Medalista bez piłki [RETRO WYWIAD]

Z Arturem Wyczałkowskim, byłym (aktualnym?) piłkarzem Petrochemii Płock rozmawia Tomasz Szatkowski.

Jak to możliwe, że młody, 19- letni piłkarz, który ma w swojej kolekcji tytuł Mistrza Europy, nie trenuje dzisiaj w żadnym klubie?

Po meczu z Wisłą Kraków podczas rundy jesiennej tegorocznych rozgrywek doszło do rozmowy z działaczami i trenerem Stefaniakiem. Stwierdzono, że nie nadaję się do gry, że muszę się jeszcze dużo od niektórych uczyć. Powiedziano, że zostanę odsunięty do II zespołu. Do klubu przyszedł mój tata, doszło do decydującej rozmowy. Mnie przy tym nie było, powiedziano, że jest to rozmowa męska, a ja jestem za młody.

I wówczas opuściłeś klub bez pożegnania, wyjeżdżając do Niemiec…

To nie było tak. Po rozmowie z rodzicami stwierdziłem, że nie ma sensu zostawać tutaj, bo w II zespole nie ma możliwości nauczenia się czegokolwiek. Nie ma od kogo. Tam są kłopoty ze skompletowaniem składu na mecz. W tym czasie przebywał w Polsce mój wujek z Niemiec, który miał znajomego trenera w drugoligowym klubie niemieckim. Kiedy doszedłem do wniosku, że z klubem się nie dogadam, wyjechałem do Niemiec, do klubu Zwikau.

Jak długo tam przebywałeś?

Przez dwa miesiące. Trenowałem razem z zawodnikami tego klubu, między innymi z Jackiem Menzlem, który wcześniej występował w Pogoni Szczecin. Rozegraliśmy kilka sparingów, zapowiadało się całkiem nieźle.

Dlaczego więc wróciłeś do Płocka?

W międzyczasie kontaktowałem się z rodzicami prosząc o przeprowadzenie wstępnych rozmów z Petrochemią dotyczących mojego przejścia do Zwikau. W klubie niemieckim wyrażono zainteresowanie moją osobą. Jednak z tego co wiem, co powiedzieli mi rodzice, Petrochemia nie była zainteresowana takim rozwiązaniem sprawy. Zwikau bał się zaryzykować, bano się kar, konsekwencji tego, że będę grał mając nieuregulowane sprawy z poprzednim klubem.. Wróciłem do kraju. Od miesiąca chodzę na siłownię, basen, biegam wieczorami. I na tym polegają moje zajęcia sportowe.

Co twoim zdaniem było przyczyną opinii trenera Stefaniaka, że nie nadajesz się do gry w I zespole?

Nie wiem, z czego to wynikało. Może wpłynęło na to kilka przyczyn. Trener Kostka, który jeszcze w I lidze przyszedł w przerwie zimowej do Płocka, zabierał mnie na mecze wyjazdowe, na zgrupowania przedmeczowe, na przykład przed meczami z Olimpią czy Wartą. Jechałem tam jako 12-16 zawodnik. Było i tak, że dzień przed meczem dowoził jakiegoś zawodnika, ten wchodził do składu: na ławkę lub na murawę, a ja praktycznie przez 4-5 dni siedziałem bezczynnie na zgrupowaniu. Te zgrupowania były bez treningów, robiło się tylko jakąś tam siatkonogę. 1 w ten sposób ja pozostawałem bez gry. Nie grałem w I zespole i praktycznie nie grałem także w drugim, bo w tym czasie siedziałem na zgrupowaniu. W II zespole wystąpiłem tylko w 5 meczach przez całe pół roku. Niestety, jak się przez pół roku nie gra to się bardzo dużo traci. I potem na obozie w Gostyninie trudno mi było wkomponować się do zespołu. Tym bardziej, że ciągle wtedy pojawiały się nowe twarze, nie wiadomo było kto w ogóle będzie w drużynie grał. To jak ja mogłem wrócić do formy takiej, jaką miałem u trenera Wenerskiego? Zresztą, z tym trenerem potrafiłem się dogadać. Ten trener na mnie po prostu stawiał, pomagał mi, po treningach zostawał ze mną. Zaufał mi, chciał mi pomóc.

Trenerowi Kostce odmówiłeś podobno wyjścia na boisko…

To było przed ostatnim meczem w rundzie jesiennej ze Stalą Mielec. Trener pytał mnie, gdzie się najlepiej czuję. Odpowiedziałem, że jako defensywny pomocnik. Trener powiedział, że będę grał jako obrońca kryjący, powinienem się na tej pozycji sprawdzić, że mi da szansę. A wówczas nie mógł wystąpić Janusz Dec, o ile pamiętam z powodu kartek. Ja powiedziałem, że chciałbym spróbować zagrać na tej pozycji, na której zawsze grałem. A wtedy mógłbym pokazać trenerowi na co mnie stać. Bo był to zbyt ważny mecz, żeby cokolwiek zmieniać. W obronie jest większa odpowiedzialność, zawsze może się zdarzyć jakiś głupi błąd, który później wszyscy będą wypominać. I to może zdecydować o dalszej karierze. Kostka powiedział, że nie widzi mnie jako defensywnego pomocnika, bo są inni zawodnicy do grania na tej pozycji. W takim razie usiądę na ławce. Ja byłem psychicznie dobity. Wszyscy zawodnicy u trenera Kostki dostali szansę, wszyscy. A ja jako jedyny w żadnym meczu nie wystąpiłem.

Artur Wyczałkowski (drugi od prawej) na obozie kondycyjnym w Gostyninie

Czy w Gostyninie prowadziłeś z trenerem Stefaniakiem rozmowy odnośnie wizji zespołu?

Kiedy były mecze sparingowe, to trener Stefaniak wystawiał mnie jako defensywnego pomocnika. W tym czasie nie było Pawła Dylewskiego, bo wyjechał do Holandii na testy. A u trenera Kostki to Paweł grał na mojej pozycji. Kiedy Paweł wrócił z Holandii to trener mnie odsunął. Dał mi szansę na prawej obronie w meczu z Jeziorakiem. Nie najlepiej mi to wyszło. No i odsunięty zostałem od zespołu. Jeszcze tylko 4 minuty zagrałem z Wisłą Kraków. To był mój ostatni mecz w zespole Petrochemii. Wiem, że jestem młody, że mam wahania formy, tak jak na przykład ostatnio Marcin Gocejna. Ale jego nie odsunięto od zespołu. Grał połowy, wchodził na zmiany. A mnie przekreślono. – Masz pretensje, że chciano cię odsunąć do II zespołu. A przecież tylko tą drogą można było z powrotem trafić do I drużyny. – Uważam, że nie dano mi szansy udowodnienia przydatności w I zespole. Przecież nie wyszedł mi praktycznie tylko mecz z Jeziorakiem.

Chodzą słuchy, że jedną z przyczyn twoich kłopotów jest fakt, że za dużo słuchasz się innych, np. ojca, a za mało podejmujesz samodzielnych decyzji.

Mój wiek każe mi słuchać rodziców. Oni się mną zajmują, utrzymują mnie cały czas. Oni na pewno chcą dla mnie dobrze, żeby mi się w życiu powiodło.

Czy po powrocie z Niemiec rozmawiałeś z kimś z władz płockiego klubu?

Nie, z nikim.

Czy w takim razie nie jesteś zdania, że jakieś rezultaty przyniosłaby męska rozmowa między tobą a ludźmi, którzy zarządzają klubem? Byłaby to zapewne inna rozmowa niż ta. która prowadził twój ojciec.

Myślę że tak, ale nie zastanawiałem się nad tym teraz. Wiem, że w tej chwili zajmuje się mną pan menadżer Loska. Podobno od stycznia mam wyjechać do klubu niemieckiego, do II ligi. Pan Loska miał się dogadywać z tym klubem. Z panem Loską rozmawiałem 2 tygodnie temu w jego biurze w Warszawie. Stwierdził, że on będzie w moim imieniu kontaktował się z Petrochemią.

Czyli nie będziesz osobiście kontaktował się z klubem, liczysz na interwencję pana Loski?

Jestem praktycznie do tego zmuszony, podpisałem odpowiednią umowę i muszę czekać.

Chodzisz czasem na mecze Petrochemii?

Tak, widziałem się z kolegami. Rozmawiałem z Wojtkiem Małochą, Pawłem Kędzierskim. Pytali: co robię, gdzie w tej chwili jestem, czy nie żałuję…

Chyba zdajesz sobie sprawę, że gdybyś nawet wrócił obecnie do Petrochemii, to nie wejdziesz automatycznie do I zespołu.

Tak, wiem o tym. Czekałoby mnie mnóstwo pracy. Trzeba by było dla mnie opracować jakiś specjalny program szkoleniowy. Wiem, że to się wiąże z długim okresem czasu, ale jestem na to przygotowany. Ale wysokiej formy nie osiągnie się poprzez odsunięcie do U zespołu. Chciałbym trenować z I zespołem i jakby dodatkowo jeszcze grać na przykład w II zespole.

Od redakcji:

Rozmawialiśmy nieoficjalnie z niektórymi ludźmi z płockiego klubu. Twierdzy, że nie byłoby żadnych problemów, gdyby Artur przyszedł do nich, porozmawiał z nowym trenerem, gdyby chciał trenować…

Tomasz Szatkowski

Tygodnik Płocki Nr 49, 5 grudnia 1995

Kopnij dalej

Dodaj komentarz