#SWIĘTONAFCIARZY – Wasze wspomnienia: Patryk

Wielkimi krokami zbliża się otwarcie w całości nowego domu Nafciarzy. Czekamy wszyscy z niecierpliwością na ten moment, a w międzyczasie zapraszamy was do dzielenia się wspomnieniami związanymi z obiektem przy ulicy Łukasiewicza 34.

Swoimi wspomnieniami podzielił się z nami kibic Nafciarzy – Patryk

Etap 1 – sektor I

Sektor I, na trybunie zachodniej. To właśnie tam w drugiej połowie lat 90. zabrał mnie tata na mój pierwszy mecz. Nie mam pojęcia jaki to był mecz, ale bardzo prawdopodobne, że któryś z tych zakończonych awansem lub świeżo po, ponieważ na kolejnym byłem zawiedziony, że zawodnicy nie rzucali już piłek w trybuny. Byłem przekonany, że dzieje się to na każdym meczu. To tam słyszałem słynne: „Paweł, wiąż buta”, które wykrzykiwali kibice do szykującego się do wykonania rzutu wolnego Pawła Miąszkiewicza – mojego pierwszego piłkarskiego idola.

Etap 2 – płyta boiska

W wieku 10 lat zostałem członkiem drużyny młodzieżowej Wisły, a mój rocznik bardzo często otrzymywał przywilej podawania piłek na meczach. Wielu chłopaków z tej drużyny wciąż jest w klubie w różnych rolach – Fabian Hiszpański, Mateusz Lewandowski, Maciek Trepka, Tomek Beczak czy Sebastian Wiciński.  

Tamte lata to była mocna, ekstraklasowa Wisła z Irkiem Jeleniem, Darkiem Romuzgą czy Darkiem Gęsiorem, więc z bliska oglądałem boje z Wisłą Kraków (słynne 4:4), Legią czy Amiką Wronki. Najbardziej wyczekiwany gwizdek to był ten oznaczający przerwę. Wtedy to my mogliśmy chociaż przez kilkanaście minut pograć na pięknej murawie, która poza tym krótkim momentem nie była dla nas osiągalna. Mogliśmy poczuć się jak zawodowi piłkarze. Do dziś zapach bengaya i stukot wkrętów o beton w tunelu kojarzy mi się z profesjonalną piłką. 😄 

Trzy zdarzenia z tego okresu utkwiły mi w pamięci:

– Bartosz Jurkowski, który podszedł do mnie i pocieszał po tym jak Aidas Preiksaitis przy niekorzystnym wyniku, nawrzeszczał na mnie, że za wolno podałem mu piłkę. 

– Nastoletni Sławomir Peszko, wówczas już zawodnik pierwszej drużyny chcący wejść ze swoją dziewczyną na mecz, którego nie poznał ochroniarz i kazał kupować bilety.

– Widzewiacy rzucający w moim kierunku krzesełkami, przez co musiałem się ewakuować ze swojego stanowiska „podawacza”.

Etap 3 – Młyn 

Już grając w młodzikach Wisły byłem zafascynowany dopingiem. Znałem wszystkie przyśpiewki, które śpiewałem w autokarze na powrotach z rozgrywanych meczów i turniejów. Ale do 2007 roku nigdy nie byłem w młynie. Byłem na stadionie albo jako podający piłki albo z tatą na sektorze I.

Dopiero po spadku do ówczesnej II Ligi to się zmieniło. Druga kolejka sezonu 2007/2008, świeżo po inauguracyjnym blamażu 0:4 z Polonią, Wisła podejmuje Odrę Opole. 3500 osób, trybuna wschodnia, sektor A. Mój debiut w młynie. Na gnieździe (to chyba było siatkarskie krzesełko sędziowskie) jeszcze Maciek, ale chyba w drugiej połowie wszedł już Łukasik. Dla klubu sportowo rozpoczyna się fatalny okres, ale mi to nie przeszkadza. Im Wisła gra słabiej i w niższej lidze, tym częściej jestem na stadionie. Mój dojazd na mecz to 5 kilometrów skuterem (na więcej nie miałem dokumentów 😄), 3 kilometry pieszo, 15 kilometrów autobusem i znów 2 kilometry pieszo. Przed meczem nie zastanawiałem się jaki będzie wynik, tylko jaka będzie frekwencja i oprawa. Moje ulubione z tego okresu:

Walcząc możesz wygrać, nie walcząc już przegrałeś 

Nie grzeszą Ci którzy grzeszą z miłości 

W trudnych chwilach, bronimy tego klubu jak Lwy z wyrytym w sercu hasłem Wisła to my!

Nagrodą za te wszystkie mecze z Sokółką, Nadarzynem czy Łomżą był mecz z Zawiszą w maju 2016. Piękny dzień i jeszcze piękniejsza noc po awansie. 

Ze względu na pandemię nie mogliśmy godnie pożegnać Petki, a to wielka szkoda. Swój ostatni mecz na starej wschodniej zaliczyłem tuż przed wybuchem Covidu – 9 lutego 2020 w dramatycznych okolicznościach Wisła przegrała 2:3 z Pogonią. 

Etap 4 – sektor rodzinny

Etap, który zaczął się dla mnie w 2021 roku przy okazji benefisu Bartłomieja Sielewskiego. Znów trybuna zachodnia, a w zasadzie to, co z niej wówczas zostało. Znów ojciec zabiera syna pierwszy raz na Łukasiewicza 34. Tym razem to ja jestem tym zabierającym. Ten etap swoją kontynuację będzie miał na nowym obiekcie – karnety na C4 kupione!

Za swoje wspomnienia Patryk otrzymuje od nas „Peszkografię”. Gratulujemy.


Kopnij dalej

Dodaj komentarz