O taką Ekstraklasę nic nie robiłem – Po Kolejce #22

Ekstraklasa to piękna i nieprzewidywalna liga. Nigdy nie wiesz kto się kopnie w czoło bardziej efektownie. Kto zrobi większego babola. Komu uda się bardziej skompromitować. Na tym właśnie polega piękno naszej rodzimej ligi. Jednak w ten weekend Ekstraklasa pokazało swoje piękniejsze oblicze!

Piątek

Wszystko zaczęło się jak zawsze już w piątek o 18. Przyszły? mistrz kraju pojechał do Białegostoku zmierzyć się z tamtejszą Jagiellonią. Niby wszystko pięknie. Siadasz wygodnie w fotelu, szybka kontrola. Chipsy są, piwko…cholera, zapomniałeś. Wiadomka, piątkowy mecz może bez piwka nie wejść tak dobrze. Trzeba wstać, wrócić do lodówki. Wstajesz, idziesz po zapasy i omija cię to, co zrobił Jesus Imaz już w trzeciej minucie spotkania. Centrostrzał palce lizać! Bramka, którą można oglądać w pętli zamiast niektórych spotkań ESA!

Kiedy wydawało się, że gola kolejki już znamy, cały na biało, dosłownie, wchodzi Jean Carlos Silva. Piłkarz sprowadzony zimą z Pogoni Szczecin postanowił, że żadnego trofeum w Białymstoku nie będzie. Jak postanowił, tak zrobił. Bramka dająca Medalikom wyrównanie była jeszcze piękniejsza.

Ostatecznie Jagiellonia, oprócz ładnej bramki, nie zdobyła w tym meczu nic, wynik na 2:1 dla gości ustanowił Tomas Petrasek. Raków inkasuje kolejny komplet punktów i robi kolejny krok w kierunku trofeum mistrzowskiego.

Mieliśmy więc w piątek mecz pięknych bramek, a o 20:30 startowały chyba największe derby w lidze. Wiadomo, wielu powie, że derby Polski to mecze Legii z Lechem, ale już od lat 90 spotkania Warszawy i Łodzi budziły większe emocje.

Tak było też tym razem. Mieliśmy wszystko! Wyjątkowej urody bramki, szczególnie tą Pawłowskiego ze stojącej piłki. Oprawę na poziomie meczu o Ligę Mistrzów! Emocje na boisku kipiały. Swoją droga warto podkreślić, że duży udział miał w tym sędzia Przybył, który czasami sprawiał wrażenie jakby nie panował nad wydarzeniami boiskowymi.

Problem pojawił się jedynie z tym, że grała Legia, i to przy Łazienkowskiej. Najpierw swój poziom na boisku kolejny raz pokazał Josue:

Jakim cudem Portugalczyk w tej sytuacji nie zobaczył żółtej kartki pozostanie zagadką na wieki wieków. Najpiękniejsze jednak jest to, że po tym całym pokazie buractwa i pajacowania, padł gol dla Widzewa! Karma is a bitch! I bardzo dobrze!

Później do głosu doszło jeszcze stado szympansów w barwach stołecznego klubu na trybunach. Ci, tak zwani kibice, wdarli się do jednej z loży VIP zajmowanej przez kibiców Widzewa. Efekt? Kilka osób pobitych, jedna ciężko ranna w szpitalu w stanie ciężkim. Z dwojga złego lepiej, że to „fan” Legii wypadający z loży na położony kilka metrów niżej rząd krzesełek. Nie zmienia to jednak faktu, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Niedoszłemu lotnikowi życzę zdrowia i więcej rozumu na przyszłość.

Sobota

Po takim super piątku kibic do sobotnich spotkań zasiadał ze zwiększonym apetytem. Na pierwszy ogień spotkanie Cracovii z Piastem w Gliwicach. Statystycznie rzecz biorąc mecz powinien wygrać grający w kratkę Piast. I o dziwo, tym razem logika nie zawiodła. Wiadomo, to specjalna logika Ekstraklasy, ale zawsze. Piastunki pokonały Craxę 2:1 i znowu podopieczni Vuko mogą złapać lekki oddech. Docelowo wszak udało im się wyczołgać ze strefy spadkowej. Cracovia zaś kontynuuje swój marsz w kierunku końca sezonu w środku tabeli. Bez rewelacji, ale i bez tragedii. Ozdobą meczu była niewątpliwie bramka Tomasiewicza! Ta kolejka ligowa pięknymi bramkami stała!

Po ciekawym, choć niezbyt porywającym meczu w Gliwicach, na murawę w Grodzisku weszli gladiatorzy trenera Szulczka. Ofiary przyjechały z Kielc. Dosłownie i w przenośni. Wynik 5:1 dla Warty. Wiadomo, po spotkaniu padł klasyczny twist-off w postaci „pierwsza bramka ustawiła mecz”, kolejne 4 to już była tylko formalność. Inna sprawa, że piłkarze Korony chyba już na boisku uznali, że skoro padła pierwsza, to musi paść więcej, bo ewidentnie postanowili Warciarzom zadania nie utrudniać.

Czy Warta mogła wygrać wyżej? Mogła! Czy Korona zasłużyła na taką porażkę? Oczywiście! Co będzie dalej ze scyzorykami? Jeśli w najbliższą sobotę przegrają z Wisłą, moim zdaniem przypieczętują swój spadek z ligi.

Z Grodziska przenieśliśmy się do Gdańska. Uczciwie muszę przyznać, że być kibicem Wisły Płock jak w tym roku niełatwo. Jednak współczuję bycia kibicem Lechii, bo to dopiero wyczyn! Na piękny stadion w Trójmieście tym razem zawitał Radomiak. Radomiak, który wiosną bramki nawet nie stracił. Przed Lechią stało zadanie trudne, aczkolwiek nie niemożliwe. Jak się okazało, jednak nierealne. Lechiści przyjęli 3 bramki i zostali w swoim domu zdeptani przez podopiecznych „Cyca”. Jedyny pozytyw jaki został w Gdańsku po tym meczu to, że udało się im jako pierwszym Radomiakowi gola strzelić! Patrząc na dyspozycję Lechii w tej rundzie, śmiało można stwierdzić, że posada trenera Kamczmarka nie jest w tej chwili najpewniejszą robotą w kraju. Po samym meczu sieć zaczęła wrzeć od plotek, że nowym trenerem ma zostać obecny dyrektor sportowy w klubie. Jak będzie zobaczymy w najbliższych dniach zapewne.

I tak nam sobotnie popołudnie z Ekstraklasą minęło. Trzynaście bramek jednego dnia nie zdarza się w naszej lidze często!

Niedziela

Niedziela, rosołek, padlina na boisku… Do tego wzoru idealnie wpisało się spotkanie Stali z Górnikiem Zabrze. Górnik 3 punkty zdobył, właściwie dostał je w prezencie od Bartka Mrozka. Bramkarz wypożyczony z Lecha dał już Stali tyle punktów, że przyszła pora coś zabrać. Padło na to spotkanie i nikt nie ma prawa mieć do młodego piłkarza pretensji. Trener Majewski powinien się wręcz cieszyć, że jest równowaga w przyrodzie, bo znaczy to nie mniej, nie więcej tyle jak to, że Stal też wygrywać będzie, a Mrozek znowu będzie błyszczał.

O meczu Wisły z Pogonią więcej możecie przeczytać TUTAJ! Ja chciałbym się skupić na tym, co kibic kocha najbardziej. Na wpadkach!

Na pierwszy ogień idzie Sebastian Kowalczyk i jego rzut karny! Przyznam szczerze, że jak żyję, tak nie widziałem jeszcze, żeby rzut karny został anulowany z powodu tego, że strzelec zanim piłka doleci do bramki, kopie ją dwukrotnie. Od niedzieli śmiało mogę mówić, że to już było!

Komizm tej sytuacji przeplata mi się jednak z bezczelnością? cwaniactwem? Nie wiem, jak to określić. Radość po nieprawidłowo wykonanej „11” jest trochę słaba. Ale widać każdy ma swoje standardy!

Żeby nie było zbyt kolorowo i żeby ktoś sobie nie pomyślał, że Wisła swoich wpadek nie miała w tym meczu. Przedstawiam najbardziej spektakularną z nich. Milan Kvocera wiadomo biegać umie, robi to nawet szybko i sprawnie. Problem polega na tym, że czasem po takim biegu pada z wyczerpania lub głodu. Taka właśnie sytuacja miała miejsce w końcówce spotkania z Pogonią, kiedy na tablicy świetlnej widniał jeszcze wynik 0:0.

Na deser w niedzielne popołudnie dostaliśmy potyczkę Lecha ze Śląskiem na Tarczyński Arena. Co ciekawe, na kabanosy w tym meczu nie wyszli wrocławianie, a goście z Poznania. Kabanosem meczu bezapelacyjnie został Tsitaishvili, aczkolwiek Dominik Holec próbował dzielnie dotrzymać mu kroku. Pierwszy z panów zaliczył duuuuuuuuuży udział przy straconej bramce. Gruzin przy drugim golu dla Śląska postanowił dośrodkować pod własnym polem karnym prosto do Johna Yeboah-a. Niemcowi nie pozostało nic innego jak zamienić to wyborne podanie na gola.

Ostatecznie Lech uległ Śląskowi 2:1, gra jednak dalej w Pucharze Biedronki Lidze Konferencji Europy, więc kibice tę porażkę wybaczą. Szczególnie ze Lechici nadal są na trzecim miejscu w tabeli ligowej.

Tak prezentuje się tabela Ekstraklasy po 22 kolejkach ligowych:

Kopnij dalej

Dodaj komentarz