„Czasami po meczu brakuje czasu na radość” [Krótka Piłka Extra]

Pierwsze piłkarskie kroki stawiał w rodzinnym Raciążu, jednak do piłki seniorskiej wchodził już w barwach Nafciarzy! Dwadzieścia lat musiało upłynąć, aby do Płocka wrócił! Wszystko po to, aby pomóc Wiśle w walce o Ekstraklasę! Zapraszamy na Krótką Piłkę Extra z trenerem Danielem Kokosińskim.


Długą drogę przeszedł trener od pierwszej przygody z Wisłą Płock do czasu powrotu. Jak bardzo zmienił się Daniel Kokosiński od dnia kiedy trafiał z Raciąża pod skrzydła Trenera Wachaczyka? (Krzysztof Wachaczyk do dziś pamięta pańskie kolczyki).

To były dawne czasy i od tego czasu dużo się zmieniło. Faktycznie było modne noszenie kolczyków i malowanie włosów. Bardzo dobrze też wspominam czasy z Trenerem Wachaczykiem. Wygrywaliśmy z każdym przeciwnikiem i mieliśmy fajną grupę zawodników. Wtedy jeszcze nigdy nie myślałem, że pójdę w kierunku trenerki w przyszłości. Nie zdawałem sobie też sprawy, jak duża odpowiedzialność ciąży na pracy trenera. Od tamtych czasów zwiedziłem dużą część Polski. Od pracy w Kołobrzegu aż po Kluczbork. Po wielu latach pracy udało mi się dotrzeć na poziom ekstraklasy i bardzo się cieszę, że jest to w klubie, w którym kiedyś stawiałem kroki jako zawodnik.

Jak duży wpływ na pańską pracę trenerską ma doświadczenie zdobyte jako piłkarz?

Jako zawodnik nie zdawałem sobie sprawy, jak dużo czasu musi poświęcić trener na pracę. W dużej mierze doświadczenie jako zawodnik pomaga w pracy trenera, chociażby w rozumieniu szatni i zarządzania nią.

To w Wiśle stawiał Pan pierwsze kroki w seniorskiej piłce, jak bardzo w pańskich oczach zmienił się klub od tamtego czasu?

Tak to w Wiśle rozegrałem pierwszy mecz na poziomie seniorskim. Pamiętam stare szatnie i boisko treningowe z mączki. Nie wspomnę już o stadionie.

Ulubione miejsce w Płocku?

Molo jest miejscem, w którym można się wyciszyć.

Odwieczny dylemat pomidorówka z ryżem czy makaronem?

Zdecydowanie makaron.

Czyj plakat wisiał nad łóżkiem młodego Daniela Kokosińskiego?

Marka Citko

Praca w sztabie trenera Misiury to chyba zajęcie bez limitu czasu. Można odnieść wrażenie, że po ostatnim gwizdku jednego meczu, zaczynacie już myśleć o następnym. Jest czas na radość po wygranych?

Czasami po meczu brakuje czasu na radość, bo jest już na rozkładzie następny przeciwnik. Ale znajdujemy czasami przestrzeń ze sztabem, żeby wspólnie z rodzinami spędzić czas i pocieszyć się po meczach.

Co jest pańskim największym atutem w pracy?

Poczucie humoru i duży dystans do siebie (w dużej mierze dzięki Trenerowi Wachaczykowi)

Kilka słów do kibiców Wisły Płock:

Wielki szacunek dla was za doping i piękne oprawy Dziękujemy za każdy wspólny mecz zarówno u siebie jak i na wyjazdach.

Kopnij dalej

Dodaj komentarz