik w programie „Bundesliga Trener”. Myślę, że to tam nauczył się precyzyjnego
planowania, typowego dla niemieckiej inżynierii. 😉 Po drodze był Real Madryt i
skautingowe doświadczenie oraz Chiny. To wszystko jak mówi sam trener otworzyło przed
nim nowe spojrzenie na futbol. Powrót do Polski przyniósł kolejne wyzwania. Najpierw Warta Gorzów, a potem Znicz Pruszków, gdzie pokazał, że potrafi nie tylko awansować i utrzymać zespół w lidze, ale też zbudować kulturę pracy, która wykracza poza suche wyniki. To było preludium do tego, co dziś widzimy w Płocku, czyli klub, który rośnie w siłę dzięki człowiekowi, który rozumie piłkę na wielu poziomach.
Wisła Płock – odważny ruch i mądra decyzja klubu
Czerwiec 2024. Wisła Płock przechodziła trudny okres po historycznym spadku z
Ekstraklasy i nie dostaniu się nawet do baraży, aby powalczyć o powrót do elity. Klub
potrzebował odbudowy mentalnej, kogoś kto postawi nowe wyzwania i przede wszystkim
kogoś kto będzie miał pomysł na zespół i odniesie z nim sukces w postaci awansu. Kogoś
świeżego, ale już w miarę doświadczonego. Kogoś, kto umie łączyć tradycję z
nowoczesnym podejściem do futbolu. Wybór padł na Mariusza Misiurę. Kontrakt do 2026
roku, z opcją przedłużenia i od pierwszego dnia widać było pomysł na zespół. Misiura
przyszedł nie po to, by błyszczeć, ale by układać. Najpierw struktura w sztabie, jasne role,
klarowny model gry. Od pierwszych sparingów było widać jego rękę. Pressing, ustawienie
3-5-2 z planem i dyscypliną. Zero paniki, zero improwizacji na kolanie, a każdy ruch
przemyślany i każdy detal taktyczny dopracowany. Efekt? Zespół nie tylko lepiej wyglądał na boisku, ale też zaczął budować charakter. Pewny siebie, konsekwentny, gotowy stawić czoła każdemu rywalowi. Wisła Płock postawiła na człowieka, który wie, że w piłce zmiany nie przychodzą z dnia na dzień, lecz powstają dzięki cierpliwej pracy i konsekwencji. Brawo dla klubu! Nie przestawajcie wierzyć w ten projekt, nawet jak przyjdzie seria porażek!
Taktyka, styl, mentalność – jak w szwajcarskim zegarku
Mariusz Misiura to nie trener, który wprowadza jedną, ulubioną taktykę i trzyma się jej jak
mantry. Potrafi zmienić pressing w przerwie meczu, a nawet w czasie jego trwania,
dopracować detale tak, że drużyna po powrocie na boisko wychodzi i wygląda jak zupełnie
nowy zespół i z 0:1 wychodzi na 2:1 jak, chociażby w meczu z Rakowem. Zawodnicy
podkreślają, że przekaz jest prosty, ale konkretny, czyli żadnej „filozofii dla filozofii”. Ważne
jest też skupienie i pokora. Np. po zwycięstwie z Legią nie było wiwatów i hucznych okrzyków w stylu „Jesteśmy najlepsi!”. Był chłodny, rzeczowy komunikat od trenera: „Fajnie, ale teraz skupiamy się na kolejnym meczu. Liga jest długa.” Twarde stąpanie po ziemi, czyli coś, czego w polskiej piłce często brakuje, a co w Płocku daje drużynie solidne fundamenty. Efekt na razie, jest taki, że Wisła nie tylko zdobywa punkty, ale buduje mentalność zespołu, który nie da się zwieść chwilowym sukcesom i mam nadzieję, że będzie umieć trzymać koncentrację przez całą rundę. W mojej ocenie to bardzo fajne połączenie taktyki, stylu i mentalności, działające jak precyzyjny, szwajcarski zegarek.
Przypadek? Nie, efekt!
Bilans mówi sam za siebie. Po siedmiu kolejkach Wisła Płock zajmuje pozycję lidera tabeli, z bilansem meczów 5-1-1, ma najmniej straconych bramek i regularnie punktuje z faworytami. I to wszystko jako beniaminek. Myślę, że to nie jest chwilowy sukces ani „pompowanie balonika”, ale to rezultat ciężkiej, przemyślanej pracy całego sztabu i zespołu. Każdy zawodnik zna dokładnie swoją rolę na boisku, rezerwowi wchodzą na płytę murawy świadomi zadania, a kibice wreszcie oglądają drużynę, która nie gra na alibi, czyli laga na Lew… yyy, Sekulskiego. Każdy ruch na boisku, każdy pressing, wszystko ma swój cel. Wisła Płock stała się zespołem, gdzie solidność, dyscyplina i zrozumienie gry przynoszą efekty w tabeli, jak i na trybunach, gdzie średnia widzów na stadionie na ten moment wynosi ponad 11 tysięcy!
Człowiek, nie tylko trener
Trener Misiura często powtarza, że piłka nożna to nie laboratorium. Tu w grę wchodzą
emocje, życie prywatne, a czasem ciemniejsze jego strony. Np kiedy w maju tego roku jego
żona i syn padli ofiarą rasistowskiego incydentu, to Misiura nie zamiatał sprawy pod dywan.
Powiedział głośno: „To trzeba nagłośnić. Nie chodzi o mnie, chodzi o to, żeby to się nie
powtarzało.” Ale co najważniejsze to, że w tym wszystkim zachował spokój i klasę bez
patosu i teatralności. Po prostu normalność, której tak często brakuje w środowisku
piłkarskim. Misiura pokazuje, że bycie trenerem to nie tylko taktyka i wyniki, ale też
odpowiedzialność i empatia wobec ludzi. Często powtarza, że piłkarze to nie maszyny i
każdy z nich również może mieć trudniejszy moment w swoim życiu. On to rozumie i w ten
sposób sprawia, że szatnia jest za Nim. To widać i czuć przede wszystkim na boisku.
Ambicje tak, ale realne. Mariusz Misiura nie snuje wizji, że Wisła Płock zdobędzie Europę w dwa sezony. Zamiast tego mówi o rozwoju i stabilizacji, o tym, żeby klub szanował swoją historię, dawał kibicom radość, a sam stara się dawać piłkarzom klarowne, osiągalne cele. Nagrody? Już był trenerem miesiąca w Ekstraklasie. Cele? Przede wszystkim realne. Budowane krok po kroku, a nie w oparciu o chwilową euforię czy jednorazowy sukces.
Dlaczego to działa?
Bo to nie jest historia o farcie, tylko o rzemiośle. To historia o człowieku, który się uczył, jeździł, obserwował, popełniał błędy i wyciągał wnioski. A potem wziął się za nasz zespół i
zaczął od podstaw. Spokojnie, konsekwentnie, krok po kroku. Misiura rozumie, że klub to nie tylko jedenastka wybiegająca na boisko. To struktura, komunikacja, relacje z kibicami, rozwój młodzieży, mądre transfery i kultura pracy, która przetrwa dłużej niż jeden sezon. Właśnie dlatego w Płocku to działa, bo to nie efekt przypadku, tylko dobrze wykonanego planu.
Podsumowując
W mojej ocenie Wisła Płock nie jest liderem przez przypadek. To efekt tego, że klub znalaz
człowieka, który dokładnie wiedział, co zrobić, by drużyna grała mądrze, skutecznie i z
charakterem. Mam nadzieję, że Mariusz Misiura nie jest nową twarzą na dwa sezony, którą za chwilę zdmuchnie pierwsza gorsza seria wyników i o to apeluję do zarządu. Bo to trener, który pokazuje, że w polskiej piłce wciąż jest miejsce na profesjonalizm, pokorę i ambitny projekt budowany z głową, a nie na gorąco i pod presją.
Drodzy kibice Wisły Płock. Przed nami bardzo ważne spotkanie z Cracovią. Trener często
powtarza też, jak ważne jest wsparcie z trybun. Do tej pory frekwencja jest super. Niech tak będzie dalej! 💙🤍💙💪

Mój klub, moje serce, moja Wisła Płock
Oprócz tego mąż, ojciec i bimbrownik!

