Z Krakowa na tarczy, czyli jak samemu rzucać sobie kłody pod nogi.

Drugi tegoroczny wyjazd do Krakowa zakończył się dla Nafciarzy porażką. O ile po meczu z Wisłą Kraków mogliśmy mówić o porażce w dobrym stylu, tak po spotkaniu z Wieczystą nie ma nawet jednego światełka w tunelu. No chyba, że z oddali zbliża się rozpędzona lokomotywa.

„Zawiedli piłkarze i sztab szkoleniowy”

To dosłowny cytat z konferencji prasowej po porażce z Wieczystą Kraków. Te słowa Adama Majewskiego długo jeszcze dźwięczały mi w głowie, szczególnie dlatego, że za nami 3 tygodnie przerwy na kadrę, a Wisła po nich wygląda fatalnie. Druga sprawa, chociaż zaraz ktoś powie, że się czepiam, zabrakło mi powiedzenia wprost, JA TEŻ ZAWIODŁEM. „Zawiedli piłkarze i sztab”. Wiem, że to tylko puste słowa tak samo jak te często powtarzane przez trenerów o braniu odpowiedzialności za porażki. Bo jakaż to jest brana odpowiedzialność? Jednak fajnie by było usłyszeć, że trener widzi swoją winę w porażce. Chociaż, patrząc na Adama Majewskiego z boku, i słuchając głosów z wewnątrz klubu, nasz trener do błędów przyznaje się niezwykle rzadko. A ty w Krakowie było na moje oko bardzo dużo. Niektóre chyba niewytłumaczalne dla postronnego kibica, bez znajomości wiedzy tajemnej.

Chciałbym tu zacytować słowa Alberta Einsteina, który powiedział kiedyś, że „Tylko wariat robi wciąż to samo i oczekuje różnych rezultatów” . Bo właśnie te słowa idealnie oddają kolejne mecze w wykonaniu Nafciarzy. Fabian Hiszpański w środku pola? Krystian Pomorski do ratowania wyniku? Said Hamulić pierwszy z ławki? Przecież my to już wszystko widzieliśmy…efekty też znamy doskonale. Widać, nie wszyscy. Zaraz się podniosą głosy, że przecież nie znamy diagnozy tych ruchów. Bo może na ławce siedzą piłkarze z kontuzjami, nieprzygotowani, albo w ujęciu trenera Majewskiego za słabi na Wisłę Płock. Dla mnie jednak, trzymanie na ławce Savvidisa, Kuchko czy dalsze obrażanie się na Króla to jest działanie na szkodę zespołu. I może się na mnie trener Majewski obrazić jeszcze bardziej. Ktoś chyba musi co jakiś czas sprawdzić to wszystko na ziemię i jak widać ta rola przypadła w tym sezonie mi.

Wygrane nie czynią nas mistrzami.

To zdanie chciałbym, żeby wisiało w biurze szkoleniowca Nafciarzy, bo mam wrażenie, że 6 punktów w ostatnich dwóch meczach sprawiło, iż zapomnieliśmy o tym. Tą samą myśl zalecam też kibicom. Przypomnienie jej sobie co jakiś czas nikomu nie zaszkodzi. A wręcz przeciwnie, może pomóc. Do meczu z Wieczystą przystąpiliśmy chyba jako moralni wygrani, niestety boisko szybko nas sprowadziło na ziemię. Najgorsze jest to, że już widząc skład na to spotkanie miałem w gardle gorycz porażki. Duet Tavares – Prsir przeciwstawiony dwójce Christiansen – Maigaard. Do tego na „10” dwóch skrzydłowych. No i cofnięcie się do ultra głębokiej defensywy w takim zestawieniu. Oddaliśmy Wieczystej piłkę, ok… decyzja zrozumiała, szkoda tylko że na tle tak wolno rozgrywającego rywala, my ruszaliśmy się jeszcze wolniej. Pierwsze przyspieszenie w pressingu nastąpiło w 4. minucie, za sprawą osamotnionego Sidneya Tavaresa. Kabowerdeńczyk był po tej akcji mocno rozgoryczony, do tego stopnia, że kolejnego sygnału do ataku na rywali już nie dał. Wisła weszła w ten mecz z hasłem, niech się rywal wybiega, my będziemy bronić. No i super, tylko czemu w dziewięciu we własnym polu karnym? Nafciarze cofali się do tego stopnia, że w 10. minucie przed naszym polem karnym faulował wracający Łukasz Sekulski, a w tej sytuacji za linią piłki był niemal cały jego zespół. Gorzej od nas w piątkowy wieczór prezentowali się jedynie komentatorzy. Jakże miło było usłyszeć, że „Wisła punktuje gorzej niż wskazują na to wyniki”, ewentualnie „Wisła nie przegrała od 3 lat meczu w Ekstraklasie, jeśli pierwsza strzelała gola”. Chociaż w tym drugim jest ziarnko prawdy. Wprawdzie gramy w najwyższej klasie rozgrywkowej drugi sezon z rzędu, jednak w tym 2024/25 też w ESA meczu nie przegraliśmy. Żeby wyłącznie nie znęcać się nad tym meczem, warto podkreślić, że w 20. minucie Nafciarze stworzyli sobie pierwszą bardzo dobrą sytuację w tym spotkaniu. Po ładnej akcji prawą stroną, piłkę przed bramkę posłał Samuel Akere. Niestety skończyło się jedynie na jęku zawodu po kontakcie z piłką Łukasza Sekulskiego. Z czasem gracze z Krakowa zaczęli coraz częściej oddawać piłkę Nafciarzom i czekać na kontrataki. W 34. minucie taktyka ta przyniosła pożądany efekt. Strata Sidneya Tavaresa i długie podanie do Lucasa Pizaona zakończyło się golem otwierającym wynik. Warto podkreślić, że krakowianie wyszli z akcją trzech na dwóch, a Wisła broniła duetem Kun – Kobacki. Niestety żaden z Nafciarzy nie był nawet blisko powrotu za piłką. Asystę przy tym golu zanotował Jose De La Rosa.

Po zmianie stron Wieczysta jeszcze bardzie zdominowała mecz. Najpierw akcja Eftymisa Koluorisa zakończona skuteczna interwencją obrońców Wisły, a kilkanaście sekund później bardzo groźne uderzenie głową Aleksandara Djermanovicia i tylko Rafał Leszczyński wie, jakim cudem zatrzymał w tej sytuacji piłkę. W 60. minucie na boisku pojawił się Said Hamulić, i on też zostawił kibiców ze sporą zagadką. Jak można było w 62. minucie nie wykorzystać sytuacji w której piłkę wykładał mu jak na tacy Marcus Haglind-Sangre. Nie minęło 5 minut i już niewykorzystana sytuacja się zemściła. Szybka akcja gospodarzy, piłka dociera do Semedo a ten wobec biernej postawy defensywy Wisły decyduje się na mierzony strzał z którym Rafał Leszczyński nie miał większych szans. Do końca meczu Wisła stworzyła sobie jeszcze jedną okazję na trafienie chociaż honorowe. Niestety po rzucie rożnym z 77. minuty nie udało się wepchnąć piłki do siatki. Piłkarze z Krakowa zrobili to natomiast jeszcze dwukrotnie, chociaż raz w sposób nieprzepisowy. W obu akcjach niezwykły udział zaliczył Fabian Hiszpański w roli środkowego pomocnika. Przy nieuznanym golu tak się poszarpał w polu karnym z Karolem Filą, że koniec końców staranował Rafała Leszczyńskiego, a przy okazji gola na 3:0 bardziej był w środku pola zainteresowany pozyskaniem koszulki gracza Wieczystej niż piłki.

Swoje chłopaki, nie muszą być eleganckie

Możemy sobie dyskutować, nad tym że fajnie jest grać wychowankami, fajnie jest grać chłopakami z Płocka. Problem jednak polega na tym, że na boisku liczy się jakość, a nie miejsce urodzenia, czy sympatia kolegów. Nie jestem w stanie uwierzyć, że Fabian Hiszpański da więcej piłkarsko niż Kyriakos Savvidis czy nawet Gleb Kuchko. Ale myślę, że trener Majewski będzie potrzebował jeszcze bardzo dużo czasu, żeby do tego dojść. Bo o to, że Michał Król się nawet na ławce rezerwowych w barwach Nafciarzy nie pojawi to jestem spokojny. Martwi mnie tylko niemiłosiernie przyszłość Gleba, który kolejny rok w Płocku straci, bo nikt mu szansy nie da. Miał być wielki talent, zabrakło odwagi i zaufania. Przegrał chłopak z kolesiostwem i układami. Szkoda, bo tak się przyszłości nie zbuduje. W Wiśle bardziej teraz rządzi przeszłość. Wymuszanie na piłkarzach czegoś poprzez odsuwanie ich od gry pachnie mi nie tylko sabotażem, ale i latami ‘90. Pytanie tylko, jak długo Wisła to wytrzyma?

Kopnij dalej

Dodaj komentarz