Przepis na katastrofę

Zwykle katastrofy dzieją się niespodziewanie. Tak nagle, że człowiek nie ma żadnych szans, żeby im przeciwdziałać. Jest wobec nich bezradny, może wyłącznie liczyć straty. W tym przypadku mamy do czynienia z sytuacją, w której katastrofa może nastąpić niejako na własne życzenie. Wyproszona. Tylko dlatego, że ktoś wolał zaklinać rzeczywistość i nie widział tego, co nieuchronne. Łajba systemowo i metodycznie tonęła, a on mówił, że to tylko deszcz pada.    

Dwa miesiące temu popełniłem kilka słów Quo Vadis Trenerze Stano?

To było po meczu z Górnikiem. Właściwe to był akt oskarżenia wobec trenera. Średnia punktów jego drużyny od kilku miesięcy była niższa od 1 punktu / mecz, co z jednej strony było kompromitujące, z drugiej – świadczyło, że drużyna jest w systemowym kryzysie, a facet nie ma kawałka pomysłu, jak z niego wyjść. Oprócz tego ma swoich ulubieńców, których wystawia do składu niezależnie od formy, można mieć duże zastrzeżenia co do tego, czy potrafi zarządzać meczem i należycie reagować na wydarzenia podczas niego. Możecie się zgadzać lub nie – dla mnie to koszmarna laurka dla trenera. Ale liczyłem, że może ktoś przejrzy na oczy, zobaczy to, czego wcześniej nie widział, coś zmieni. Już wtedy byliśmy na równi pochyłej i powoli, ale systematycznie zsuwaliśmy się coraz niżej. Ale to był też czas, żeby coś zmienić i wyprowadzić łajbę na bezpieczny kurs. Katastrofa była absolutnie do uniknięcia. 

Od meczu z Górnikiem minęły 2 miesięcy, rozegraliśmy w tym czasie 7 meczów. Górnik też. Górnik po meczu z nami (wygranym!!!) zmienił trenera. Bilans Urbana za te 7 meczów to 5-1-1, czyli 16 punktów. A my? Zdobyliśmy w 7 meczach całe 5 pkt (bilans 1-2-4), z oszałamiającą średnią 0,7 pkt/ mecz. Zaskoczenie? Żadne. Jeżeli drużyna nie gra od pół roku i nie są wprowadzane żadne zmiany, dlaczego nagle ma zacząć grać? Podstawowa różnica jest taka, że po meczu z Górnikiem zajmowaliśmy 9. miejsce w tabeli, z przewagą 4 pkt nad ostatnim bezpiecznym miejscem, tak teraz zajmujemy ostatnie bezpieczne miejsce z przewagą 2 pkt nad miejscem spadkowym. Górnik był za nami w tabeli, a teraz jest 6.

Dwa miesiące temu pisałem też o minutach młodzieżowców do wyrobienia i o tym, że jeżeli konieczność „wyrobienia” minut połączy się z walką o spadek, może być niebezpiecznie.  A co wydarzyło się wczoraj? Ano wczoraj, w meczu o życie, chyba po raz pierwszy w sezonie, trener w wyjściowym składzie wystawił trzech młodzieżowców. Czym dla mnie pokazał, że:

  1. mylił się przez cały sezon, niewłaściwe wystawiając skład, 

albo 

  1. pomylił się w meczu o życie, niewłaściwie wystawiając skład,

albo 

  1. za wszelką cenę chciał wyrobić limit minut, wychodząc z założenia, że mecze z Rakowem u siebie, albo Cracovią na wyjeździe, będą łatwiejsze niż mecz ze Śląskiem.

Możecie się zgadzać lub nie, dla mnie każdy z tych punktów jest punktem dyskwalifikującym.

Chyba, że to nie był mecz o życie. To o co? Jak czytałem wywiady z ludźmi z klubu, miałem wrażenie, że nie dociera do nich powaga sytuacji. Łajba systematycznie tonie od kilku miesięcy, a oni tego nie widzą?  Spokojnie, bo mamy 5 pkt przewagi?  Nie znali terminarza? Nie potrafią liczyć? Nie widzą, że gramy fatalnie i nie punktujemy? Nie wiedzą, że po meczu ze Śląskiem, Śląsk gra z Miedzią, a my z Rakowem i w ciągu tygodnia z + 5 punktów może się nagle zrobić minus 1? Przed ostatnią kolejką na wyjeździe? I nawet zwycięstwo z Rakowem, co w obecnej sytuacji wydaje się nieśmiesznym żartem, może nam nie dać utrzymania? 

Po wczorajszym meczu czytam zastrzeżenia do piłkarzy. Być może w części zasadne. Ja się tylko zastanawiam, że jeżeli piłkarz jest pod formą od pół roku, dlaczego akurat ma być w formie 13 maja? I jeżeli szefowie klubu generalnie bagatelizują sytuację, piłkarze mają jej nie bagatelizować? Pewnie powinni, ale zwykle ryba psuje się od głowy i nawet małpa w cyrku wystąpi tak, jak zostanie wytresowana / wytrenowana. Także od strony mentalnej, która w naszym przypadku od dłuższego czasu leży. 

Nie, panowie sternicy klubu. Ta drużyna nie ma ładnego stylu, bo ta drużyna nie ma żadnego stylu. Jedyny styl, jaki mi się kojarzy z tą drużyną, to styl przegrywów, których jest w stanie załamać najprostsze niepowodzenie. I nie dość, że drużyna nie ma stylu, to nie ma też perspektyw. We wczorajszym meczu, średnia wieku pierwszej jedenastki wyniosła prawie 28 lat, z 6 piłkarzami w wieku 30+.  

Nie, trenerze. Ta drużyna nie potrafi grać w piłkę, za co – przynajmniej moim zdaniem – jej trener przede wszystkim ponosi odpowiedzialność. Oczywiście można wierzyć, że jest w stanie z kimś wygrać, w końcu w ostatnich 15 meczach udało nam się to 2 (słownie: dwa) razy, czyli nie jest to niemożliwe. Ale równie dobrze można wierzyć, że uczeń, który systematycznie nie daje sobie rady z matematyką na poziomie V klasy szkoły podstawowej, zda z tej matematyki maturę rozszerzoną. Wierzyć można, tylko po co? Żeby zaklinać rzeczywistość?  

Ciągłe zaklinanie rzeczywistości grozi nam tym, że obudzimy się w I lidze. Mecz na otwarcie stadionu z Kotwicą Kołobrzeg i trenerem Bartoszkiem po drugiej stronie barykady swoją drogą będzie miał swój (dość upiorny) urok. Zaklinanie rzeczywistości może być całkiem fajne, problem w tym, że prędzej, czy później (a raczej prędzej), ta rzeczywistość cię dogoni i pokaże ci prawdziwe oblicze.

Ta drużyna jest w kryzysie od pół roku i było milion okazji, żeby podjąć jakiekolwiek działania zmierzające do uzdrowienia sytuacji. Nikt nie jest nieomylny, błędne decyzje się zdarzają. Ale dobrze w odpowiednim czasie do błędnych decyzji się przyznać i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Zapewniam, to jest lepsze niż zaklinanie rzeczywistości. Bo podjęcie decyzji we właściwym czasie może katastrofie zapobiec, nieustanne zaklinanie rzeczywistości nieuchronnie do tej katastrofy doprowadzi.

Obawiam się, że czas na decyzje w tym sezonie już minął i właściwie zostaje modlitwa. O ile Pan Bóg jest Nafciarzem. 

Kopnij dalej

Dodaj komentarz