Mocno osłabieni Nafciarze udali się do Gdańska, aby tam rozpocząć 11. kolejkę PKO BP Ekstraklasy. Ostatecznie pomimo kontuzji kluczowych piłkarzy Wisła zdołała wywalczyć w starciu z Lechią Gdańsk jeden punkt. Gola na wagę remisu zdobył dla podopiecznych Mariusza Misiury Marcin Kamiński. Teraz przed nami druga tej jesieni przerwa na kadrę.
Pierwsze wydarzenie warte wzmianki, to najpierw faul Ibana Salvadora już w 4 minucie spotkania, a chwilę później ten sam Iban leżący na środku boiska jako efekt poprzedniego starcia. Dobrze ponad minutę trwało udzielanie pomocy naszemu napastnikowi. W 10. minucie ładnym dośrodkowaniem popisał się Bojan Nastić. Niestety Paulsen zdołał uprzedzić Deniego Jurica. W odpowiedzi Neugebauer pięknym podaniem obsłużył Bobcka. Jednak nie takie numery z naszym rasta-farerem. Edi doskonałym i co najważniejsze czyściutkim wślizgiem zatrzymał pędzącego sam na sam z Leszczyńskim Słowaka. W 15. minucie Zan Rogelj poszukał na piątym metrze naszych napastników. Niestety mocno bita piłka przez Słoweńca nie padła łupem żadnego kolegów. Chwilę później FENOMENALNA interwencja w wykonaniu Rafała Leszczyńskiego po uderzeniu z dystansu autorstwa Aleksandara Ćirkovićia. W 22 minucie ten sam piłkarz znalazł się w świetnej sytuacji do zdobycia gola. Słowak wpadł z piłką w nasze pole karne. Gdy wydawało się, że zdobycia gola to już tylko formalność. W porę zorientował się w sytuacji Marcus Haglind-Sañgre i zdołał skutecznie interweniować. Chwilę później w skutek pechowego zdarzenia we własnym polu karnym padli jak ścięci zarówno Sangre jak i Salvador. Panowie w ferworze walki zderzyli się głowami. Na szczęście żadnemu nich nie stało się nic poważnego i obaj mogli kontynuować grę.
Niestety, szczęścia zabrakło nam w 29. minucie kiedy to po wyrzucie z autu w naszym polu karnym najprzytomniej zachował się Kacper Sezonienko i strzałem z okolic jedenastego metra pokonał Rafała Leszczyńskiego.
Z przebiegu pierwszych 30 minut to gospodarze robili lepsze wrażenia. Nie ulega wątpliwości, że to również piłkarze Lechii były zdecydowanie bardziej konkretni w swoich poczynaniach. Podopieczni Mariusza Misiury nie potrafili stworzyć sobie żadnej dogodnej sytuacji. Mało tego, Jurić i spółka nie byli w stanie oddać nawet jednego celnego strzału. Lechia po zdobyciu bramki postanowiła, raczej nie forsować zbytnio tempa. Nafciarze natomiast wyglądali na mocno zagubionych. I tak oto ostatnie minuty pierwszej części meczu upłynęły nam pod hasłem – “Ja do Ciebie, Ty do mnie”. Wprawdzie gospodarze chwilami zamykali nas w typowym hokejowym zamku, jednak zbyt wiele korzyści z tego nie mieli.
Na drugą część meczu obie ekipy wyszły bez zmian personalnych. John Carver mógł być zadowolony z tego jak w pierwszej części prezentowali się jego podopieczni. Mariusz Misiura natomiast nie bardzo miał realne opcje na ławce rezerwowych, by rozbujać ataki Nafciarzy.
Jeszcze się dobrze nie usadowolismy w fotelach a już było 1:1. Najpierw dośrodkowanie z rzutu wolnego nie znalazło żadnego adresata w polu karnym Lechii. Po chwili do zbyt krótko wybitej piłki dopadł Dani Pacheco i PRZEPIĘKNYM strzałem trafił w poprzeczkę. A na końcu, piłka po zderzeniu z obramowaniem bramki Paulsen trafiła wprost na głowę Marcina Kamińskiego. Kapitan Nafciarzy nie miał innego wyjścia, jak tylko umieścić futbolówkę w siatce. Przedziwna to była bramka. Chwilę później stało się coś, czego nie spodziewał się nikt. Będący na ławce rezerwowych Wiktor Nowak, został ukarany żółtą kartką. Co oczywiście, będzie skutkowało pauzą w kolejnym meczu Nafciarzy. Pewnie zmartwiło by to kibiców, gdyby nie fakt, że Wiktor i tak z Termalica nie zagra z powodu urazu. Po wyrównaniu stanu meczu, można by rzec “wszystko wróciło do normy”. Nafciarze nie byli w stanie przedrzeć się pod pole karne rywali. Lechia również, nie mogła znaleźć sposobu na naszą defensywę. W 58 minucie kolejne kartki w tym spotkaniu. Tym razem obejrzeli je Iban oraz Kacper Sezonienko. Dla Salvadora również oznacza to pauzę w kolejnym meczu. Chwilę później swoją pierwszą szansę w tym spotkaniu miał Deni Jurić. Niestety ofiarność obrońców gospodarzy sprawiła, że skończyło się jedynie za rzucie rożnym. Minęła minuta, a trener Misiura zdecydował się na pierwsze zmiany. Boisko opuścili Iban, Matchoi oraz Nastić. W ich miejsce na murawie zobaczyliśmy Krystiana Pomorskiego, Kevina Custovica oraz Quentina Lecoeucha. Ciekawostka, Szwedzki wahadłowy kolejny mecz z rzędu trafia do formacji ataku. Tym razem zajął miejsce u boku Jurica. W 67. Minucie Deni zanotował swoją pierwszą liczbę w Ekstraklasie. Niestety, było to +1 w ilości żółtych kartek. Jednak od czegoś trzeba zacząć. Dwie minuty później mógł mieć Australijczyk pierwszą asystę. Niestety po jego zgraniu głową Dominik Kun nie zdołał w wyśmienitej sytuacji zmieścić piłki pod poprzeczką. W odpowiedzi uderzał Vojtko. Na szczęście skutecznie interweniował Leszczyński. W 74. minucie na murawie pojawił się, powracający po kontuzji Łukasz Sekulski. Zastąpił on Deniego Jurica. Cztery minuty później kolejną szansę w tym meczu miał Bobček. Kolejny raz górą jednak Leszczyński. W odpowiedzi Dani Pacheco próbował powtórzyć uderzenia które zakończyło się golem. Niestety, tym razem trafił w dach Plus Areny.
W 84. minucie ostatnia zmiana w ekipie Nafciarzy. Daniego Pacheco zastąpił Nemanja Mijusković. Minutę później bardzo ładny rajd Rogelja. Niestety jego dogranie padło łupem obrońców. Wprawdzie akcja zakończyła się jeszcze strzałem Krystiana Pomorskiego. Jednak bez zagrożenia dla bramki gospodarzy.
Ostatecznie żadna z ekip do końcowego gwizdka nie zdołała przechyli szali na swoją korzyść. Nafciarze z Gdańska wracają z jednym punktem. Przyznajmy szczerze sprzed meczem każdy z nas brałby ten punkt w ciemno. Z przebiegu gry sądzę, że żadna z ekip nie mogła się czuć pokrzywdzona. Teraz przed naszymi piłkarzami przerwa na kadrę. Doskonała okazja, aby jak największą ilość graczy przywrócić do zdrowia.
Lechia Gdańsk 1-1 Wisła Płock
Kacper Sezonienko 29 – Marcin Kamiński 49
Lechia: 18. Alex Paulsen – 2. Bartłomiej Kłudka, 15. Maksym Diaczuk, 80. Matej Rodin, 27. Matúš Vojtko – 79. Kacper Sezonienko, 99. Tomasz Neugebauer, 10. Rifet Kapić, 90. Dawid Kurminowski, 8. Aleksandar Ćirković (83, 7. Bohdan Wjunnyk) – 89. Tomáš Bobček.
Wisła: 12. Rafał Leszczyński – 21. Žan Rogelj, 4. Marcus Haglind-Sangré, 35. Marcin Kamiński, 19. Andrias Edmundsson, 5. Bojan Nastić (61, 13. Quentin Lecoeuche) – 14. Dominik Kun, 8. Dani Pacheco (83, 25. Nemanja Mijušković), 17. Matchoi Djaló (62, 2. Kevin Čustović) – 66. Iban Salvador (62, 6. Krystian Pomorski), 99. Deni Jurić (74, 20. Łukasz Sekulski).
żółte kartki: Sezonienko – Iban Salvador, Jurić.
sędziował: Mateusz Piszczelok (Katowice).
widzów: 11 180.
Żółtą kartką został także ukarany rezerwowy zawodnik gości – Wiktor Nowak

Mój klub, moje serce, moja Wisła Płock
Oprócz tego mąż, ojciec i bimbrownik!


wedlug mnie bardzo dobry mecz Nafciarzy, chlopaki staneli na wysokosci zadania i pokazali charakter. bylem raczej sceptyczny co do tego meczu z powodu walorow Lechii, ktore potwierdzily sie w czasie spotkania. swietna obrona Lechii i niebezpieczna druzyna w ataku, bardzo dobra organizacja gry angielskiego szkoleniowca – Johna Carvera. wprawdzie Lechia strzelila przypadkowo, ale byla bardzo konsekwentna w swojej grze. pierwsze 30 minut nalezalo do Nafciarzy, ale bez bardzo klarownych sytuacji. po przerwie Wisła Płock zrobila swoje. mecz bardzo wyrownany.
.
nie moge tez żalic sie na ktorys z graczy, bo wszyscy zasluzyli na pochwaly. nawet Djalo calkiem niezle (pomimo wielu straconych zaczepnych akcji), chociaz dalej mam duze watpliwosci co do jego wystepow w pierwszej jedenastce. trzeba czy tez warto pochwalic rowniez Jurica, ktory rozegral poprawne zawody, szukal sytuacji do strzalu i nawet raz zgral swietnie pilke do partnera w polu karnym. ale… przy tym pozostane odrobine zlosliwy, bo przeciez wciaz nasi nowi napastnicy lacznie maja 0 (zero) bramek, a Lukasz Zjawinski zdobyl wlasnie 9 (tym razem zaledwie z rzutu karnego).