Orlen SS.A.: spotkanie kibiców z prezesem. Mecze jak pogrzeby [RETRO]

Gorąco było podczas spotkania kibiców pierwszoligowej drużyny piłkarzy nożnych z Płocka z prezesem klubu sportowego Orlen SS.A. Nie obyło się bez gorzkich słów krytyki pod adresem władz klubu, trenera i zawodników, szczególnie za mecz z Odrą Wodzisław, w czasie którego płocka jedenastka wykazała całkowity brak “ducha walki”. Spotkanie, które odbyło 23 sierpnia na stadionie nie przyniosło jednak wyjaśnienia wątpliwości najwierniejszych kibiców.

Spotkanie rozpoczęło się od drobnego „zgrzytu”. Spotkanie mogło się nie odbyć, ponieważ, według rzecznika prasowego klubu, “ktoś zabrał krzesełko”. W końcu liczna grupa kibiców oraz prezes Krzysztof Gawłowski, trenerzy Albin Mikulski i Bogusław Baniak oraz czterej zawodnicy: Robert Wilk, Dariusz Romuzga, Marek Saganowski i Bartosz Jurkowski przeszli na trybunę główną, gdzie rozpoczęła się burzliwa rozmowa. –

Na meczach jest jak na pogrzebie. Wszyscy mamy w tym udział. Musimy zrobić coś, żebyśmy po każdym meczu byli zadowoleni. Nie ma znaczenia jak wygląda logo czy flaga klubu – rozpoczął prezes Gawłowski.

Już na samym początku wiele emocji wzbudziła, według kibiców bezsensowna, zmiana nazwy i barw klubowych.

To sponsor strategiczny zdecydował o zmianie nazwy i barwach klubowych – odpowiadał prezes.

Dlaczego zrobiono koszulki, na których nie widać numerów zawodników? – kibice nie dawali za wygraną.

Nie wiemy dlaczego na koszulkach nie zrobiono czarnych numerów. To pani dyrektor Majchrzak tak zdecydowała – ripostował prezes.

Drużyna jest w klubie, a nie w dziale marketingu koncernu – kibice nie mogli zrozumieć, dlaczego władze klubu nie przeciwstawiły się takiej decyzji, jeżeli w ogóle ktoś ją kiedykolwiek podjął. Dwugodzinne spotkanie kręciło się wokół różnych tematów i często przybierało burzliwą formę.

W końcu dojdzie do tego, że będziemy mieli najładniejszy stadion w kraju, a nie będziemy mieli drużyny. Zmieniają się w klubie trenerzy i prezesi, ale pewni ludzie niezależnie od zmian wciąż tu są. Jeżeli pan korzysta, panie prezesie, z ich rad, to odnoszę wrażenie, że albo źle radzą, albo się na tym w ogóle nie znają – ta wypowiedź starszego mężczyzny została przez kibiców nagrodzona oklaskami. Zaczynam wątpić w wasze umiejętności treningowe, panowie trenerzy. Zostały zakupione gwiazdy, ale wcale nie błyszczą. Nie wolno rozgrywać takich spotkań jak mecz z Odrą Wodzisław. Po meczu trener Mikulski powiedział, że drużyna przespała pierwszą połowę. Po co śpiąca drużyna wychodzi na boisko? Poprzedni trener rozwalił drużynę. Musi pan panie Mikulski wziąć pod uwagę mecz ze Stomilem. Jeżeli przegracie powinien pan zrezygnować. Wybaczymy panu każdą przegraną, ale nie ze Stomilem. Dla mnie Orlen to orzeł i róbcie z tego orła a nie wronę.

Uważam, że problemem nie są działacze czy trenerzy. Problem leży w zawodnikach. Może potrzebna im jest pomoc psychologa – mówiła jedna z kobiet obecnych na spotkaniu. Jak wiadomo płocki stadion od kilku spotkań jest najcichszym stadionem w kraju. Całkowicie brakuje dopingu. Winą za to obarczali się wszyscy nawzajem.

Ważne, żebyście byli z nami nie tylko wtedy kiedy wygrywamy, ale też kiedy przegrywamy. Przegrana z Odrą to nasza wspólna sprawa i wszyscy ponosimy za to odpowiedzialność. To trener ustawia drużynę. Nasza drużyna ledwo się utrzymała i musi się jeszcze wiele uczyć. Do drużyny przyszło czterech nowych ludzi. Jeszcze wiele wysiłku i potu musimy włożyć – powiedział Albin Mikulski. – Wkładam w pracę serce i wierzę w zawodników i prezesa. Cieszę się, że jestem w waszym Płocku. Kibice chcieli wiedzieć, kiedy w dobrej formie zobaczą Bartosza Jurkowskiego i Marka Saganowskiego.

Z mojej strony może jest to proces adaptacyjny. Obawiałem się reakcji kibiców przed moim przyjściem do Płocka. Już na sparingu z Polonią usłyszałem “Jurkowski do Stomilu”. Kiedy wróciłem z rodziną do domu nie chciało mi się z nikim rozmawiać. Kiedy w Olsztynie przez rok grałem za darmo, myślałem, że jestem twardy, ale w Płocku potwierdziły się moje obawy – odpowiadał Bartosz Jurkowski. – Kiedy wychodzimy z szatni to jest pełna mobilizacja. Do Płocka przyszedłem po to, żeby zrobić krok do przodu i taki krok zrobiłem, ale nie robi się go w ciągu pięciu minut.

W najbliższym czasie powinienem grać dobrze. Miałem podobne przypadki jak Bartek. Myślę, że jest to kwestia odblokowania się – dodał Marek Saganowski, który na początku spotkania otrzymał od prezesa Gawłowskiego puchar za strzelenie setnej bramki w rozgrywkach płockiej jedenastki w I lidze piłki nożnej. Jak widać psychiczny powód niepowodzeń piłkarzy z Płocka przypadł bardzo do gustu zawodnikom. W podobnym tonie była wypowiedź Dariusza Romuzgi.

W meczu z Odrą zagrałem słabo, prosiłem o zmianę, ale limit był wyczerpany. Bramka padła po moim błędzie. Jest tak że nie możemy wygrać na wyjazdach. Coś w tej kwestii trzeba zrobić. Jeżeli przynajmniej z Polonią uda nam się zremisować to może będziemy wygrywać i na wyjazdach i u siebie – powiedział Romuzga.

Kibice chcieli wiedzieć dlaczego Romuzga jest wystawiany jako kryjący obrońca a nie pomocnik – przecież ten facet nie wytrzymuje kondycyjnie. Dlaczego pan trenerze nie da mu szansy w pomocy – pytali.

Darek Romuzga jest doświadczonym zawodnikiem, a na takich piłkarzach opiera się defensywę. Radził sobie nieźle, ale też popełniał błędy. Już miał szansę grać w pomocy i taką szansę będzie jeszcze miał – odpowiedział Albin Mikulski.

Tak miały wyglądać numery i nazwiska na koszulkach.

Kibice pytali prezesa, dlaczego brakuje biletów ulgowych – a może wydać decyzję, że dzieci do 15 lat pod opieką dorosłych wchodzą za darmo.

Na pewno będzie więcej biletów ulgowych. Wystosowaliśmy też list do dyrektorów szkół, że dzieci do lat czternastu będą bezpłatnie wpuszczane na stadion na podstawie list podpisanych przez dyrektora szkoły oraz ważnych legitymacji. Z dziećmi będzie musiał być też wychowawca odpowiedział prezes Gawłowski.

Panie prezesie, któremu nauczycielowi, za osiemset złotych miesięcznie, będzie się chciało pilnować dzieci jeszcze w sobotę czy niedzielę? – ripostowali kibice. – Musicie wymyślić coś innego.

Ale to mają być grupy zorganizowane – mimo wszystko prezes Gawłowski nie mógł zrozumieć, że grupą zorganizowaną uczniów jakiejkolwiek szkoły musi się opiekować nauczyciel.

Kibice mieli też pretensje do siebie nawzajem.

Dlaczego najpierw wygwizdujecie przyjezdnych kibiców, naszą drużynę i prezesa – pytał młody człowiek swojego rówieśnika, który wyraźnie należał do grupy płockich szalikowców.

Bo tak już jest. Jakby ciebie wyzywali i kopali też tak byś robił. Dlaczego nie jeździcie z nami na mecze. Tutaj sobie trochę pokrzyczycie i uważacie się za kibiców – odpowiadał mu tamten.

Dlaczego nie można chodzić dookoła stadionu. Przychodzimy godzinę przed meczem i chcemy rozprostować gnaty, a “bulteriery” nas nie puszczają – pytali prezesa kibice.

Ze względów bezpieczeństwa. Nie będę zajmował się realizacją głupich pomysłów niemających podstaw prawnych i zagrażających zdrowiu i życiu – odpowiedział Krzysztof Gawłowski.

Pozamykaliście nas w klatkach. Tyle lat można było przechodzić, a teraz nagle nie wolno. Zawsze było spokojnie. Przychodzą matki z dziećmi. My chcemy porozmawiać z kumplami – kibice nie dawali za wygraną –

To chcecie, żeby było z pięć trupów. Lepiej zapobiegać – odpowiedział prezes Gawłowski, chociaż nikt nie wspominał o ofiarach śmiertelnych, kibice zaznaczali jedynie, że płocki stadion jest najspokojniejszy w kraju.

Część kibiców chciała zabrać prezesa na wyjazd – zobaczy pan jak nas traktuje policja.

Prezes zgodził się opłacić autokar, pod warunkiem, że będzie osoba, która pokryje ewentualne szkody.

Dlaczego nie wolno wywieszać flag. Kibice Polonii mogli wnosić flagi i race a nam się na to nie pozwala – pytali kibice. Chcieli też wiedzieć czy spiker będzie na meczach trzeciej ligi. – Kiedy wreszcie będzie spiker z prawdziwego zdarzenia, bo ten, który jest teraz się nie nadaje.

Jeżeli ktoś z państwa czuje się na siłach, to proszę bardzo wyślę taką osobę na kurs do PZPN-u – odpowiedział Krzysztof Gawłowski.

Po blisko dwóch godzinach gorącej rozmowy wyraźnie rozdrażniony prezes zakończył spotkanie, obiecując kolejne za miesiąc.

Jacek Danieluk
Fot. D. Ossowski

Relacja ukazała się w 35 numerze Tygodnika Płockiego z 29 sierpnia 2000 roku.

Kopnij dalej

Dodaj komentarz