To już jest koniec, nie ma już nic ….

… śpiewały kiedyś Elektryczne Gitary. Nam do śpiewu nie jest. Raczej dominuje wkur…nie, frustracja, dla niektórych – do końca zaklinających rzeczywistość – może niedowierzanie. Dla mnie nie jest to żadna niespodzianka, raczej nieuchronna kolej rzeczy.

Pisałem o tym dwa miesiące temu:

pisałem dwa tygodnie temu:

 

Więc spadek mnie nie zdziwił, bo stało się to, co stać się musiało. Oczywiście w dość prosty sposób można było tego uniknąć, zwalniając trenera jakieś dwa miesiące wcześniej, tak jak to zrobili choćby w Górniku, Śląsku, Jagiellonii czy Stali. Wówczas można było ligę uratować. Niestety ci, którzy niektóre rzeczy powinni dostrzec jako pierwsi, nie widzieli ich do końca. Dlatego do tej roboty po prostu się nie nadają i powinni z klubu odejść.    

I nie sam spadek mnie irytuje najbardziej, bo to się może zdarzyć, ale jego okoliczności. Spadliśmy w strasznie głupi, dziecinny, naiwny sposób, tylko dlatego, że niektórzy uparli się, żeby swoje dzieło, które okazało się dziełem zniszczenia, kontynuować do końca.  A jak ktoś się uprze i przy okazji jest ślepy, zostaje modlitwa. Niestety, Pan Bóg nie okazał się Nafciarzem.  


Po meczu ze Śląskiem chyba do niektórych dotarła groza sytuacji. Gratuluję refleksu szachisty. Tylko wówczas nie było już czego ratować. My nie spadliśmy wczoraj, spadliśmy po meczu ze Śląskiem. I tak jak niektórzy nie widzieli przez wiele miesięcy tego, co nam grozi, spadku, który wówczas nastąpił także nie dostrzegli. Dla mnie zmiana trenera na dwie kolejki przed końcem była wyłącznie aktem desperacji i rozpaczy. Bo nie ma takiego trenera na świecie, który byłby w stanie w dwa mecze (z czego jeden z Rakowem) wyciągnąć drużynę nie tyle z dołka, w jakim się znalazła, ale z dna, na którym się ochoczo umieściła. Dlatego Nadolski odmówił przejęcia sterów, Ojrzyński podobnie, bo każdy kto ma odrobinę oleju w głowie i pojęcia o piłce, wiedział, że to jest misja niemożliwa. Saganowski się zgodził, bo niezależnie od tego, że spadł, to i tak awansował. Nowy sezon zamiast w II lidze w Siedlcach, rozpocznie w I lidze w Płocku.

Ja się tylko zastanawiam, ilu jeszcze potencjalnych kandydatów odmówiło i czy Saganowski był wyborem trzecim, siódmym, czy może dwunastym. A jeśli siódmym (albo dwunastym?), to trudno oprzeć się wrażeniu, że jest trenerem z konieczności, a nie z wyboru. Moim zdaniem, skoro spadek był nieunikniony, trzeba było dać nieudacznikowi na ławce doprowadzić sezon do końca, niech dokończy dzieła zniszczenia i skonsumuje danie, które sam upichcił, a następnie po sezonie rozejrzeć się za wyborem trenera. Bardziej świadomym i roztropnym, a nie poszukiwanym w akcie rozpaczy i desperacji.

Prowadząc jakikolwiek biznes, klub sportowy, cokolwiek, dobrze jest też mieć jakiś plan. Plan A, ale najlepiej też mieć plan B i może nawet C. Zatrudnienie Saganowskiego świadczy o tym, że nikt w klubie nie miał kawałka planu na cokolwiek. Gdyby Saganowski był elementem jakiegokolwiek planu na przyszłość, przecież tydzień wcześniej (czy dwa) nie przedłużałby swojego kontraktu w Siedlcach.

Swoją drogą, w prawidłowo działającym klubie, najpierw powoływany jest prezes, potem dyrektor sportowy, a na końcu trener. Mam nadzieję, że prezes i dyrektor swoją misję zakończyli i pożegnają się z klubem (z mojej strony bez żalu). Więc w nowy sezon wchodzimy z trenerem i (być może) bez prezesa. Czyli tak jakby budujemy struktury od du…y strony. A co będzie, jak nowemu prezesowi Saganowski się nie spodoba? I tak będziemy w kółko?  

Misja ratunkowa nie mogła się powieść, więc wczorajszy mecz wyglądał mniej więcej tak.

Albo tak (jeśli ktoś chce się bardzo katować).

Drugie swoją drogą – zastanawiam się, czym Stano zaczarował ludzi w klubie tak, że całkowicie oślepli i nie widzieli niczego.

Żeby nie strzępić pewnej części ciała po próżnicy, tabela za ostatnie 25 kolejek.

To może jeszcze tabela całej wiosny, czyli ostatnie 17 meczów. 

Żeby jeszcze Was dobić, tabela za ostatnie 7 meczów.

Drużyna nie gra od 8 miesięcy, notuje koszmarne wyniki, widać, że przestaje funkcjonować, stacza się w każdym możliwym elemencie. Przecież w każdym normalnym klubie, trener z takimi wynikami zostałby wyrzucony z dziesięć razy.  A dlaczego u nas nie został wyrzucony w odpowiednim momencie, których było bez kilku? Nie mam pojęcia, nie rozumiem tego, nie ogarniam. Do tej pory wydawało mi się, że każda głupota, niekompetencja, nieudacznictwo, musi mieć jakieś granice. Jak widać mało jeszcze wiem o życiu.

A jeśli ktoś będzie dalej chciał mi udowadniać, że facet, który przez ¾ sezonu notuje średnią w granicach 0,5 – 0,8 pkt./mecz (a w swoich ostatnich 5. meczach 0,2 pkt. / mecz) jest dobrym trenerem, najpierw niech się zastanowi, czy przypadkiem nie robi damy lekkich obyczajów z logiki?

I jeszcze jedno; jak widać z powyższych tabel,  problem zaczął się wtedy, kiedy w drużynie byli jeszcze Davo, Rasak, Kryvociuk. Nie było wyłącznie Michalskiego. Więc jeśli ktoś z uporem maniaka twierdzi, że sprzedaż Davo spowodowała spadek – bredzi. Z nim też byśmy spadli, bo o tym świadczą powyższe tabele. Problem powstał na jesieni ubiegłego roku i z biegiem czasu jedynie narastał. Aż doprowadził do katastrofy.

Każdy, kto ma choć mgliste pojęcie o piłce wiedział przecież, że kluczowe będą dwa mecze. U siebie ze Stalą i na wyjeździe ze Śląskiem. Pierwszy trzeba było za wszelką cenę wygrać, drugiego za wszelką cenę nie przegrać. I to, niezależnie od tego, że ¾ sezonu graliśmy źle/ fatalnie/ tragicznie, w zupełności by wystarczyło do utrzymania. Jak widać, dla ludzi z klubu, było to za dużo.

Czy tylko dlatego spadliśmy? Ano niestety, nie tylko. Żeby nie było, że jestem do kogoś uprzedzony, czy co w tym rodzaju. Odpowiedź, dlaczego spadliśmy, znajdziecie poniżej.

To jest opinia człowieka z zewnątrz, nie związanego w żaden sposób z Płockiem, natomiast co nieco wiedzącego o tym, co dzieje się w klubie. Nie trzeba być mistrzem intelektu, żeby dojść do dość prostego wniosku, mianowicie wyniki piłkarzy na boisku były efektem, całokształtu tego, co dzieje się w klubie. Przypadek, amatorstwo, do tego wojenki wewnętrzne, a na deser „prezes, który niewiele ogarnia”.

Jak czytam tego tłita, powoli zaczyna do mnie docierać, dlaczego ci, którzy pierwsi powinni zobaczyć nieuchronnie zbliżającą się katastrofę, nie widzieli jej w zasadzie do końca. W tej sytuacji piłkarze mieli stanąć na wysokości zadania?  Jeżeli „prezes niewiele ogarnia”, nie oczekujmy, że piłkarze ogarną, skoro to, co do zasady ogarniają najlepiej, to ogarnianie instagramu? Nie bądźmy naiwni. Ryba psuje się od głowy i każda firma działa tak, jak działa jej szef. 

Pokażę Wam pewną ciekawostkę. To mówi KAPITAN DRUŻYNY, lat 37, z 20 letnim doświadczeniem na boisku. 

Ja widząc grę drużyny na jesieni 2022 r., podczas #NafciarskiPokój na Twitterze, 6 listopada 2022 r., powiedziałem, że jak nic się nie zmieni, będziemy walczyć o spadek. Wówczas niektórzy ochoczo zaprotestowali, co ja bredzę, niektórzy patrzyli na mnie jak na wariata. Ale ja nigdzie nie grałem, wydawałoby się, że jestem laikiem i totalnym amatorem.  A do ciebie ta myśl dotarła po meczu ze Śląskiem? Przecież właśnie wtedy z tej ligi już spadłeś.

Jeżeli tak uważa kapitan drużyny, szef szatni, człowiek, który najlepiej powinien ogarniać rzeczywistość, czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, dlaczego drużyna nie wyglądała jak zespół walczący o życie, tylko jak stado baranów idących na rzeź?

W Górniku, Stali, Jagiellonii, Koronie, Zagłębiu, a nawet w fatalnie zarządzanym Śląsku – wszędzie w odpowiednim czasie dostrzeżono powagę sytuacji. Tylko w Wiśle Płock wszyscy byli szczęśliwi i zadowoleni.       

Niestety, ryba psuje się o głowy. Wieczna sielanka i samouspokojenie w klubie („spokojnie, mamy 5 pkt przewagi”) doprowadziła do tego, że myśl o spadku dotarła wtedy, kiedy my z tej ligi spadliśmy. Tak, trudno to inaczej nazwać, jak bandą amatorów. Na każdym poziomie. 


Nie wiem, czy Prezydent miasta będzie się upierał, żeby „prezes, który niewiele ogarnia” dalej trwał na stanowisku? Dla mnie byłaby do polityka samobójcza. Pomijam fakt, do czego decyzje (a właściwie ich brak) tego człowieka doprowadziły. Pokazał nimi, że – przynajmniej dla mnie – na to stanowisko się po prostu nie nadaje. Ale przede wszystkim, prezes klubu sportowego nie musi być kochany ani lubiany, nie musi też być szanowany.

Ale musi być co najmniej tolerowany. I jeżeli zdecydowana większość kibiców w licznych wpisach w social mediach, albo po meczu z Rakowem, jedyne co ma do powiedzenia prezesowi, to wyp…j, moim zdaniem nie da się skutecznie, mądrze i dobrze zarządzać klubem sportowym w permanentnej kontrze z kibicami. Tym bardziej, jeśli poziom zacietrzewienia sięgnął zenitu. W kontrze do kibiców nie da się też tego klubu odbudować Nie da się i już, bo tak wskazuje historia. A jeśli ktoś uważa inaczej – moim zdaniem błądzi.  

A Dyrektor sportowy? Chyba nikt nie ma wątpliwości, że jego projekt sportowy legł w gruzach. Padł i prędko się nie podniesie. Do tego, nie dość, że spadliśmy, to po spadku zostają zgliszcza. Średnia wieku pierwszej jedenastki w ostatnich meczach oscylowała w granicach 28 lat, w tym 7 ludzi w wieku 30+. Można powiedzieć o tej drużynie wszystko, ale nie to, że jest perspektywiczna.

Przy okazji gratuluję: sprzedać zawodnika, żeby załatać dziurę w budżecie i nie dostać pieniędzy (chyba, że już dotarły) to naprawdę duża sztuka.

Gratuluję także ostatnich transferów: przez pół roku Hasek, który miał być remedium na brak Rasaka rozegrał cale 15 minut, Chrupała niewiele ponad 50, a Śpiączka, wywalony z Korony za „psucie” szatni, może sobie wpisać do CV chyba siódmy spadek. Do tego urocze grono ze Słowacji, które co do zasady tej drużynie nie dało nic.

Jak przeczytałem ostatni wywiad z Dyrektorem sportowym, mogę potwierdzić. Tak, też uważam, że to człowiek z przypadku.

Policzmy:

Panom Rzeźniczak, Szwoch, Wolski, Furman, Tomasik, czyli średniej wieku ca 33 lata serdecznie „dziękuję”. Z racji doświadczenia, od was należało wymagać najwięcej. I wy najbardziej zawiedliście. I nie odbudujecie tego klubu. Życzę wam dalszej kariery w jakiejś Raduni Stężyca, choć być może jakieś Podbeskidzie też was przytuli.

Uroczemu zaciągowi ze Słowacji (Kvocera, Gono, Sulek, może Lesniak, nie wiem, czy Vallo wróci do żywych) również serdecznie „dziękuję”. Nie daliście tej drużynie nic (albo prawie nic) i nic też nie dacie. Odbudowywanie klubu na was to jakaś aberracja.    

Mamy odbudowywać klub na Śpiączce lub Hasku? 

I już mamy 12 ludzi, z punktu widzenia odbudowy klubu totalnie (albo prawie) bezużytecznych. To połowa kadry. 

Czyli nie dość, że spadliśmy z ligi, to z punktu widzenia nowego sezonu nie ma kawałka drużyny. Nic. Spalona ziemia. Do tego właśnie doprowadziła polityka sportowa klubu. Czyli dyrektora.    

Zamianę Bartoszka, czyli trenera z krwi i kości na trenera, który u Bartoszka powinien pobierać korepetycje, z litości pominę.

Jeśli w jednym z wywiadów dyrektor zarzekał się, że nie boi się odpowiedzialności, mam nadzieję, że najpóźniej w poniedziałek rano złoży dymisję.  Bo tak powinien zrobić człowiek, który ma odrobinę honoru. Parafrazując Kmicica, kończ waść, wstydu oszczędź.


Ale na skutek działań ludzi z klubu i po spadku, wydarzyło się coś o wiele bardziej gorszego, co może być brzemienne w skutkach na lata. Może się okazać, że bezpowrotnie straciliśmy ludzi, na których ten klub mógłby być budowany przez lata. Bardzo wątpię, żeby taki Mokrzycki chciał do nas wrócić. Awansował z ŁKS, jest tam szanowany, trener mu ufa, na nim chce budować drużynę. Więc ja na jego miejscu w życiu bym nie wracał do klubu klasę niżej, który mnie dodatkowo wypluł, nie dając mi praktycznie żadnej szansy. Obawiam się, że Gerbowski, który radzi sobie w Ekstraklasie, również nie będzie chciał wracać do I ligi, tym bardziej, że słyszę, że w okresie wypożyczenia klub o nim zapomniał, w ogóle z nim się nie kontaktując, ani nie monitorując jego rozwoju. A jeśli ktoś z uporem maniaka twierdzi, że muszą wrócić, bo mają ważne kontakty, to ja twierdzę, że myśli trochę naiwnie. Karta przetargowa klubu jest żadna, drobne 100 tys. eur + talon Sodexho, może spowodować, że będzie równa zeru.

A młodzież, którą mamy w klubie? Słyszę, że Tomasz Walczak chce odejść. Dla jednych chłopak – drewno, dla innych niekoniecznie. Na wiosnę rozegrał 15 minut w Ekstraklasie + ze 2-3, może 4 mecze w rezerwach. Chłopak ma 18 lat i w ciągu pół roku rozegrał może 300 minut na boisku. Za chwilę chłopak zapomni, jak się gra w piłkę w normalnym meczu. I ktoś się dziwi, że chce odejść? Ja na jego miejscu też bym chciał odejść.

A Drapiński? Wiecie, gdzie spędził najwięcej minut anno domini wiosna 2023? Na ławce I zespołu, obwożony po meczach jak małpa w cyrku. Praktycznie bez gry. Potem – w reprezentacji Polski w swojej kategorii wiekowej. Potem – w drugim zespole też zagrał ze 2, 3, może 4 mecze. W ekstraklasie na wiosnę rozegrał 130 minut. W sumie przez całą wiosnę rozegrał z 500 minut. Ten również za chwilę może zapomnieć, jak się gra w piłkę. To jest pomysł na wprowadzanie młodego chłopaka do zespołu? Dla mnie to jest pomysł na pozbycie się człowieka, który będzie chciał grać tam, gdzie ktokolwiek będzie miał na niego jakikolwiek pomysł. Niekoniecznie u nas. 


Jak zresztą wiecie (albo nie wiecie) młodzież i fundamenty to mój konik. Płock ma swoje ograniczenia, nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie miał stać się jakąś wielką metropolią, więc, żeby zaistnieć w piłce musi mieć na siebie jakiś pomysł. Takim pomysłem może być „produkcja” młodzieży i ich spieniężanie na rynku. To powinien być fundament działalności klubu.

Niestety, w tym aspekcie ostatni rok można uznać za rok stracony. A nawet zrobiono kilka kroków wstecz. Żaden młody piłkarz (może poza Pawlakiem) nie został wprowadzony do pierwszego zespołu. Trudno liczyć, żeby zawodnicy z drugiego zespołu w trybie ekspresowym stali się zawodnikami pierwszej drużyny, może poza jakimiś wyjątkami.

Ale, czy może być inaczej, skoro trener z wieloletnim stażem, zostaje zastąpiony człowiekiem, który dopiero chce być trenerem? Nie mam nic przeciwko Kondrackiemu, ale dla mnie on jest dopiero kandydatem ma trenera. Bo, żeby być dobrym trenerem (prawnikiem, hydraulikiem, kimkolwiek w swoim zawodzie) trzeba zjeść beczkę soli i popełnić milion błędów, wyciągnąć z nich wnioski i starać się być lepszym.

Poniżej tabela naszej „dwójki” z wiosny tego roku.

Jesteśmy pomiędzy Przysuchą a Raszynem, czyli drużynami, w których grają totalni amatorzy, hobbyści. Po naszej stronie z kolei ludzie, którzy albo żyją z piłki, albo chcą z niej żyć. Obserwując mecze „dwójki” mam niedoparte wrażenie, że jeśli trafią na jakąkolwiek drużynę, która ma jakiekolwiek pojęcie o piłce, są bezradni. Nie widzę tam pomysłu, ręki trenera, nic. Jakieś tam indywidualne umiejętności i zero zespołowości. Tak ma wyglądać ogrywanie młodzieży, jak chciał klub?

Dla mnie to marnowanie potencjału, a ten, kto oddał „dwójkę” w ręce początkującego trenera albo jest nieodpowiedzialny, albo nie ma za grosz wyobraźni, albo ma ten klub w głębokim poważaniu.

Idąc dalej – jedynym, co wydawało mi się, że działa w tym klubie jak należy, była akademia. Z niezaprzeczalnymi sukcesami, takimi, których nikt nie osiągnął w historii klubu. I zamiast dbać o dalszy jej rozwój, pielęgnować, chuchać i dmuchać, w klubie uznano, że szef akademii, który w 2 lata osiągnął coś, czego nikt w historii klubu nie osiągnął, się nie nadaje. Każdy normalny szef zarządzający czymkolwiek pierwsze co powinien robić, to minimalizować ryzyka, a nie je maksymalizować. 

„Jedynka” w gruzach, „dwójka” zrobiła kolosalny krok w tył, to na dodatek akademię też trzeba narazić na zepsucie? Co jeszcze?


I wracając do piosenki Elektrycznych Gitar, tak, moim zdaniem, nie ma już nic. Zostaje spalona ziemia. Przynajmniej, jeżeli chodzi o pierwszy zespół.

Finansowo – bo spadek, to co najmniej 6-7 mln PLN mniej z TV, nie wydaje mi się, żeby sponsorzy chcieli płacić tyle samo, co dotychczas. Budżet trzeba konstruować od nowa.

Sportowo – bo po urlopach zostanie miesiąc na przygotowania do nowego sezonu, a my nawet nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, jak może wyglądać drużyna w nowym sezonie.

Organizacyjnie – mamy trenera z konieczności, ale nie mamy prezesa, ani dyrektora sportowego, wobec których można byłoby mieć nadzieję, że odbudują ten klub.

Wizerunkowo i marketingowo – jest jeszcze nieotwarty nowy stadion i zamiast fety będzie stypa.   

Mam nadzieję, że będzie nowy prezes i będzie to ktoś, kto rzeczywiście zna się na tej robocie. I nowy prezes nie będzie obiecywał gruszek na wierzbie, tylko nakreśli jakiś wieloletni plan działania klubu, czyli przykładowo w pierwszej kolejności: 

  1. ogarnie finanse, żebyśmy nie żyli ponad stan, bo Miasto każdej dziury nie zasypie,  
  2. zmniejszy liczbę piłkarzy na kontraktach z 50. (tak mówił prezes w jednym z wywiadów) do rozsądnej liczby,
  3. przestaniemy palić pieniędzmi w piecu i zamiast ściągać piłkarzy na ilość, zaczniemy zwracać uwagę na jakość,

a potem,

  • w ramach tego planu powoli, mozolnie, na zdrowych zasadach, zacznie ten klub odbudowywać. 

Podobno w życiu po 7 latach tłustych, jest 7 lat chudych. Awansowaliśmy do Ekstraklasy w 2016 r., spadliśmy w 2023 r. Mam nadzieję, że na ponowny awans będziemy czekać krócej niż do 2030 r., choć wcale się nie zdziwię, jak tak właśnie będzie. Bo chętnych do awansu wielu, a u nas organicznej roboty od podstaw huk. To co było, zostało zmarnowane i trzeba budować niemalże od podstaw.  

Bądźcie zdrowi, Nafciarze!

Kopnij dalej

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Ula

    To byl sabotaż w wydaniu zarządu i piłkarzy. Wszystko na temat.

  2. Marcin

    Amen. Wszystko w punkt. Saganowskiemu dałbym szansę, to niekoniecznie (mimo okoliczności i statusu człowieka pewnie czwartego-piątego wyboru) musi być pomyłka.

Dodaj komentarz